wtorek, 28 października 2014

Michał Bigoszewski - "Duch w maszynie" [recenzja przedpremierowa]

Czasem z różnych względów zdarza się, że trudno jest nam ubrać w słowa odczucia po lekturze. Są książki, które robią niezwykłe wrażenie i takie, które zwyczajnie się podobają. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja czasami trafiam na teksty specyficzne, o których ciężko mi mówić, bo mam wrażenie, że przypadną do gustu tylko mnie. Dlatego proszę o wyrozumiałość – próbuję właśnie stworzyć opinię o książce tego typu.

Marek jest fatalistą. Nie ufa ludziom, nie lubi ich, a właściwie twierdzi, że dążą jedynie do zła. Z góry zakłada najgorsze scenariusze, karmi wyobraźnię negatywnymi obrazami. Żyje jak nihilista, bez wiodących wartości, samotnie, racząc się tanią rozrywką, w którą wpisuje się niszczenie innym skądinąd pozytywnych chwil. Gardzi miłością i przyjaźnią, nie wierzy w nie. Można by powiedzieć, że jego styl życia jest spójny i konsekwentny, jednak i dla Marka przychodzi czas na zmiany – w jego przypadku katalizatorem jest spotkanie Róży. Dziewczyna brata jest doskonała i wkrótce sprawi, że mężczyzna zazna tego, o co nigdy by nie podejrzewał samego siebie.

Choć narracja jest trzecioosobowa, przez całą książkę mamy wgląd w umysł i odczucia bohatera. Opowieść nie przypomina tekstu fabularnego, jest raczej zapisem myśli i poglądów. Zdarzenia są tak dobierane, aby potwierdzić tezy i podejście do świata, a fatalizm jest niezwykle wyraźny. Na pierwszy plan wysuwa się nie akcja, a sfera filozoficzna; zadaniem jest tu skłonienie czytelnika do refleksji. Właściwie cała opowieść skupia się na analizie kondycji człowieka i jego podmiotowości – na tym, czy rzeczywiście mamy wpływ na to, co nam się przytrafia i czy podjęcie walki jest w stanie przed czymkolwiek nas ochronić.

Człowiek jest herosem, jeśli jest w stanie żyć na tym świecie, w swoim ciele, w swojej jaźni. Liczę na Twoją wolę, wierzę, że ona cię poprowadzi przez morze chaosu. Łudzimy się tylko, że żyjemy w jakimś porządku. Ale staraj się do niego dążyć, wygładzaj fale i ratuj to, co da się uratować.[s.248]

Pod względem nastroju książka jest przytłaczająca. Wydarzenia, które mają miejsce wokół głównego bohatera, ciągła szarpanina między działaniem a niemocą, wszechobecne lęki… Wszystko to daje nam obraz daleki od spokojnej sielanki. Atmosfera jest tutaj przesycona walką i rozdarciem – między poddaniem się zgubnemu biegowi zdarzeń, a próbą zrobienia choć czegoś wbrew. Próżno tu jednak szukać optymistycznych konkluzji – wizja świata, jaka wyłania się z całej treści, jak i zakończenia, jest raczej negatywna. Choć opis okładkowy sugeruje przemianę bohatera, tak naprawdę nie znamy jej mechanizmów i nie jest ona całkowita – do samego końca Marek nie ufa i targany jest lękami, często o podłożu irracjonalnym. Dobór zdarzeń i rozwiązań w książce jest celowy i ukazuje człowieka w sytuacji bez wyjścia.

Mimo wszechobecnego fatalizmu, rozważania można umieścić w dowolnym miejscu w czasie i przestrzeni. Tak naprawdę wykorzystano tutaj wiele scen, które mogły zdarzyć się każdemu i zawsze, co przydaje opowieści uniwersalizmu. W przypadku powieści o zabarwieniu filozoficznym ma to duże znaczenie, bo pozwala przekonać do swoich racji i wskazać odniesienie do rzeczywistości.

Dla mnie lektura Ducha w maszynie była z pewnością doświadczeniem ciekawym i rozwijającym. To dobrze skonstruowana powieść filozoficzna, poruszająca niezwykle istotne tematy związane z ludzką naturą i podmiotowością. Nie zgadzam się z wieloma zawartymi tu tezami i momentami ciążył mi fatalizm, mam jednak świadomość, że to nie pierwszy taki tekst, a podobne podejścia do życia są nam w jakimś stopniu potrzebne. Lektura jest dobrą okazją by pochylić się nad własnymi poglądami i ocenić, w jakim stopniu sami zachowujemy się podobnie do bohatera. A może odczuwamy nieuchronność losu?


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie Wydawnictwu Innowacyjnemu Novae Res.