piątek, 14 marca 2014

Cecelia Ahern - "Sto imion"

Od dłuższego czasu na hasło „literatura kobieca” reagowałam alergicznie. Gust książkowy (mam nadzieję) nieco mi się wyrobił, a słysząc te słowa miałam przed oczami wyłącznie tanią, romansową historię, czasem okraszoną humorem, najczęściej niezbyt skomplikowaną i do tego średnio napisaną. Dziś przyszło mi ten pogląd zdecydowanie zweryfikować – powieść Cecelii Ahern, choć zdecydowanie obyczajowa, jest niebanalna i bardzo dobrze napisana. A poza tym ma szalenie optymistyczny przekaz, czego bardzo brak dzisiejszej literaturze…

Główną bohaterką jest Kitty/Katherine Logan – dziennikarka, która mimo młodego wieku zdążyła już popaść w zawodową rutynę. Choć karierę zaczynała w skądinąd ambitnym piśmie „Etcetera”, zapragnęła od życia czegoś więcej – pracy dziennikarki telewizyjnej. Miesiącami znosiła opracowywanie upokarzających artykułów o niczym, by wreszcie… popisowo zniszczyć własną karierę, renomę stacji i życie pewnego nauczyciela. Jej pierwsze dziennikarskie śledztwo okazało się katastrofą – oskarżyła niewinnego człowieka o molestowanie uczennicy, czym zaprowadziła przed sąd twórców programu, a samej sobie zafundowała prostą drogę do (częściowego przynajmniej) bezrobocia. Na domiar złego Kitty doświadcza społecznego napiętnowania ze strony obcych jej ludzi, zostawia ją partner, a przyjaciółka, która dotąd wspierała ją w życiu i w karierze, umiera na nowotwór. Można by rzec, że bohaterka przeżywa istny koniec świata, tyle że w skali własnego życia. Jej ostatnią szansą jest napisanie artykułu na cześć przyjaciółki – artykułu, o którym tak naprawdę nie wie nic…

Niezwykle podoba mi się przekaz płynący z tej książki i otoczka, w jaką został ubrany. Naprawdę możemy szczerze nie polubić Kitty – jej ślepota jest denerwująca i momentami ma się ochotę zawtórować jej przyjacielowi, mówiącemu, że tak naprawdę myśli tylko o sobie. Jednak czy my na co dzień nie postępujemy podobnie? Szczęściem tej kobiety jest fakt, że poznała kogoś, kto potrafił wydobyć z niej to co najlepsze nawet zza grobu. Przyjemnie obserwuje się zmiany zachodzące w głównej bohaterce i to, jak uczy się doceniać rzeczy, które ma. Sami również możemy się wiele z tej książki nauczyć – obserwując bohaterów będących sobą mimo wszystko, dążących do celów ważnych dla nich samych, często zagubionych i potrzebujących impulsu do działania. Tu nikt nie jest idealny, ale każdy jest wartościowy.Morał z książki jest jasny – każdy z nas jest wyjątkowy.

Kolejną zaletą tekstu jest strona techniczna - mimo prostego języka i nieskomplikowanej fabuły jest on oryginalny i wciągający. Narracja jest przyjemna, a tempo akcji równomierne. Czyta się niezwykle szybko, a kolejne strony mijają niepostrzeżenie – to jedna z tych książek, podczas czytania których mówi się: „jeszcze tylko jeden rozdział”, a koniec końców siedzi się nad nimi do rana. Nie ma tu może nagłych zwrotów akcji, ale coś przyciąga i nie pozwala odpuścić nawet na chwilę. Konstrukcja na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo prosta, jednak faktycznie okazuje się nietuzinkowa – choć złożona niemal wyłącznie z historii kolejnych osób, zaskakuje niemal na każdej stronie. Zdecydowanie jest to zasługą konstrukcji bohaterów – duży ukłon dla autorki za autentyczne ukazanie zarówno jednostek, jak i społeczności. Nic tu nie jest irytujące – ani nieszczęścia, jakie spotykają bohaterów, ani wątki miłosne, ani happy end. Książka jest idealnie wyważona.

Nie jest to typowa powieść obyczajowa, ale z chęcią poleciłabym ją tym, którzy szukają czegoś, co pozwoli się zrelaksować i uraczy dobrym morałem. Historia stworzona przez Cecelię Ahern pozostawia po sobie pozytywne odczucia i optymizm, który bije z niej naprawdę mocno. Na pewno kiedyś do niej wrócę (a rzadko mówię to o książkach!), tymczasem czekam na kolejne teksty autorki – mam nadzieję, że są równie ciekawe.


Za egzemplarz do recenzji dziękuję bardzo Business and Culture oraz wydawnictwu Akurat.

___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniach "Grunt to okładka" (marcowy motyw - kobieta) oraz "Czytam Opasłe Tomiska" (448 stron).