
Muszę przyznać, że podczas lektury byłam na każdym kroku
zaskakiwana. O ile pierwszy tom można z czystym sumieniem nazwać prostą baśnią
w stylu Disneya, o tyle w drugim do akcji wkrada się wiele różnorodnych
czynników społecznych. Autorka pochyliła się w końcu nad niezwykłym systemem
klasowym oraz historią państwa – prawdę mówiąc jestem ciekawa, jak chce
doprowadzić to wszystko do szczęśliwego zakończenia, mając do dyspozycji tylko
jeden tom. Lepiej poznajemy również sytuację rodzinną kandydatek oraz kulisy
życia króla i królowej. Światło dzienne ujrzą tajemnice, które powinny jeszcze
długo być ukrywane, a wiele osób będzie musiało ponieść konsekwencje swoich
czynów.
W toku zdarzeń rośnie też napięcie między dziewczętami. To,
co je różni, uwydatnia się, a sytuację dodatkowo zaognia postawa księcia
Maxona, który skrupulatnie realizuje powinności wobec wszystkich kandydatek. Okazuje
się, że pozycja Americi nie jest stała, a inne dziewczyny nie są bynajmniej
pozbawione szans w rywalizacji o koronę i miłość Maxona. Atmosferę dodatkowo
podkręcają nowe zadania, jakie czekają na kandydatki, a także rosnące
zadomowienie dziewcząt w pałacu. Te, które dotąd nie traktowały zwycięstwa jako
czegoś możliwego, zaczynają w nie wierzyć i podejmować działania.
Mimo rozbudowania społecznego tła, wątki emocjonalne w
książce z pewnością nie zostały zaniedbane. Otrzymujemy jaśniejszy wgląd w
przeżycia wielu bohaterów, choć na pierwszy plan wysuwają się oczywiście
rozterki sercowe Americi, która pozostaje rozdarta pomiędzy niewygasłą miłością
do Aspena, a rodzącym się dopiero uczuciem do Maxona. Słyszałam wiele zarzutów odnośnie
niezdecydowania bohaterki – mnie ten aspekt nie zraził jakoś szczególnie, być
może dlatego, że spodziewałam się czegoś dużo gorszego. Fakt, dorosły czytelnik
patrzący z zewnątrz jest w stanie jasno i klarownie ocenić postępowanie
Americi, a ona sama wciąż podejmuje niezbyt mądre i bardzo ryzykowne decyzje. Wszystko
to jednak jest uzasadnione i zrozumiałe. Prawdę mówiąc dziwię się, że jej
reakcje są tak stonowane – ja z moim temperamentem i poziomem zazdrości
wydrapałabym oczy każdej kandydatce, która odważyła się publicznie położyć łapę
na moim ukochanym.
Podoba mi się, że drugi tom Selekcji jest dużo bardziej różnorodny. Przed czytelnikami otwiera się wiele nowych drzwi, a wątki zostają
rozbudowane i przemieszane. Sporo sytuacji zaskakuje, a autorka co i rusz daje
czytelnikom prztyczka w noc, przeplatając pozytywy z negatywami. Pałacowy
świat, choć na początku jawił się jako czarno-biały, pokazuje coraz więcej
odcieni szarości, a gierki pomiędzy poszczególnymi osobami stają się powoli nie
do zniesienia. Choć rzadko się to zdarza, podczas lektury wściekałam się nie na
żarty i wielokrotnie ją przerywałam, żeby uspokoić nerwy. Mimo że nie chciałam,
zżyłam się z bohaterami, a ich losy przestały być mi obojętne. Teraz pozostaje
mi tylko czekać na wydanie trzeciej części (lub szybko podszkolić angielski i
sięgnąć po e-booka…).