piątek, 11 lipca 2014

Rafael Estrada - "Co mówią umarli"

Na rynku kryminałów od wielu lat królują powieści wychodzące spod piór skandynawskich autorów. Równie wiele dzieł z tego gatunku tworzą pisarze brytyjscy bądź amerykańscy, sporo też mamy naszych rodzimych literatów specjalizujących się w powieściach kryminalnych. Próżno jednak szukać na polskim rynku książkowym oszałamiającej liczby kryminałów pochodzących z Półwyspu Iberyjskiego. Dlatego gdy w moim zasięgu pojawiła się powieść Rafaela Estrady, nie zwlekałem długo z sięgnięciem po nią.

Juan Proaza to najmłodszy nabytek Kartageńskiej policji pracujący w wydziale zabójstw. Wciąż jeszcze stawiający swoje pierwsze kroki w zawodzie młody oficer zostaje przydzielony do prowadzenia swojej pierwszej, z pozoru prostej sprawy. Na plaży znaleziono zwłoki młodej dziewczyny, zaś potencjalny zabójca zostaje odnaleziony w pobliżu miejsca zbrodni cały we krwi ofiary. Śledztwo wydaje się być jedynie formalnością, jednak Juan odkrywa nowe tropy, które prowadzą go do tajemniczego "Klubu Lolity", zrzeszającego miłośników twórczości Vladimira Nabokova, zaś sama natura zbrodni okazuje się być zupełnie inna niż mogłoby się wydawać...

Muszę przyznać, że debiut Rafaela Estrady był bardzo przyjemną lekturą. Zdecydowanie jest to zasługą dość swobodnego narratora, który niejednokrotnie opisuje pewne rzeczy w wyjątkowo subiektywny sposób. Niestety, sama narracja poprowadzona jest już nieco gorzej - nieraz zdarzają się fragmenty ciężkie w czytaniu, bowiem często podczas dłuższych dialogów nie ma nawet najmniejszych wtrąceń narratora, przez co można pogubić się co do osoby, która wypowiada daną kwestię. Zdarzają się też przegięcia w drugą stronę, kiedy to przez kilkadziesiąt linijek tekstu są tylko suche opisy, zdecydowanie zbyt długie jak na poprzedzającą je dynamikę akcji.

Pod względem fabuły książka jest niestety przeciętna. Chociaż autor podjął tematy trudne i wydawałoby się ciekawe, sama akcja okazuję się być nudna. To tak naprawdę obserwacja kilkudniowego śledztwa, podczas którego poznajemy coraz to nowe fakty, prowadzące nas koniec końców do rozwikłania zagadki. Autor popełnił jednak niewybaczalny błąd. Chociaż przez większość czasu czytelnik przygląda się poczynaniom Proazy, to jednak w pewnym momencie ni stąd, ni zowąd pokazana mu jest pewna scena, która zdradza zbyt wiele i zbyt szybko, przez co dalsza lektura to nieemocjonujące oczekiwanie aż oficer policji dowie się tego samego, co my.

Równie nieciekawie książka wypada pod względem postaci. Większość z nich jest blada, zarysowana jedynie pobieżnie, a pewne relacje wydają się być wprowadzone na siłę. Dla mnie wyglądało to nieco tak, jakby autor chciał na razie wprowadzić odbiorcę w świat swoich bohaterów, którzy dopiero w kolejnych tomach będą odgrywać większą rolę. Nawet postać Juana Proazy jest przedstawiona po łebkach, niejednokrotnie zamiast dopingować mu wprowadzonym śledztwie z obojętnością obserwowałem jego poczynania. Najdokładniej scharakteryzowana osoba w książce to patolog sądowy, który jednak wydaje mi się kalką z innych postaci pracujących w kostnicy, które znam z popkultury. Chociaż może ta grupa zawodowa po prostu jest taka specyficzna...

Na koniec jeszcze jedna wada i zaleta. Plusem jest specyficzna konstrukcja książki oparta na powieści Nabokova. Autor wplótł w fabułę sporo nawiązań i cytatów, a wprowadzony motyw Lolity został użyty z pełnym potencjałem. Nieco gorzej niestety wypadła tzw. "ścieżka dźwiękowa powieści". Gdy ujrzałem ją jeszcze przed lekturą pomyślałem sobie, że to zapewne sugestie autora co do muzyki, którą można słuchać podczas czytania książki. Okazało się jednak, że to spis utworów, które pojawiają się w powieści i są w niej z reguły wprost podane. Niestety, niejednokrotnie miałem wrażenie, że motyw piosenki pojawiał się sztucznie i na siłę, a chociaż znałem wiele spośród pojawiających się utworów to nie byłem w stanie ich "usłyszeć".

"Co mówią umarli" nie jest złą książką. Pomimo wydawałoby się poważnych wad czyta się ją lekko i z przyjemnością, nie mając poczucia straconego czasu. Po prostu widać po niej, że została napisana przez debiutanta, który jeszcze nie wszystkie rzeczy potrafi perfekcyjnie skonstruować, ale który ma szanse rozwinąć skrzydła i pisać naprawdę dobre książki. Ja sam z pewnością sięgnę po kontynuację przygód Juana Proazy - ot choćby po to, żeby zobaczyć jak autor rozwinie swój warsztat artystyczny.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Business and Culture oraz Wydawnictwu Muza SA.