Witajcie w świecie, w którym istnieje magia. Funkcjonuje ona obok rzeczywistości, którą znamy, a przeciętny człowiek nie ma o niczym pojęcia. Społeczność osób obdarzonych nadnaturalnymi mocami nie jest jednak zwarta i jednolita - podzielona jest ona na dwie przeciwstawne grupy: czarodziei i czarodziejki, którzy z natury są dobrzy, oraz czarownice i czarowników, czyli magów stojących po stronie zła. Te dwie grupy, zwane odpowiednio białymi i czarnymi, toczą nieustanną walkę, nietrudno jednak wskazać stronę wygrywającą: to czarodzieje mają zorganizowane instytucje na wzór państwowych, a ich oddziały łowców polują na ukrywających się czarowników. W takim właśnie świecie żyje Natan, będący półkodem, czyli osobą, w której żyłach płynie krew zarówno białych, jak i czarnych. Żyjąc w społeczeństwie czarodziei traktowany jest jak osoba gorszej kategorii, a Rada Białej Magii co rusz wzywa go na badania, które mają wykryć, czy nie dominuje w nim zła natura - jeśliby tak było, niechybnie zostałby stracony… Uciśniony chłopak zmuszony jest podjąć zdecydowane działania - w dniu siedemnastych urodzin musi otrzymać trzy dary oraz odrobinę krwi jednego z przodków. Problem w tym, że jedynym żyjącym wstępnym jest jego ojciec, Marcus - najpotężniejszy i najbardziej poszukiwany czarny, winny śmierci dziesiątek osób…
Przyznam szczerze, że na początku byłem pod niemałym wrażeniem sposobu, w jaki została napisana książka. Narrator zwracający się bezpośrednio do czytelnika i opowiadający mu jego historię (w dodatku w czasie teraźniejszym) to zabieg dość nietypowy, więc przez co bardzo ciekawy. Zwłaszcza, że forma ta była bardzo dopracowana i momentami naprawdę łatwo było wczuć się w sytuację. Niestety, taka narracja skończyła się po pierwszej części książki, najkrótszej ze wszystkich sześciu, powracając potem jedynie na użytek jednego krótkiego rozdziału. I chociaż reszta książki napisana w pierwszej osobie nie jest na złym poziomie (przynajmniej przez większość czasu), to jednak wypada ona źle na tle tego, co zostało podane odbiorcy na samym początku.
Koncept, o jaki w głównej mierze oparła się Sally Green, nie jest zły. Autorka przedstawiła świat, w którym wszystko jest albo czarne, albo białe, ewentualnie nie należące do żadnej kategorii i tym samym nie mające większego znaczenia. Następnie obnażyła czytelnikowi wykreowaną rzeczywistość, ukazując ją jako mieszankę wszystkich odcieni szarości, w której ciężko wskazać co jest dobre, a co złe. Na dodatek dostrzegam sporą analogię do nienawiści na tle rasowym - główny bohater jest upokarzany tylko i wyłącznie przez wzgląd na swoje pochodzenie, chociaż sam nic złego nie zrobił. Szkoda tylko, że nie zostało to pokazane w dokładniejszy sposób.
To, co rzuciło mi się w oczy, to kreacja świata, a właściwie jej brak. Poznajemy pewne rzeczy wymyślone przez autorkę, jednak nie ma co liczyć na jakiekolwiek wyjaśnienia. Nie dowiemy się w jaki sposób biali magowie zorganizowali się w społeczeństwo żyjące obok amagów, czemu czarodzieje i czarownicy muszą otrzymać trzy dary i krew w dniu siedemnastych urodzin, ani też na jakiej zasadzie działa magia. To, co otrzymujemy, to jedynie mgliste wskazówki, fragmenty legend, brak natomiast konkretów. Rozumiem, że “Zła krew” to pierwszy tom trylogii i trzeba zachować jakieś rzeczy na późniejsze części, ale nie można przecież nie dać czytelnikowi niemal żadnych informacji! Zwłaszcza, że pomysły Sally Green są na tyle specyficzne, że ciężko mi jest wyobrazić sobie logiczne i sensowne uzasadnienia dla tego, o czym czytamy w tej książce. Z jednej strony mam nadzieję, że autorka wytłumaczy wszystko w kolejnych książkach, z drugiej zaś pełen jestem obaw co do jakości tych objaśnień…
Kreacje bohaterów nie stoją na najwyższym poziomie, to niestety fakt. Poza głównym protagonistą żadna z przewijających się postaci nie jest ukazana w dobry sposób, ciężko więc żywić do nich jakieś większe uczucia. To osoby co do zasady jednowymiarowe, o prostych umotywowaniach zachowań czy cechach charakteru, rzadko kiedy więc potrafią zaskoczyć. Jedyna nieco bardziej ukazana persona to Marcus, jednak wszelkie informacje o nim są mgliste i często wręcz sprzeczne, ciężko więc wyrobić sobie zdanie na jego temat. Co do kreacji Natana - powiem tak: pomimo że jako narrator ukazuje nam sporo z własnych myśli, tak naprawdę nie jesteśmy w stanie go poznać. On sam notorycznie nie potrafi zrozumieć własnych zachowań czy uczuć, tym bardziej więc nie ma prawa zrobić tego czytelnik. Kuleją również wątki miłosne związane z głównym bohaterem - jeden z nich jest banalny i do bólu przewidywalny, drugi zaś, nieco nietypowy, ukazany jest w sposób szczątkowy.
Zawsze wychodzę z założenia, że książkę powinno się raczej oceniać pod kątem jej przeznaczenia. “Zła krew” to powieść młodzieżowa, ciężko mi jednak wskazać grupę nastolatków, dla których byłaby to odpowiednia książka: ci starsi mogą być niezadowoleni prostotą konstrukcji i brakami wyjaśnień, natomiast młodszemu gronu odradzałbym ją ze względu na dość brutalne opisy tortur (choć nie jest ich jakoś specjalnie dużo). Zdaję sobie sprawę, że wielu osobom debiut Sally Green może się spodobać, ba, pewnie znajdzie ona grono swoich wielbicieli, ja jednak na pewno nie będę do nich należeć. Zaznaczę jednak, że mimo wielu niedociągnięć książkę czytało mi się nad wyraz lekko. I choć pozostawiła ona we mnie sporo negatywnych odczuć, to pewnie z ciekawości sięgnę po kontynuację.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Uroboros, będącemu częścią GW Foksal.