
Odłamki… jak fragmenty różnorodnych historii, zbiegające się
w jednym, wspólnym punkcie, jakim jest doświadczenie wojny. Książka nie jest
płynną, jednolitą opowieścią. Na jej treść składają się listy, fragmenty
dziennika autora, narracyjne wspomnienia, a także opowieść o żołnierzu Mustafie.
Choć pozornie takie połączenie nie ma sensu, kłuje w oczy, denerwuje, to w
ostatecznym rozrachunku widać tu zamysł, który doskonale się sprawdza. Z zamieszania
wyłania się sens i jest to sens niepowtarzalny – takie połączenie mógł stworzyć
tylko ktoś, kto na własnej skórze doświadczył chaosu czającego się w umyśle.
Odłamki… jak ludzka psychika rozpadająca się na miliony
elementów pod wpływem traumatycznego wydarzenia. Prcić genialnie ujmuje w słowa
brak spójności, urwane myśli, trudności z podejmowaniem decyzji. Choć pozornie
funkcjonowanie ludzkie wraca do normy, w praktyce w duszy pozostaje ślad, który
determinuje wszelkie późniejsze zachowania, decyzje, dążenia. To rzecz „do
przerobienia”, a formy terapii są różne; jedną z nich jest stopniowe mierzenie
się z własnymi wspomnieniami. Emocje grają tu pierwsze skrzypce, nadają sens
opowieści i bieg wydarzeniom; choć różnorodne, zawsze są wyraziste.
Odłamki… jak poszarpana i niechronologiczna opowieść o
historii Jugosławii. Bo choć na pierwszy plan w tekście Prcicia wysuwają się
ludzie i ich losy, wciąż jest to opowieść o narodzie – czy raczej: narodach – i
konfliktach na różnorodnym tle. Rozpad państwa tak niejednolitego etnicznie i
kulturowo wiązał się z eskalacją narastających przez lata uprzedzeń; to właśnie
przekonania popchnęły ludzi do tak okrutnej, bratobójczej wojny, jaką był
konflikt w Bośni.
Odłamki… jak części wielowymiarowego życia nastolatka. Bo
tak naprawdę to wciąż historia jednego człowieka, który w niezwykle młodym
wieku doświadczył niezwykle wielu strasznych rzeczy. Prcić widział wojnę jako
nastolatek i jako nastolatek musiał podjąć najtrudniejsze decyzje w swoim
życiu. To, co dla nas wydaje się abstrakcją oglądaną jedynie na telewizyjnych
ekranach, dla niego stało się brutalną rzeczywistością. Jak w takich warunkach
zmienia się umysł, który jest w najintensywniejszym okresie rozwoju? Jak wielki
wpływ na dorosłe życie mają takie doświadczenia młodości? Na kartach powieści
widzimy obraz młodego człowieka, który walczy – o normalne życie, tożsamość,
wolność mimo wszystko. To małe bitwy, niewielkie wygrane, jednak niezwykle
znaczące w skali tej konkretnej osoby.
Wiele jest w tej książce wymiarów, które wzajemnie się
uzupełniają i przeplatają. Autor (w sposób zamierzony lub nie) stworzył
połączenie niezwykłe i chwytające za serce – rozbrajające czarnym humorem,
przerażające szczerością. Język jest prosty, lecz piękny i przyjemny. Obrazy,
choć na początku wydają się zwyczajne, wręcz lekkie, z czasem nabierają
kolorytu, który oparty jest na okrucieństwie i krytyce. Prcić rozlicza
wydarzenia z czasów wojny i nie tylko, i ma do tego pełne prawo jako ich uczestnik,
bezpośredni świadek. Ów debiut literacki jest tak wspaniały, bo płynie prosto z
serca; z autentycznych przeżyć autora, które odcisnęły trwały ślad w jego
psychice.
Choć w pierwszych chwilach nie polubiłam się z tym tekstem i
ciężko było mi rozpocząć płynną lekturę, nie żałuję, że wytrwałam. To nie ma
być prosta historia, a fragmentaryczność i rozbicie nie ułatwiają jej odbioru –
wielu czytelników może to odstraszać. Jednak właśnie w tym tkwi piękno i
niezwykłość tekstu Prcicia – to opowieść, którą każdy z nas składa
własnoręcznie, odczuwając bezpośrednio owo rozbicie; każdy z nas ma też szansę
do własnej refleksji, która sama nasuwa się po zamknięciu książki.
Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Sine Qua Non.