
Matthew Quick przedstawia
nam Pata, który właśnie opuścił szpital psychiatryczny i, oprócz depresji oraz napadów
agresji, mierzyć się musi z pewnym poważnym problemem. Sądzi bowiem, że jego
żona, Nikki, wróci do niego mimo rozstania sprzed lat. Oczywiście nie ma nic za
darmo – Pat musi co dzień morderczo ćwiczyć, nadrabiać zaległości w literaturze
amerykańskiej i ogólnie stawać się lepszym człowiekiem, by w bliżej
nieokreślonej przyszłości doprowadzić do happy endu swój życiowy film. Wszystko
to nie ma oczywiście żadnych racjonalnych podstaw, ale przekonanie o
prawdziwości poglądów jest głęboko zakorzenione w psychice Pata, którego czeka
długa droga, by móc pogodzić się z rzeczywistością i przyjąć ją taką, jaka
jest.
Mimo trudnej
sytuacji bohatera można nazwać szczęściarzem w tym sensie, że otacza go grono
wspaniałych, życzliwych mu osób. Matka, która na własną odpowiedzialność
zabiera Pata ze szpitala psychiatrycznego, na każdym kroku daje mu dowody
swojej miłości. Nieco gorzej ma się sytuacja z ojcem, z natury zamkniętym w
sobie i wolno przystosowującym się do nowej sytuacji, jednak również w jego
zachowaniach można dostrzec wiele dobrej woli i zmian na lepsze. Bohater
odbudowuje również relację z bratem i przyjacielem z rodzinnego miasta,
Ronniem. To dzięki niemu poznaje Tiffany, która, choć równie niezrównoważona
jak Pat, wkrótce ma zmienić jego życie o 180 stopni. Ich nierzadko szorstka
przyjaźń to przykład niesamowitej jedności dusz, która z czasem rozwija się we
wspaniałą, choć bardzo specyficzną relację.
Rzadko odnoszę
się do swojej sympatii i antypatii w stosunku do bohaterów, ale tym razem po
prostu muszę nadmienić, kto jest moją ulubioną postacią w tej książce. Mowa o
Cliffie, terapeucie Pata. To całkowite przeciwieństwo sztywnych psychiatrów,
których bohater spotkał w szpitalu. W mistrzowski sposób buduje on relację z
pacjentem, będąc dla niego nie tylko lekarzem, ale i przyjacielem. Ta
naturalność kontaktu uderza zarówno w gabinecie, jak i poza nim – moje serce
Cliff podbił, gdy pierwszy raz spotkał Pata na meczu futbolowym i doskonale
rozegrał niespodziewaną sytuację, cementując męską przyjaźń. Tak naturalnym
terapeutą chciałabym być w przyszłości i mam nadzieję, że mi się to uda.
Tematyka
książki oraz sposób prowadzenia wydarzeń, choć chwilami są proste i przewidywalne,
uruchamiają w czytelniku odpowiednie emocje. Nie brak momentów, w których można
się zaśmiać, są też takie, gdy lekko szklą się oczy. Łatwo można zżyć się z
bohaterami i wciągnąć w nich losy, podobnie jak łatwo przychodzą oceny ich
zachowań. Czytelnik musi się wysilić, aby zrozumieć zachowania bohaterów i
trochę rozgrzeszyć we własnej głowie podejmowane przez nich decyzje. Wszystko
to składa się na wielowymiarową i dobrze skonstruowaną książkę. To klasyczna
bajka z dobrym zakończeniem, a interpretację jej treści pozostawiam każdemu z
osobna. Dla mnie „Poradnik pozytywnego myślenia” to tekst o byciu sobą,
kimkolwiek się jest, a także o tym, by dbać o to, co mamy, zanim bezpowrotnie
zniknie z naszego życia i pozostanie tylko pusty żal.