poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rainbow Rowell - "Fangirl"

Kto obserwuje bloga, ten wie, że książka Eleonora i Park zdobyła moje serce. Po jej skończeniu niemal automatycznie zaklasyfikowałam autorkę jako kogoś, kto pisuje rzeczy dla mnie idealne. Mimo to, gdy na polskim rynku pojawiła się Fangirl, w głowie miałam sporo obaw - czytałam już recenzje tych, którzy poznali książkę w oryginale i zmierzyłam się z opiniami nie do końca pozytywnymi. Trochę się bałam, że coś może pójść nie tak, że był to fenomen jednej książki i że kolejna zwyczajnie może mi się nie spodobać. Chcecie spoilerów? Nic takiego się nie stało!

Cath i Wren są bliźniaczkami jednojajowymi, wychowuje je samotny ojciec i właśnie zaczynają naukę w college'u. Choć powinny być nie do odróżnienia, z każdą chwilą mają coraz mniej wspólnego - kiedy Wren uskutecznia politykę szaleńczego korzystania z życia, Cath najchętniej zamknęłaby się w pokoju, byle tylko nie konfrontować się z nieznanym. Całym jej światem są fanfiction, a właściwie jedno, które tworzy już od lat - jej gejowska interpretacja znanej powieści o czarodziejach zyskała uznanie w internetowym światku i ma naprawdę wielu fanów. Niestety, życie nie pozwala dziewczynie całkowicie zamknąć się w sobie - w szkole trzeba mierzyć się z innymi ludźmi (wredną współlokatorką i jej domniemanym chłopakiem na przykład), nauczycielami (nawet tymi, którzy uważają fanfiction za plagiat) i własnym, galopującym sercem (które przecież nie jest martwe i aktywnie odczuwa emocje).


Oto rzeczy, do których mnie nakłaniasz: jeden - spożywanie alkoholu, choć jestem nieletnia; dwa - niekontrolowane przyjmowanie leków na receptę; trzy - seks przedmałżeński.(s.303)


Cath jest naprawdę przyjemną w odbiorze bohaterką. Łatwo mi było wczuć się w jej emocje, lęki i obawy, zrozumieć upór i permanentną nieśmiałość. Ani razu mnie nie zdenerwowała, ani nie było mi jej tak naprawdę żal; raczej z radością obserwowałam jej poczynania, bo opowieść skonstruowana była tak, że podskórnie czułam pozytywne rozwiązania. Trochę więcej emocji przysporzyła mi Wren, choć i jej system radzenia sobie ze stresem jestem w stanie zrozumieć - tak naprawdę postawy bliźniaczek są dwoma końcami kontinuum standardowych zachowań nastolatków podczas wejścia w dorosłość, a wielu z nas mniej lub bardziej przypominało w swym działaniu którąś z nich; takie działanie autorki z pewnością dodaje książce uniwersalizmu i sprawia, że wielu młodych ludzi może w jakimś stopniu zidentyfikować się z którąś z postaci.


- Jaki jest twój plan? - zapytała.
Uśmiechnął się szeroko.
- Mój plan jest taki, żeby robić wszystko, żebyś chciała się ze mną zobaczyć także jutro. A twój?
- Zamierzam spróbować nie zrobić z siebie kretynki.
- No to mamy ustalone.(s. 308)


Kolejny raz jestem pewna, że pojawią się osoby, które ocenią książkę autorki jako słodką; ja z kolei kolejny raz będę orędownikiem tezy, że fabuła jest tu jednak wyważona. Owszem, zdarzają się momenty, w których radość dosłownie wykwita nam na twarz, a przebieg akcji obserwujemy ze śmiechem na ustach; warto jednak zauważyć, że nie tylko z nich składa się opowieść. Rainbow Rowell kolejny raz bierze na tapetę temat trudny, tym razem jest to życie w rozbitej rodzinie. Matka bliźniaczek zostawiła je, gdy były jeszcze dziećmi i od tego czasu nie próbowała się z nimi kontaktować; pojawia się dopiero w życiu córek dorosłych, jak gdyby nigdy nic. Z kolei ojciec źle znosi samotność, rodzicielstwo i stres w pracy - trudno się dziwić głównej bohaterce, że czuje się za to wszystko odpowiedzialna. Negatywne strony życia nie dominują oczywiście opowieści, jednak są w niej żywo obecne i zdarza się, że zostawiają rysę na pięknym, sielankowym obrazie.

Po tych wszystkich zachwytach muszę wspomnieć o jedynej rzeczy, która moim zdaniem nie zagrała - wstyd się przyznać, ale chodzi mi o fragmenty opowiadań Cath. Chyba nie jestem prawdziwą Fangirl, bo fanfiction pisywałam rzadko, czytywałam jeszcze rzadziej, a w tym wydaniu jakoś do mnie nie przemówiły. Nie znając oryginalnej historii, którą wykorzystuje bohaterka, nie jestem w stanie w pełni ocenić wartości jej pisania i nawet jeśli jest to jakaś forma wyrazu jej osobowości, mnie zupełnie nie przypadła do gustu. Tych fragmentów jest sporo, pojawiają się często, a dla mnie w znacznej mierze były jedynie spowalniaczem akcji; o ile miały swoje uzasadnienie w pewnych scenach, o tyle umieszczanie ich między rozdziałami zwyczajnie mnie nużyło.

Mimo to książka bardzo mi się spodobała, a Rainbow Rowell po raz kolejny całkowicie mnie zachwyciła - jej styl, sposób kreacji rzeczywistości i podejście do świata odpowiadają mi całkowicie. Czytałam z uśmiechem na ustach i jestem pełna nadziei, że również pozostałe książki autorki doczekają się wydania w naszym kraju. Jeśli nie - chyba zdecyduję się na sięgnięcie po nie w oryginale, bo spodziewam się naprawdę niesamowitej przygody. Coś czuję, że do Fangirl wrócę jeszcze nie raz...





Za możliwość poznania książki dziękuję wydawnictwu Otwarte.