Nazwisko autora mignęło mi już wiele razy gdzieś w
Internecie, blogosferze i na księgarskich półkach. Muszę jednak przyznać, że
nie interesowałam się zbytnio tym, co ma on do zaoferowania czytelnikom. Pewnie
byłoby tak do dziś, gdyby najnowsza powieść Cobena nie wpadła w moje ręce jako
urodzinowy prezent. Opis okładkowy wciągnął mnie niesamowicie – na tyle, że
rzuciłam wszystkie najnowsze nabytki i zabrałam się za lekturę.
Ciężko wyobrazić sobie siebie w sytuacji Jake’a. Główny
bohater ma wiele – pozycję nauczyciela akademickiego, szacunek, urok osobisty,
charyzmę i wygląd wyróżniający go z tłumu. Jednakże jego życie nie jest tak
poukładane jak mogłoby (i powinno) być. Sześć lat temu przeżył kilkumiesięczny
związek z artystką poznaną podczas twórczego wypoczynku. Był pewien, że spotkał
miłość swojego życia, ona jednak porzuciła go nagle, z hukiem i fajerwerkami. Z
dnia na dzień postanowiła wyjść za innego, natomiast podczas ceremonii ślubnej
zdążyła wymóc na Jake’u ostatnią obietnicę – przysiągł, że nie będzie jej
szukał i nękał. Wbrew wszelkiej logice mężczyzna wypełnia dane słowo –
przynajmniej do czasu, gdy natrafia na nekrolog męża Natalie…
Podstawowy problem tej książki jest taki, że opis okładkowy
dość mocno mija się z prawdą. Wiem, dałam się podejść, nie ja pierwsza i nie
ostatnia. Tak czy inaczej blurb pozwala wnioskować, że gdy Jake zaczyna szukać
Natalie, zostaje uznany za wariata, bowiem nikt z jego otoczenia (ze znajomych
i osób spotkanych przed sześcioma laty) nie ma pojęcia o istnieniu kogoś
takiego jak Natalie. Spodziewałam się historii o człowieku, któremu wydaje się,
że zwariował, bo nie może odróżnić fikcji od rzeczywistości. W praktyce
natomiast owo otoczenie głównego bohatera wie wiele, tylko zwyczajnie nie chce
udzielić mu informacji, co oczywiste jest zarówno dla czytelnika, jak i dla
samego Jake’a. Taka roszada czyni z tekstu, zapowiadającego się jako dobry i
zagadkowy thriller, zwykły kryminał o poszukiwaniu kogoś, kto wpadł w kłopoty i
zniknął bez śladu.
Ponarzekawszy na niejasności związane z blurbem, mogę
przejść do strony technicznej. Książka wydaje się bardzo gruba, ale to tylko
złudzenie spowodowane papierem i naprawdę sporą czcionką. Czyta się szybko,
strony mijają niepostrzeżenie, a jeden krótki rozdział, który pozornie niewiele
wnosi do sprawy, przemieszcza czytelnika o około 20 stron w przód. Narracja jest
pierwszoosobowa i dość denerwująca, bo bardziej przypomina opowieść w czasie
rzeczywistym. Generalnie to przyjemna forma, ale wstawki w stylu „rozumiecie?”,
których pełno jest w pierwszej części, działają na niekorzyść stylu i nijak nie
pasują do akademickiego wykładowcy (nawet tego wyluzowanego). Sama konwencja
kryminału również nie wyszła autorowi najlepiej – czytelnik nie staje w obliczu
niezwykle trudnej zagadki, a właściwie jedynie odkrywa jej szczegóły. Poza tym
pewna kumulacja zdarzeń oraz natłok niezwykłych zbiegów okoliczności są dość
mocno nienaturalne. Bohater raz ma bardzo dużo szczęścia, innym razem zdaje się
go prześladować pech; czasem nie potrafi czegoś załapać, a innym razem
błyskotliwie łączy fakty – nie ma wyważenia, równowagi, konsekwencji. Postaci
też jakoś tak zbyt łatwo dają się nabrać czy przekonać. Za zaletę tekstu można
uznać humor, ale to według uznania – czasem jest czarny, czasem wisielczy… Mnie
to akurat odpowiadało.
Kończąc powoli – mam bardzo duży dylemat. Książkę oczywiście
czytało się szybko, ale tak naprawdę nie odnalazłam w niej nic niezwykłego. O
Cobenie przeczytałam wiele dobrych opinii, poza tym mówi się, że ta książka
jest gorsza od innych. Może ktoś z Was ma jakiejś doświadczenia z tym autorem?
Jeśli znacie jakąś jego książkę, która jest warta uwagi – chętnie poznam jej
tytuł. Nie chciałabym z góry skreślać faceta, który (podobno) pisze dobrze
tylko dlatego, że miałam nieszczęście trafić na przeciętny tekst, który wyszedł
spod jego pióra.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (464 strony)