piątek, 17 kwietnia 2015

Piotr Rozmus – „Kompleks boga”


Ciemna piwnica, metalowa klatka, brud i wilgoć – w takim otoczeniu budzą się kolejne osoby. Nie ma tu klucza wieku, płci czy profesji. Jest tylko kara, a skoro tak, to musi być też wina, czyż nie?

W pierwszym zetknięciu z książką przeżyłam koszmar, dosłownie, w dodatku nie wiązało się to bynajmniej z samą, niełatwą bądź co bądź, treścią. To styl Piotra Rozmusa przytłacza, a mnie przyprawił wręcz o ból głowy. Sama tworzę teksty bogate i lubię epitety, ale w porównaniu z językiem autora mój jest niemal ascetyczny. Tutaj każde słowo – rzeczownik, czasownik czy nawet przysłówek – musi mieć określenie towarzyszące. Przeszkadzało mi to, bo mózg ludzki jest selektywny i na co dzień nie dostrzegamy takiej ilości bodźców, nie widzę zatem powodu do podkreślania ich wszystkich jednocześnie. To męczy, nawet bardzo – osobiście czytałam szybciej niż mój mózg był w stanie tworzyć obrazy, co powodowało koszmarne problemy ze skupieniem.

Jest to jednak tak naprawdę jedyna poważna wada tekstu. Gdy odrzucimy formę, zewnętrzną otoczkę, naszym oczom ukaże się thriller, w którym faktycznie o coś chodzi. Długie opisy niwelują nieco napięcie, jednak sprawia to, że pewne sceny uderzają w czytelnika ze zdwojoną siłą, tym bardziej, że nie brak im brutalności.

Historię obserwujemy z trzech perspektyw – sprawcy, ofiar oraz śledczych. Opowieści przenikają się i splatają, naświetlając sytuację stopniowo, ale niesamowicie dokładnie. W konstrukcji akcji widać wyraźnie wyższy zamysł, świetny pomysł autora, któremu niczego nie brakuje. Bohaterowie są spójni, dobrze umotywowani i różnorodni – to również aspekt przemyślany. Dobra jest także konstrukcja psychologiczna sprawcy; jego historia jest interesująca i motywuje czytelnika do dalszej lektury, pobudza chęć odkrywania prawdy. Wszystko to składa się na opowieść ciekawą, która w pewnym momencie całkowicie mnie pochłonęła.

Piotr Rozmus stworzył klasyczny thriller psychologiczny oparty o znany schemat, a jednak interesujący i wciągający. W opowieści można się zatracić, a historia ma wszelkie walory aby się podobać. Mnie jednak nie przekonała w 100%, trudno było mi mierzyć się z językiem, przytłaczającym stylem i długimi opisami. Jeśli komuś nie przeszkadzają te elementy, zachęcam do lektury z całego serca. Ja jednak nie wiem, czy jeszcze kiedyś zmierzę się z którymś z tekstów autora.






Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwom Videograf SA.