niedziela, 26 stycznia 2014

Dorota Terakowska - "Córka Czarownic"

Wiele słyszałam o książkach Doroty Terakowskiej, aczkolwiek sama nie miałam w tym zakresie zbyt dużej wiedzy. W liceum za namową bliskiej osoby przeczytałam „Tam, gdzie spadają Anioły” i byłam zachwycona przepiękną metaforą, będącą bazą tej książki. W zeszłym roku postanowiłam więc sprawić sobie kolejny tekst autorki i tym samym poszerzyć wiedzę na jej temat.

Akcja powieści rozgrywa się w Wielkim Królestwie, rozległym państwie, które kiedyś zachwycało swoją świetnością, teraz natomiast upadło pod rządami Najeźdźców. Przed laty zagrabili oni sobie owe ziemie, wykorzystując militarną słabość mieszkańców, którzy za namową króla zgodzili się pozbyć wszelkiej broni i żyć w całkowitym pokoju. Teraz, po ponad 700 latach niewoli, naród żyje pod okrutnym jarzmem i choć zewsząd spadają baty, a krwawy terror zbiera swoje żniwo, ludzie od lat w ukryciu powtarzają słowa tajemniczej przepowiedni, głoszące rychłe obalenie niechcianej tyranii.

W takim właśnie kraju swoje życie wiedzie Dziecko – złotowłosa dziewczynka, przemierzająca tereny Wielkiego Królestwa wraz ze swoją Opiekunką. Jej życie naznaczone jest ciągłą tajemnicą, nie wie, jak ma na imię, dokąd zmierza, ani kim jest towarzysząca jej kobieta. Dopiero z wiekiem stopniowo nabywa wiedzy o sobie i otaczającym ją świecie, a ma to miejsce pod czujnym okiem zmieniających się co kilka lat Opiekunek, które, jak się okazuje, są Czarownicami. Wraz z upływem lat Dziecko powoli zmienia się w Dziewczynkę, później w Panienkę, aż w końcu w Dziewczynę, za każdym razem ucząc się nowych, potrzebnych w życiu umiejętności. Jest bowiem Istotą, która ma wypełnić słowa tajemniczej pieśni i przynieść wolność uciemiężonemu ludowi Wielkiego Królestwa.

„Córka czarownic” to legenda, baśń opowiadana przez narratora-gawędziarza. Choć jest historią o księżniczce, daleko jej do disneyowskich love story. To raczej opowieść z morałem, który gloryfikuje ciężką pracę, jako drogę do osiągnięcia celów. Bohaterkę poznajemy jako Dziecko, którego rozwój jest zaplanowany i uwarunkowany tak, aby rozwinęło wiele różnorakich umiejętności. Choć zarówno Opiekunki, jak i dorastająca na ich oczach Istota, nie są doskonałe, okazuje się, że przy odpowiednim wysiłku każdą skazę charakteru można zmienić lub po prostu obrócić w zaletę.

Z pewnością jest to przyjemna lektura zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Piękne metafory, dopracowany język i wartości, jakimi naszpikowana jest książka Doroty Terakowskiej, mogą posłużyć ludziom w każdym wieku. Trzeba jednak przyznać, że książka nie porywa. Nie ma wartkiej akcji pełnej niezwykłych zdarzeń, a jej czytanie jest chwilami tak mozolne, jak praca Istoty nad własnym charakterem. Wszystko składa się ze wspomnianych wyżej metafor. Mniej więcej w połowie tekst zaczyna się nieco dłużyć i tylko ciekawość, jak rozwiążą się niektóre sprawy, trzyma czytelnika w ryzach. Zakończenie za to, jak to w legendach, jest krótkie i niezbyt głębokie, coś w stylu: „A to już zupełnie inna historia…”. Może to nieco irytować. Tak czy inaczej, jak już wspomniałam, po odrzuceniu na bok drobnych niedogodności samo obcowanie z tą książką jest niezwykle przyjemne.