wtorek, 28 kwietnia 2015

Podróże małe i duże #5 - Podsumowanie Pyrkonu 2015

Wciąż nie do końca wyspani, ale bardzo zadowoleni, nadchodzimy do Was z podumowaniem weekendowej wyprawy. Jak co roku wybraliśmy się do Poznania i kolejny raz miło spędziliśmy czas na największym w Polsce festiwalu fantastyki. Miało być ambitnie, wyszło nieco mniej, ale jedno jest pewne - absolutnie nie żałujemy!

Na pierwszy ogień pójdzie standardowy przytyk co do organizacji. Przyjdę po wejściówkę wcześniej, pomyślało pół konwentu, w rezultacie czego już o 10:30 przywitała nas całkiem spora kolejka, Sytuację z pewnością spotęgował fakt, że mimo wcześniejszych zapewnień otwarte było tylko jedno wejście na teren MTP. Na szczęście akredytacja szła sprawnie po obu stronach kolejki, więc nie czekało się długo, poza tym... cóż, jest to stały element konwentów, który zdecydowanie sprzyja społecznemu rozwojowi.

Nie byłeś na konwencie, jeśli nie brałeś udziału w Kolejkonie!

Właściwie pierwszą rzeczą, którą zwiedziliśmy na terenie festiwalu były targi - chcieliśmy obejść je wzdłuż i wszerz zanim zbierze się naprawdę dużo osób i nie będziemy w stanie zobaczyć nic. Mieliśmy nosa - mimo że hala była dużo większa niż w zeszłym roku, a przejścia szersze, w sobotę praktycznie nie dało się tam poruszać, nie mówiąc o spokojnym obejrzeniu czegokolwiek. Na szczęście wszystkie ważne zakupy zrobiliśmy niemal na samym początku,

Jeśli chodzi o wystawców - było dość przeciętnie. Już od kilku lat ciężko jest na konwentach kupić książki w dobrych cenach, bo standardowy rabat wynosi kilka złotych, zdecydowanie mniej niż w sprzedaży internetowej. Wypatrzyliśmy jednak kilka pozycji, które albo nie są dostępne w inny sposób, albo okazały się rzeczywiście niedrogie. Poza tym trzeba przyznać, że pojawiło się sporo stoisk ze świetnymi ozdobami i gadżetami - naprawdę było w czym wybierać. 

Sporo czasu spędziliśmy także w games roomie, choć nie tyle, ile byśmy chcieli - mimo że i on został powiększony w stosunku do zeszłorocznego Pyrkonu, brakowało miejsca dla wszystkich amatorów planszówek. Wiele osób (w tym my) krążyło jako te sępy między stolikami próbując wypatrzyć ofiarę, czyli grupę, która akurat opuści swoje miejsce. Kilka razy nam się udało, dzięki czemu mogliśmy pograć w nasz ukochany Splendor oraz Mistakos, na które polowaliśmy niemal dwa dni.

Zdjęcie pod tytułem "jak sprzedać się za 5 zł", czyli udostępnijmy fotkę, aby antologia była tańsza. Nawiasem, świetnie zapowiadający się zbiór!

Stosik okołokonwentowy - tyyyyyle zdobyliśmy, jednak pochwalimy się dopiero za kilka tygodni.

  


Jesli chodzi o prelekcje - tutaj nasza wiedza jest najmniejsza. Mimo ambitnych planów udało nam się dotrzeć tylko na kilka punktów programu, choć przyznać trzeba, że ani jednego z nich nie żałujemy. W piątek wieczorem posłuchaliśmy opowieści Krzysztofa Piskorskiego o tajnych stowarzyszeniach i (jak zwykle u niego) doskonale się bawiliśmy. W sobotę natomiast wybraliśmy się na kolejne dwa punkty, których opuścić nie mogliśmy - spotkania z Dawidem Kainem i Kazimierzem Kyrczem Jr., którzy opowiadali o dzieciach w horrorze i bizarro fiction. Obie prelekcje należą do gatunku, po zapoznaniu z którym życie słuchaczy nie jest już takie samo...

Warto również wspomnieć trochę na temat organizacji - nowy budynek, który został przeznaczony na prelekcje, zdecydowanie spełnił swoją funkcję. Przydało się nowoczesne wyposażenie, czyli dobre nagłośnienie i plansze projektorów pozwalające obserwować prezentacje także w tylnych rzędach. Miejsca było dużo, zarówno w salach jak i na korytarzach, i absolutnie nie odczuwało się przytłaczającej ilości ludzi, która przecież na konwent zawitała. Dobrze wypadło też zwiększenie liczby miejsc przy głównej scenie. Warto było zjawić się pod salą wcześniej, bo w tym roku pilnowano przepisowej liczby miejsc, jednak ogólne ogarnięcie sytuacji można ocenić pozytywnie. Jedynym minusem był brak programu całodobowego.

Prelekcje Dawida Kaina i Kazimierze Kyrcza Jr. są niewyczerpanym źródłem literackich inspiracji...

Pyrkon to także spotkania z pisarzami i okazja do zdobycia ich podpisów. Wiadomo, że im większy konwent, tym więcej będzie chętnych do skorzystania z takiej możliwości, jednak rzadko zdarza się, aby ktoś wywołał takie poruszenie jak Dmitry Glukhovsky. W sobotę w kolejce do twórcy serii Metro stało ponad 700 osób! Na szczęście w niedzielę, podczas drugiej autografowej tury, zainteresowanie było nieco mniejsze, a Sylwkowi udało się dostać do autora.


Szczęśliwy, kto dopchał się do Dmitrija Glukhovskiego...

...i mógł dostać się do Jaspera Fforde! (fot. dzięki uprzejmości wydawnictwa Sine Qua Non)

Plan autografowy wykonany w 100%!

Jak już wspomnieliśmy - mimo że nie wszystkie plany konwentowe wypaliły, z wyjazdu wróciliśmy usatysfakcjonowani. W tym roku czekają nas jeszcze dwa podobne wypady - w sierpniu wracamy do Poznania na Polcon, natomiast we wrześniu ponownie odwiedzimy toruński Copernicon, który urzekł nas atmosferą. A może kogoś z Was spotkamy na którymś z nich? Dajcie koniecznie znać!