wtorek, 15 kwietnia 2014

Federico Moccia - "Chwila szczęścia"

Są takie książki, o których ciężko napisać cokolwiek sensownego. Czasem słów brakuje nam ze wzruszenia, a czasem po prostu ciężko dostrzec w tekście coś wyjątkowego. Niestety w przypadku najnowszej książki włoskiego pisarza, Federico Mocci, w grę wchodzi druga ewentualność. Ujęcie w słowa odczuć po lekturze jest niezwykle trudne, głównie dlatego, że niewiele owych odczuć jest.

Autor serwuje nam klasyczny, letni romans, tyle że całkowicie pozbawiony klimatu tajemniczości. Oto poznajemy Nicco, młodego Włocha, któremu świat wali się na głowę. Całkiem niedawno stracił ojca, a jego dziewczyna postanowiła zerwać z nim bez żadnych tłumaczeń, mówiąc po prostu, że jej przykro. Niezbyt optymistyczne, czyż nie? Na szczęście chłopak ma u swojego boku przyjaciela, na którego zawsze może liczyć. W wyniku niesłychanych zbiegów okoliczności (i zabiegów Grubego, który nie tylko jest nieziemskim podrywaczem, ale też ciągle stara się wyciągać Nicco z domu) na ich drodze stają dwie prześliczne turystki z Polski, które już wkrótce mają całkiem nieźle zamieszać w życiu obu panów.

Taki zarys fabuły wynika z opisu okładkowego, jednak w trakcie lektury czytelnik może się nieco zdziwić. Otóż książka ma nieco ponad 300 stron, a rzeczone polskie turystki pojawiają się dopiero w okolicach 130, czyli prawie w połowie, trudno zatem nazwać ich znajomość z Włochami głównym wątkiem książki. Udaje nam się za to świetnie poznać najbliższe otoczenie głównego bohatera i problemy, z jakimi borykają się wszyscy wokół. Czytamy o sercowych problemach dwóch sióstr Nicco, bólu jego matki po stracie ukochanego męża, a także o rozterkach samego bohatera związanych z rozpadem związku. Jak na mój gust trochę za dużo wątków w tak drobnej książce, zwłaszcza że żaden z nich tak naprawdę nie zostaje dobrze rozwinięty.

Jakby tego było mało, książka pisana jest z męskiej perspektywy i to ujęcie jest nieco przerażające. Według autora życie młodych Włochów sprowadza się do relacji z kobietami, przy czym pojęcie zdrady nie funkcjonuje, a jednoczesne związki z kilkoma partnerkami uchodzą za coś całkowicie normalnego. Jakkolwiek prawdziwe może być to stwierdzenie, nie pomaga ono w przełamywaniu stereotypów. Podczas czytania niezwykle drażnił mnie język postaci i konstrukcja głównego bohatera ­– z jednej strony czułego romantyka, z drugiej więźnia własnej seksualności. Z trudem przełknęłam także sposób, w jaki bohaterowie opisują swoje relacje z płcią przeciwną. O ile Nicco zdaje się w miarę zastanawiać nad tym, co mówi i robi, o tyle Gruby pobija wszelkie rekordy chamstwa. Być może miało to być lekkie i zabawne, ale dla mnie zupełnie takie nie było. Jak już wspomniałam – autor zamiast obalać stereotypy woli na nich bazować i wykreował swoich bohaterów na „typowych Włochów”, którym w głowie tylko jedno. Dość smutne przesłanie.

Mimo że powieść jest niezwykle lekka i czyta się wspaniale, nie udało jej się mnie zachwycić, za największą zaletę tekstu uważam tak naprawdę wspaniałą, niebieską okładkę. Zbyt wiele rzeczy mi w tej książce nie pasowało, choć osobom lubiącym motyw letniego romansu mogłabym ją polecić. Fabuła jest prosta i niezobowiązująca, a zdarzenia generalnie mało wymyślne. Skłamałabym jednak mówiąc, że ani razu się nie uśmiechnęłam – fakt, momentami książka jest naprawdę zabawna. Dla mnie to jednak zbyt mało – nie wiem, czy będę jeszcze chciała spotkać się z powieściami Federico Mocci. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję serdecznie Business & Culture oraz wydawnictwu MUZA SA.