wtorek, 24 marca 2015

Andrea Camilleri - "Wiek wątpliwości"


Z powodu szalejącego na morzu sztormu niewielki jacht “Vanna” zmuszony jest wpłynąć do portu w Vigacie. U jego wejścia załoga wyławia dryfujący ponton, na którym znajduje się ciało mężczyzny - jego twarz została zmasakrowana, uniemożliwiając identyfikację zwłok. Śledztwo w sprawie tajemniczego nieboszczyka prowadzi komisarz Salvo Montalbano, który ma powód, by uważniej przyjrzeć się załodze jachtu - tuż przed tym, jak jednostka zawinęła do sycylijskiego portu, policjant spotkał kobietę podającą się za siostrzenicę właścicielki “Vanny”; to, co powiedziała mu wówczas nieznajoma, zdaje się nie do końca pokrywać z rzeczywistością. Komisarzowi w prowadzeniu dochodzenia przeszkadza jednak pewien problem: w wieku pięćdziesięciu ośmiu lat przechodzi właśnie spóźniony kryzys wieku średniego, który przejawia się m.in. snami o swoim własnym pogrzebie oraz zauroczeniem w dużo młodszej od niego porucznik kapitanatu portu..

Powiada się, że śmierć jest wyzwoleniem. Tylko dla zmarłego, rozumie się, bo dla tych, którzy pozostają żywi, prawie zawsze oznacza to okropne zawracanie dupy. [s. 28]

Wiek wątpliwości to zdecydowanie kryminał w lekkim wydaniu, nadający się na czytadło do pociągu czy w ramach odstresowania. Spowodowane jest to wszechobecnym humorem, który pojawia się niemal na każdym kroku. W książce można znaleźć od groma zabawnych sytuacji, sarkastycznych wypowiedzi, a także działań bohaterów, które przynoszą nieoczekiwane konsekwencje. Silnie rozweselająco działała na mnie postać policjanta Catarelliego, który wypowiedzi miały dziwny szyk, słowa przybierały często archaiczne formy, a każde nazwisko musiało zostać zniekształcone. Nie zabrakło również czarnego humoru - nie pojawia się on za często, ale zawsze w idealnym momencie.

Język i styl tekstu jest tak lekki, że momentami nie wiedziałem kiedy przeskakiwałem kolejne dziesiątki stron. Swobodna narracja, choć trzecioosobowa, co rusz przedstawia czytelnikowi myśli i spostrzeżenia głównego bohatera, oczywiście z właściwym dla niego słownictwem. Potoczne i bezpośrednie zwroty dominują na każdym kroku, a emocje wylewają się z nich wiadrami. Odbiór tekstu zachwiany został niestety przez dwie rzeczy. Pierwszą są niektóre dialogi, które ze względu na swoją długość, dynamizm i liczbę uczestników były chaotyczne i trudno było się połapać kto wypowiada daną kwestię. Drugą wadą jest natomiast tendencja do budowania zdań złożonych, które pomimo wyraźnego powiązania pomiędzy poszczególnymi elementami, pozbawione są jakiegoś słówka-łącznika. Może w języku włoskim takie konstrukcje są normalne, jednak po polsku, choć sens przekazu jak najbardziej dało się zrozumieć, wyglądało to źle.

Wiek wątpliwości jest czternastym tomem cyklu i momentami wyraźnie wpływa to na lekturę. Chociaż większość postaci, które przewijają się w historii, to albo bohaterowie ewidentnie nowi w historiach o komisarzu Montalbano, albo jego współpracownicy, których obecność łączy się z jakimś ich wprowadzeniem, to jednak parę osób pojawia się tylko i wyłącznie na chwilę w celu pomocy głównemu bohaterowi, a czytelnik nie dostaje o nich praktycznie żadnych informacji. Podobnie jest z życiem prywatnym komisarza - otrzymujemy jedynie ochłapy, szczątki jego przeszłości, nie wiemy więc wobec czego odnoszą się niektóre z jego zachowań związanych z kryzysem, przez jaki przechodzi. A patrząc na tytuł książki niebezpodstawnie można odnieść wrażenie, że to właśnie ten aspekt jest głównym wątkiem powieści.

Choć w oczywisty sposób nieidealna, książka Camilleriego jest przyjemną lekturą wartą polecenia. Wpływ na to ma nie tylko świetny język, jakim posługuje się autor, ale też niebanalna historia kryminalna - z początku wyglądająca na dość prosto, z czasem jednak rosnąca do niespodziewanych rozmiarów. Dodajmy do tego barwną charakterystykę mieszkańców Sycylii (Włosi to w końcu kochliwy, a do tego w określonych sytuacjach impulsywny naród) i wszechobecne nawiązania do italiańskiej kuchni, a otrzymamy coś idealnego dla wszystkich miłośników Półwyspu Apenińskiego i otaczających go wysp. Pozwolę sobie jednak na małe ostrzeżenie: niemal cała książka utrzymana jest raczej w lekkim, wesołym tonie, jednakże końcowe strony zyskują na powadze i skłaniają do cichej zadumy...


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Oficynie Literackiej Noir Sur Blanc.