środa, 5 lutego 2014

Kamil Janicki - "Upadłe damy II Rzeczpospolitej"

Sięgając po tę książkę tak naprawdę nie wiedziałam, co znajdę w środku. Moja wyobraźnia kierowała się raczej w stronę wstrząsających zbrodni i absolutnego upadku moralnego w kobiecym wydaniu. Tak naprawdę nie znalazłam tu jednak niczego, czego nie znałabym z współczesnego kryminalnego światka. Tym niemniej książka ma wiele innych zalet, o których postaram się wspomnieć.

Tekst Kamila Janickiego składa się z prologu oraz siedmiu rozdziałów, z których każdy opowiada losy jednej z „upadłych dam”. Podtytuły są zróżnicowane w zależności od tego, czy dana część jest historią konkretnej osoby, czy też w większości składa się z opisu śledztwa, którego wyniki czytelnik poznaje stopniowo. Nie zawsze bowiem personalia winnej są znane już na początku. Niezależnie od konstrukcji rozdziału zawsze przedstawiona jest nam historia danej osoby, a także przebieg śledztwa i spraw sądowych. Autor skorzystał z wielu dostępnych źródeł (o czym świadczy mnogość cytatów i przypisów) i z pewnością poświęcił wiele czasu na opracowanie tak obszernego materiału. Mimo tego natłoku wiedzy merytorycznej, książkę czyta się niezwykle lekko, zupełnie jakby była powieścią, nie pracą naukową. Najpewniej duże znaczenie ma tu fakt, że wszelkie dane są dokładnie przez autora zanalizowane i nierzadko poddane pod ironiczną wątpliwość z perspektywy dzisiejszej wiedzy historycznej.

Tak jak już wspomniałam – same zbrodnie nie są w żaden sposób niezwykłe ani niecodzienne, podobne sytuacje znane są także dziś. Inne jest jednak podejście do tematu, zarówno ze strony społeczeństwa, medycyny, jak i sądownictwa. Przede wszystkim w okresie międzywojennym zaskakująco łatwo tłumaczono wszelkie kobiece zbrodnie na podstawie „słabości psychiki”. Pamiętajmy, że są to czasy Freuda i jego teorii na temat histerii, wynikającej ni mniej ni więcej jak z seksualnego niespełnienia. Tak czy inaczej określenia padające pod adresem oskarżonych z dzisiejszej perspektywy są po prostu śmieszne – mianem „depresji” targano na lewo i prawo, udowadniając nią nawet niepoczytalność (!), natomiast do określenia kobiety nimfomanką wystarczyło podejrzenie, że żądała (…) by ten zaspokajał ją seksualnie przynajmniej dwa razy w tygodniu.[35], odnoszące się oczywiście do stałego partnera.

Drugą różnicą w porównaniu z dzisiejszymi realiami jest wysokość wyroków, jakie zapadały na sali sądowej. Mnogość okoliczności łagodzących sprawiała, że zasądzano znacznie krótsze odsiadki, a czasem nie było ich w ogóle. Dla przykładu członkowie szajki, prowadzącej dom publiczny z nieletnimi dziewczętami, mimo wielu różnych oskarżeń – między innymi o sutenerstwo, obrót pornografią, gwałty i stosunki z nieletnimi – otrzymali wyroki od półtora roku w zawieszeniu do trzech lat. Nietrudno zgadnąć, że te niższe przypadły w udziale mężczyznom, rządzącym grupą, natomiast najsurowiej potraktowana została jedna z kobiet uczestniczących w procederze.

Zarówno ciekawa tematyka, jak też styl i zaangażowanie autora pozwalają spędzić kilka przyjemnych chwil na lekturze. Mimo wielu cytatów teksty są płynne i naprawdę dobrze się je czyta. Można też pochylić na chwilę głowę nad społeczeństwem okresu międzywojennego (choć nie różni się aż tak bardzo od współczesnego), a także nad ówczesnym wymiarem sprawiedliwości.