Jest coś w wirusie ebola, co jednocześnie przeraża i
fascynuje. Doskonale wiemy, jak bardzo jest niebezpieczny – doniesienia ze
świata nie pozostawiają wątpliwości co do skali zagrożenia – a jednak wielu z
nas zastanawia się, jak dokładnie działa i co sprawia, że jest w stanie zabić
do 90% zarażonych. Richard Preston podejmuje próbę rozjaśnienia sytuacji –
układa fakty w barwną opowieść, która robi naprawdę dobre wrażenie.
Książka jest zapisem historii badań nad wirusem ebola od
pierwszych jego przypadków w 1980 roku aż do roku 1993 i ostatnich testów w
okolicy prawdopodobnego ogniska choroby. Autor wykorzystał rzeczywiste
zdarzenia i postaci; zmienił nazwiska, choć sytuacje i odczucia pozostały takie
same. W ten sposób stworzył opowieść fabularną, która poraża swoją
autentycznością. Czytelnik zostaje zaproszony do obejrzenia wnętrza
laboratorium, gdzie przeprowadza się badania na szczególnie niebezpiecznych
wirusach; poznajemy szczegóły operacji mających na celu doprowadzenie do
wygaszenia choroby. Mamy też okazję obserwować, jak wielką wagę mogą mieć
wszelkie błędy, potknięcia i niedopatrzenia badaczy.
Prestonowi udało się tworzyć świetny thriller medyczny
oparty o faktyczne wydarzenia, w dodatku od pierwsze strony dosłownie
wciągający czytelnika. Na sukces tej książki składają się dwa podstawowe
czynniki – mocny, chwytliwy temat i świetny warsztat autora. Co prawda
momentami denerwowały mnie krótkie, proste zdania, jednak z czasem do nich
przywykłam, a całe napięcie, autentyzm i bezpośredniość doskonale wynagrodziły
mi ten problem. Opowieść poprowadzona jest mądrze, zawiera bardzo dużo
szczegółowych informacji, a jednocześnie nie traci nic z thrillera. Jestem
zmuszona zgodzić się z opinią zawartą na okładce; do słów Stephena Kinga
podchodziłam sceptycznie, ale rzeczywiście również dla mnie jest to jedna z
najstraszniejszych historii, jakie czytałam. Mistrz grozy wie doskonale, że
najbardziej niepokoi to, co prawdziwe, prawdopodobne życiowo, siedzące gdzieś w
nas samych lub – co gorsza, jak w przypadku eboli – gdzieś w otaczającym nas
świecie. Podczas czytania tej książki co i rusz musiałam sobie przypominać, że
żaden z aspektów działania wirusa nie jest wymysłem autora – jest bardzo
zakaźny, przenosi się nie tylko przez bezpośredni kontakt, działa szybko i
celnie, doprowadzając do szybkiej śmierci. Człowiek dotknięty tą chorobą umiera
w strasznych mękach w wyniku zakrzepów, krwotoku wewnętrznego, zadławienia
krwawymi wymiotami lub po prostu z wycieńczenia.
Na pewno nie jest to książka dla ludzi o wrażliwych
żołądkach – Preston nie bawi się w ozdobniki, a jego opisy są niesamowicie
plastyczne – jednak jest to chyba ogólna cecha thrillera medycznego. Jeśli ten
aspekt Wam nie przeszkadza (lub nawet go lubicie), opowieść o historii eboli
powinna przypaść Wam do gustu. Ja nie mogłam oderwać się od lektury i
wyciągnęłam z niej całkiem sporo informacji; spodobała mi się również
płaszczyzna fabularna, która była całkiem dobrze poprowadzona. Jedynym, co tak
naprawdę mi przeszkadzało, było ciągłe podkreślanie szybkości
rozprzestrzeniania się wirusa, zupełnie jakby autor chciał wypomnieć światu, że
bagatelizuje problem. Każdy jednak ma prawo do przypisania swojej książce
takiej misji, jaką dla niej widzi.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Sine Qua Non.