
Po przeczytaniu blurba najbardziej zainteresowałam się
tekstem Nancy A. Collins i to o nim chciałam wspomnieć na początku. Wydawca
obiecuje pełną seksu i przemocy upiorną opowieść o nawiedzonym domu i
rzeczywiście jest to trafne określenie. Powrót do piekielnego domu to
najdłuższe z opowiadań w antologii i moim zdaniem jako jedyne spełnia wymogi
naprawdę dobrze opowiedzianej historii. Jest to klasyczna opowieść o
nawiedzonym domostwie, choć tym razem mowa o posiadłości prawdziwego potwora,
ceniącego sobie wyuzdane orgie i przekraczanie granic brutalności. Jak
nietrudno się domyślić, przebywanie w podobnych warunkach nie należy do
najłatwiejszych, o czym będą mieli okazję się przekonać członkowie ekipy
badawczej. Autorka wykorzystuje jedną z postaci i okoliczności z tekstu
Mathesona do stworzenia perfekcyjnego
prequelu, którzy trzyma w napięciu i wywołuje właściwy grozie dreszczyk.
Niesamowicie podobał mi się również tekst Dwa strzały z
fotogalerii Fly’a. John Shirley wykorzystał tu jedynie motyw znany z tekstów
Mathesona, mianowicie podróże w czasie, efekt jest jednak wspaniały. Jest to
historia antropologa, który wyprawia się w przeszłość, by zapobiec samobójstwu
ukochanej kobiety, a narracja i pomysł sprawiają, że lektura jest czystą przyjemnością.
Czytelnik wciąga się w opowieść, strony przewracają się same, a w dodatku tekst
jest okraszony ciekawym morałem o tym, iż zawsze może być gorzej, a to, co na
początku oceniamy jako złe, może okazać się najlepszym z możliwych wyjść.
Na wysokim poziomie utrzymane są również dwa inne
opowiadania – Piękno odebrane ci w tym życiu istnieje wiecznie Gary’ego
Braunbecka, w którym poruszony zostaje klasyczny dylemat moralny, a także Zdobycz Joego
Lansdale’a, gdzie wykorzystany zostaje motyw przeklętej laleczki przynoszącej
śmierć. Choć teksty różnią się znacząco pod względem dynamiki, akcji, narracji
i samej konstrukcji, oba są naprawdę godne uwagi. Pierwszy urzeka wnikliwością
i ciekawym ujęciem, zaś drugi narzuca niesamowite tempo i napięcie. Oba polecam
z całego serca, a sama odnotowuję nazwiska autorów, by dowiedzieć się o nich
czegoś więcej. Uwadze czytelników wskazuję również Powrót do Zachry, czyli
sequel autorstwa Williama Nolana – nie jest to może tekst niezwykle wysokich
lotów, ale daje zabawne poczucie prztyczka w nos i przypomnienia o pewnych
lękach, które siedzą gdzieś głęboko wewnątrz nas.
Niestety, jak to w antologiach bywa, nie wszystkie teksty
wywołują w czytelniku zachwyt lub chociażby inne silne emocje. Większość
opowiadań była po prostu przeciętna – zawiódł chociażby Stephen King, który
wraz z synem stworzył opowiadanie o pojedynku na szosie. Zdecydowanie lepiej
prezentowały się opowieści oparte na konkretnym motywie niż wszelkiego typu prequele,
sequele, nakładki fabularne czy dopowiedzenia. W moim mniemaniu historia raz
stworzona może zostać zmieniona jedynie przez samego autora, a poziom
większości tekstów tylko tę tezę potwierdza. Postacie zdawały się być
wykorzystane na siłę, jakby z ich losów chciano wyciągnąć co się tylko da. W
większości przypadków nie miało to większego sensu.
Choć odbiór pewnych formuł grozy jest rzeczą stałą i raczej
niezależną od kontekstu, wiem, że inaczej patrzyłabym na opowiadania z Jest
legendą, gdybym znała większą ilość tekstów Mathesona. Pisarze składający mu
hołd garściami czerpią z twórczości mistrza i z pewnością umknęło mi kilka
ciekawych nawiązań. Tym niemniej treść książki, a głównie wstęp Ramseya
Campbella, zachęcają mnie do stałego poszerzania wiedzy – wychwyciłam kilka
ciekawych wątków i wynotowałam tytuły tekstów, które muszę poznać w pierwszej
kolejności. Nawet gdy dane opowiadanie nie zachwycało, wstęp do niego pozwalał
mi lepiej zrozumieć motyw i podpowiadał, że oryginalna wersja powinna mnie
zainteresować. Myślę, że mógł to być jeden z zamysłów autorów – nie tylko
upamiętnienie Mathesona, ale też przekonanie do jego prozy kolejnego pokolenia
czytelników.
Na zakończenie powiem, że lektura książki Jest legendą generalnie była przyjemna. Mimo że rzadko sięgam po antologie, znów miałam
okazję poznać kilku nowych autorów i zobaczyć próbki ich twórczości. Teksty
pokazały mi, że nawet oklepane formuły grozy można wykorzystać na nowo i w
sposób ciekawy. Poza tym spadło na mnie trochę motywacji, by sięgnąć po teksty
Richarda Mathesona – jestem niemal pewna, że przypadnie mi do gustu
prezentowany przez niego typ horroru.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.