Nie wiem, z czego to wynika, ale powieści dla nastolatków
kocham całym sercem. Może jeszcze nie do końca wydoroślałam? A może zwyczajnie
jest w nich mniej fałszu, kombinowania i bezsensownych masek? W każdym razie z
niesamowitą radością sięgnęłam po kolejną i, mimo że w ostatnich dniach
cierpiałam na czytelniczą niemoc, dosłownie przepadłam nie mogąc oderwać się od
lektury.
Park nie chce w swoim życiu żadnych zmian – pozostaje gdzieś
z boku, dostosowuje się i zadowala go fakt, że nie spadł jeszcze do najniższej
społecznej ligi. Gdy pewnego dnia w szkolnym autobusie pojawia się nowa
dziewczyna, sam nie wie, dlaczego pozwala jej usiąść obok siebie, mimo
świadomości, że taka osoba ześle na niego wyłącznie kłopoty. Eleonora, bo tak
ma na imię, ma rude włosy, zbiór ubrań, z których żadne nie pasuje do drugiego,
i zdaje się nic nie robić sobie z faktu, że już od pierwszej minuty stała się
pośmiewiskiem całej zgrai nastolatków. Dwoje piętnastolatków zawiera milczący
pakt o nieagresji, który stopniowo zaczyna przeradzać się w relację – dla obojga
jest to coś całkiem nowego, zwłaszcza że stopniowo na jaw wychodzą pewne
tajemnice...
Na pewno można powiedzieć o tej książce, że jest słodka i
przyjemna, choć mnie osobiście ciężko było dać się ponieść tej atmosferze, gdy
miałam gdzieś z tyłu głowy sytuację rodzinną Eleonory. Może zbyt często sięgam
po literaturę faktu dotyczącą problemów domowych, jednak nie mogłam uwolnić się
od myśli, co można by zrobić, aby tej dziewczynie pomóc. Zdarzały się jednak
momenty, kiedy (tak jak bohaterka) zapominałam o całym świecie – nie mogło być
inaczej za sprawą niezwykłego autentyzmu wszystkich odczuć i emocji. Sądziłam,
że za sprawą tej powieści przypomnę sobie nastoletnie lata, jednak nie musiałam
szperać w głowie aż tak daleko – zakochanie jest zakochaniem i pewne jego
aspekty pozostają niezmienne. Cudownie było widzieć na papierze te emocje,
które zna się z własnego doświadczenia i myślę, że to właśnie jest największą
siłą powieści Rainbow Rowell. Można oczywiście powiedzieć, że to książka jedynie
o nastoletniej miłości, jednak historią kieruje cała gama przeżyć, które sprawiają,
że takie spłycenie byłoby niesprawiedliwe. Autorka dobrze konstruuje swoich
bohaterów. To książka o kontrastach, dopasowaniu, buncie, relacjach
społecznych, codziennych trudnościach, ale też o nas, dorosłych, widzianych oczami
nastolatków. Eleonora i Park to nie tylko słodycz – dodatek goryczy jest
całkiem spory i mocno wyczuwalny.
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia na temat technicznej
strony tekstu, bo i niewiele można jej zarzucić – czyta się odpowiednio lekko,
dialogi wypadają naturalnie i naprawdę można dać się tej historii wciągnąć. W
pewnym sensie jednak zdziwiła mnie narracja – właściwie jest trzecioosobowa,
ale odrębna dla obojga bohaterów, zupełnie jakby o każdym z nich opowiadała
inna osoba, z tym że wszechwiedząca, znająca myśli i odczucia postaci. To
zabieg dość niecodzienny, zwłaszcza że zazwyczaj w powieściach dla młodzieży mamy
do czynienia z pierwszoosobowym stylem wypowiedzi.
Na koniec powiem krótko: do przypomnienia sobie pierwszej
miłości zdecydowanie polecałabym tę właśnie powieść – jej wydźwięk jest dużo
bardziej pozytywny niż Romea i Julii…
Za wspaniałą przygodę z parą niezwykłych nastolatków dziękuję wydawnictwu Otwarte.