sobota, 17 maja 2014

Sarah Lotz - "Troje" [recenzja przedpremierowa]

Pewnego dnia siedziałam sobie spokojnie w domu, kiedy to listonosz zapukał do drzwi, dzierżąc tajemniczą, płaską, czarną kopertę. To, co znalazłam w środku, zaprzątnęło moją głowę na długie godziny – pierwszy rozdział książki, wprowadzenie i klauzula poufności… Od razu zainteresowałam się zawartością, tym bardziej, że język autorki okazał się niezwykle plastyczny. Przez moment uwierzyłam nawet, że opisane zdarzenia są prawdziwe! Trzeba przyznać, że połączenie marketingu ze światem przedstawionym jest w tym przypadku niesamowicie dopracowane, ale o tym kilka słów za chwilę.

Mamy tu do czynienia z książką w książce. Oprócz ostatniej sekcji „podziękowania”, autorka serwuje nam tekst związany z niejaką Elspeth Martins, dziennikarką, która postanowiła poprzez swoją rzetelną pracę zebrać i opracować wszelkie dostępne materiały dotyczące Czarnego Czwartku, czyli najstraszniejszego dnia w najnowszej historii ludzkości. 12 stycznia 2012 roku na świecie doszło do czterech katastrof lotniczych – w Japonii, Stanach Zjednoczonych, Europie i RPA – z których cudem ocalało jedynie troje dzieci. Oczywiście natychmiast znalazły się one w centrum zainteresowania opinii publicznej, podobnie jak rodziny, w których odtąd miały żyć.

Troje nie jest jednak zwykłą książką o historii owych młodych ludzi. To coś zdecydowanie większego, pokazującego szerszą perspektywę. Książka ukazuje globalne skutki działań człowieka, mechanizmy paniki oraz kształtowanie się teorii spiskowych. Tak naprawdę podczas lektury wiele razy zadawałam sobie pytanie, co tak naprawdę jest tematem książki Sarah Lotz. I w każdej chwili miałam poczucie, że sięgam po satyrę na współczesne społeczeństwo, tyle że bez pewnego rodzaju ironii czy żartobliwego zabarwienia. To opis zbiorowego szaleństwa, okrucieństwa ludzi, okuty w niezwykle profesjonalną, dziennikarską otoczkę.

Tekst jest zdecydowanie nierówny w tym sensie, że przeplatają się tu wszelakie formy wypowiedzi. Oprócz zeznań i opowieści osób mniej lub bardziej związanych z katastrofą, mamy tutaj również raporty Komisji Katastrof Lotniczych, fragmenty książek i narracyjne opowieści, a także zapisy z czatów, korespondencję i transkrypty nagrań. Wszystko to tworzy spójną całość i niezwykle pełny obraz sytuacji, a autorka z pewnością poświęciła wiele czasu na przygotowanie zarówno od strony technicznej, jak i merytorycznej, obmyślając własny świat. Co prawda na początku różnorodność form może nieco przytłaczać i sprawia, że ciężko wbić się w rytm, jednak gdy się go odnajdzie, w książce Sarah Lotz można zatopić się bez reszty. Moimi faworytami są bezapelacyjnie fragmenty związane z historiami poszczególnych poszkodowanych rodzin – w tym zakresie wszystko jest tak dobrze przemyślane i tak autentycznie ukazane, że tekst po prostu chwyta za serce.

Na największą pochwałę zasługuje konstrukcja świata. Autorka niezwykle zgrabnie przemieszała fakty z fikcją. Znane postaci, historyczne wydarzenia i popkulturowe wątki przenikają się tu z tym, co wymyślone i niezwykle istotne dla samej akcji. Dla kogoś takiego jak ja, kto od dobrych trzech lat nie korzysta z telewizora i kompletnie nie wie, co dzieje się na świecie, relacja Sarah Lotz (alias Elspeth Martins) równie dobrze może być tekstem dotyczącym prawdziwych wydarzeń, przynajmniej do pewnego momentu. Co gorsza, gdyby zastanowić się dokładanie, zdarzenia opisane w książce są nie tyle rzeczywiste, co niezwykle wręcz prawdopodobne życiowo, autorka skorzystała bowiem z uniwersalnych mechanizmów rządzących tłumem w sytuacji kryzysowej. To w rzeczywistości nieco apokaliptyczna wizja świata, który zmienia się całkowicie pod wpływem niedopowiedzianych i nie do końca wyjaśnionych wydarzeń.

Kończąc, chylę czoła przed autorką za czas i energię, które włożyła w przygotowanie tej książki, tym bardziej, że efekt końcowy jest naprawdę ciekawy. Mimo nierównego rytmu i czasem nużących fragmentów tekstu, zdecydowanie mogę polecić książkę Sarah Lotz, zwłaszcza zainteresowanym mechanizmami kształtowania się teorii spiskowych oraz zjawiskami nie do końca mieszczącymi się w ramach naszego umysłu. Autorce udało się stworzyć nadzwyczaj realną opowieść, osadzoną w świecie, z którym obcujemy na co dzień, wśród ludzkich zachowań, znanych z codziennego życia. Tym wyraźniejsze są przesłania, jakie książka ze sobą niesie.


Książka będzie miała swoją premierę 22 maja.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Business and Culture oraz Wydawnictwu Akurat.
___________________________
Książka bierze udział w wyzwaniu "Czytam Opasłe Tomiska" (480 stron)