czwartek, 27 sierpnia 2015

Podróże małe i duże #8 - Polcon, zwiedzanie Poznania + stosik 8/2015

Kto obserwuje naszego Facebooka lub Instagrama, ten wie, że zeszły weekend spędziliśmy w Poznaniu, oddając się wszelakim konwentowym przyjemnościom (właściwie nie trzeba było mieć Internetu, żeby się tego spodziewać - tegoroczny Polcon odbył się na tyle blisko, że grzechem byłoby się tam nie zjawić). Tradycyjnie już zapraszamy Was na relację - niezbyt pogłębioną, bardzo subiektywną i pełną różnorodnych dygresji. W dodatku późną, bo tak naprawdę jeszcze nie udało nam się odespać konwentu. Mamy nadzieję, że nie bredzimy.


Zacznijmy zatem od samego konwentu i jego szeroko pojętej jakości. Tym, co uderzyło nas jeszcze przed jego rozpoczęciem był fakt, że program wydawał się znacznie uboższy niż na Pyrkonie, mimo że Polcon trwa o jeden dzień dłużej. I nie chodzi tu o punkty, które można uznać za subiektywnie "fajne" (wiadomo, gusta są różne), ale zwyczajnie o ilość bloków, prelekcji i czas trwania całego konwentu - ten aspekt wypadł naprawdę bardzo biednie. Trzeba jednak przyznać, że ostatecznie udało nam się wyłowić naprawdę sporo potencjalnych opcji na spędzanie czasu; szkoda jednak, że tylko w teorii, bo, jak to niestety bywa, nie wszystkie prelekcje doszły do skutku. Pod tym względem udało nam się nieźle wkurzyć - nie dość, że odwołań było sporo, to jeszcze zdarzało się, że informacja o takiej sytuacji nie docierała do konwentowiczów - nikomu nie chciało się wejść do czekających na salę, brakowało czytelnej erraty czy choćby informacji na Facebooku. Trochę słabo to wygląda, gdy kilka razy dziennie organizatorzy piszą w Internecie, co ciekawego czeka nas danego dnia lub umieszczają inne posty o wątpliwym znaczeniu, podczas gdy na informacje miejsca i czasu brakuje.

Na szczęście udało nam się posłuchać kilku ciekawych opowieści. Rzetelne i wspaniale poprowadzone były prelekcje o 50 twarzach Marvela oraz przedstawieniach Dobra i Zła w różnych religiach - niesamowicie słuchało się świetnie przygotowanych prelegentów i interesujących tematów. Dobrze wypadły pisarki - Ewa Białołęcka i Magdalena Kozak - które również opowiadały z pasją i humorem (pierwsza o definicji piękna, druga natomiast o pomocy medycznej na polu bitwy). Niezbędnej dawki śmiechu dostarczyła nam za to opowieść o teoriach spiskowych wytworzonych przez potterowski fandom. Dla takich chwil warto jeździć na konwenty - można przyswoić naprawdę sporo wiedzy i świetnie się przy tym bawić.

Jeśli chodzi o zagospodarowanie przestrzenne, miejsce wydało nam się dość nieprzemyślane. Games room praktycznie nie istniał - był w innym budynku i okazał się zbitką sal na powierzchni śmiesznie małej, za to targi rozrzucono po całym budynku głównym, co spowodowało, że przy stoiskach było momentami koszmarnie mało miejsca, a do niektórych wystawców ciężko było dotrzeć "przypadkiem". Z drugiej strony zakupy robiło się dużo lepiej niż na Pyrkonie, a to ze względu na mniejszą ilość sprzedawców. Mamy tu swoich faworytów!

Zdobycze z konwentowych loterii.
Hekaterium oraz Igralion, czyli dwa stoiska z absolutnie najpiękniejszymi na świecie rzeczami.

Musimy pochwalić się również faktem, że w końcu (a razem w Poznaniu bywamy od trzech lat) udało nam się zwiedzić miasto, z którym wiąże się tak wiele naszych wspomnień. Może nie było to zwiedzanie zorganizowane, muzealne i nastawione na poznanie, ale porządny spacer po mieście i odkrywanie jego uroków jak najbardziej. Wypiliśmy najgorszą w życiu czekoladę (w Kociaku - to była wybuchowa mieszanka proszku czekoladopodobnego z lodami o smaku tektury), zjedliśmy najlepsze na świecie pierogi (u Braci Jastrzębskich, w Kupcu Poznańskim) i zachwyciliśmy się ilością zieleni oraz parczków wszelakich. Choć Starówka nie jest duża, a kontrast między jej wyglądem a resztą miasta jest spory, dla nas Poznań okazał się bardzo urokliwy. Aż żal, że czas dla niego znaleźliśmy dopiero ostatniego dnia...





~*~



No i na koniec to, co tygryski lubią najbardziej, czyli stosik. Na wstępie warto nadmienić, że za większość zakupów nie jest odpowiedzialny Polcon - na terenie konwentu ciężko było wyłowić coś w cenie lepszej niż tej ze sklepów internetowych. Udało nam się upolować tam jedynie Smokopolitan, który zakupiliśmy bezpośrednio na stoisku akcyjnym (więcej o inicjatywie możecie przeczytać tutaj), a także Chudszego z jednego ze stoisk książkowych. Wszechświaty, Alkaloid i Przedksiężycowi II to zakupy z empikowego outletu - mają niewielkie uszkodzenia, ale kosztowały 30% ceny okładkowej. Manga Battle Royale to efekt szybkiej wizyty w poznańskiej Yatcie, Wiśniowy Sad, Martwe Dusze i Straż! Straż! to zakupy typowo kioskowe, pierwsze tomy nowych serii, natomiast Pełnię księżyca i Lot nisko nad ziemią kupiliśmy w jednej z księgarni outletowych Świata Książki (o których więcej pisaliśmy tutaj).


A jak Wasze wrażenia po Polconie?
Kto był, przyznawać się!

11 komentarzy:

  1. Czytałam ,,Wiśniowy sad" :)
    Fajna relacja !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie czytałam i nie miałam na półce, więc pomyślałam: "Czemu nie". ;)

      Usuń
  2. Nie moje klimaty, ale stosik całkiem fajny :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezbyt to moje klimaty, więc nawet nie wiedziałam o Konwencie ;) Stosik zacny. Czytałam z niego Wszechświaty i mi się podobały :) Właśnie czekam na 3 tom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to już niebawem ma się pojawić? Muszę w takim razie szybko zabrać się za lekturę. ;)

      Usuń
    2. premiera chyba dopiero w październiku, więc jeszcze jest troszkę czasu ;)

      Usuń
  4. A ja przybyłam do Poznania 25 sierpnia, czyli już po Polconie. Szkoda, że się nie załapałam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wczoraj czytałam na jednym z blogów, że nowo wydane "Martwe dusze" Gogola to niestety niepełna wersja.
    tutaj o tym więcej: http://archiwummeryorzeszko.blogspot.com/2015/08/kolekcja-arcydzie-literatury-rosyjskiej.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wiadomość - zupełne bym na to nie wpadła, bo wcześniej nie miałam styczności z żadnym innym wydaniem. Przecież to jest totalnie nie fair...

      Usuń
  6. Byłam na Polconie w ubiegłum roku w Bielsku. I było fatalnie jak dla mnie. Uciekłam tak szybko jak się zjawiłam, pieniądze wyrzuciłam w błoto, ale przynajmniej miasto zwiedziłam:P

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.