
Ibrahim i Julie poznają się przypadkiem – ona, bogata
menadżerka, potrzebuje pomocy z samochodem, natomiast on, uchodźca-mechanik,
akurat jest w pobliżu. Zbieg okoliczności splata ze sobą tych pozornie różnych
ludzi, a upór kobiety sprawia, że już niebawem ich znajomość ma szansę się
rozwinąć. I choć pozornie nie ma nic, co mogłoby ich łączyć, szybko znajdują
język porozumienia. Żyją niczym we śnie, świadomi że w każdej chwili może
czekać ich szybka i bolesna pobudka – wystarczy, że urząd do spraw emigrantów
wytropi Ibrahima… Gdy tak się dzieje, przychodzi czas na podjęcie dramatycznych
i niespodziewanych decyzji.
Choć opowieść snuta jest w otoczce dalekich nam problemów, z
całą pewnością przemyca pewne uniwersalne prawdy dotyczące funkcjonowania par.
Drobne niedomówienia, małe tajemnice, które z czasem przeradzają się w ugruntowane
pola oddalenia; złudne przekonanie, że
wie się doskonale, co myśli druga osoba; kłamstwa maskowane milczeniem i
podejmowanie decyzji za kogoś. To wszystko razem sprawia, że bohaterowie
powieści są niejednoznaczni, a ich relacja – niezwykle autentyczna. Ibrahima i
Julie łączy równie wiele jak dzieli, a przy tym oboje są skłonni do
podejmowania pełnych determinacji działań. Każde z nich skrywa również
tajemnice i emocje związane z przeszłością. Na swój sposób oboje uciekają –
przed przeszłością, schematami, brakiem codziennej satysfakcji. To ciekawe i
pełne sprzeczności postaci.
Dodatkowym atutem tekstu jest społeczno-polityczne tło.
Autorka zgrabnie i nienachalnie wplata w swój utwór tematykę emigracji i różnic
klasowych. Okazuje się, że to, co na Zachodzie jest problemem, w krajach
arabskich staje się siłą i odwrotnie. Przy tym wszystkim jednak wiele wartości
jest podobnych. Ludzie z „wielkiego świata” mają wszystko co materialne, a umykają
im rzeczy w innych krajach będące na porządku dziennym – spotkania z rodziną,
szacunek dla drugiego człowieka, silne więzi. Brak relacji rekompensują w
pustych znajomościach wśród „przyjaciół”, żyją w wolnych związkach i nie myślą
o przyszłości. Jednak wciąż czegoś im brak…
Język powieści jest piękny, literacki, choć momentami surowy
– próżno tu szukać ubarwień, świat przedstawiony jest taki jak w rzeczywistości.
Jedyną rzeczą, do której trzeba przywyknąć przy lekturze Znalezionego, jest
narracja. Autorka co do zasady nie wyróżnia dialogów, pisze je za to w zwykłych
akapitach, nierzadko bez stosownego wyjaśnienia, kto teraz mówi. Skutkiem tego
czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak tylko skupić się na lekturze i
wyławiać okoliczności z kontekstu. Muszę przyznać, że choć na początku
sprawiało mi to kłopot, pod koniec lektury działałam już automatycznie.
Opowieść naprawdę wciąga, jest ciekawa i czyta się ją jednym
tchem. Choć środkowa część zdaje się być nudnawa, gdy bohaterowie popadają w
rutynowe schematy zachowań, mogę zapewnić – przed końcem się to zmienia. Trzeba
jednak pamiętać, że tekst wciąż pozostaje powieścią obyczajową, a akcja nie gna
do przodu jak szalona – mamy tutaj tylko (albo aż) opowieść o dwójce ludzi,
którzy mimo różnic starają się funkcjonować razem nie tylko poprzez szukanie
wspólnej płaszczyzny, ale i walkę o prawo do własnej przestrzeni i wyrażania
swojego zdania. Wszystko to dzieje się w ciekawej otoczce porozumień
międzykulturowych, co dodatkowo wzbogaca tekst.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Wydawnictwu M.