poniedziałek, 11 lipca 2016

Sally Andrew – „Przepisy na miłość i zbrodnię” [recenzja przedpremierowa]

Czy można znaleźć przepis na każdą życiową sytuację? Tannie Maria, autorka prasowej rubryki kulinarnej, udowadnia nam, że jak najbardziej. Gdy gazeta zmuszona jest zrezygnować z jej opowieści o jedzeniu na rzecz kącika porad, wraz z redaktorkami wpada na pomysł, jak połączyć te dwie sprawy w coś całkiem nowego. Tym sposobem powstaje nowy dział, w którym czytelnicy przysyłają listy z opisami swoich problemów, a Tannie Maria odpowiada im poradą i specjalnie dobranym do trudności przepisem. Projekt realizuje się świetnie, jednak nikt nie przypuszcza, że za jego pośrednictwem autorka wmiesza się w kryminalną zagadkę.

Miałam już kilka podejść do tzw. „kryminałów kobiecych” i za każdym razem mocno się zawodziłam, bo albo część zagadkowa była po prostu infantylna, albo zdominowana przez nie najwyższych lotów historię miłosną, albo z kolei nie znajdowałam w nich absolutnie żadnego klimatu. Tym razem było zupełnie inaczej i wiem już, że właśnie takie książki chciałabym czytać. Przepisy… to cudowne połączenie powieści detektywistycznej z literaturą kobiecą, w którym proporcje są dobrane idealnie, zupełnie jak w dobrej kulinarnej recepturze. Znajdziemy tu zatem morderstwo, całą masę obyczajowych problemów, a także – jakże by inaczej – miłość. A wszystko to podane subtelnie i w bardzo przyjemny sposób.

Wielką siłą tej książki jest jej dynamika – chociaż możemy mieć wrażenie, że opowieść toczy się niespiesznie, tak naprawdę ani się spostrzegamy, kiedy mija połowa i docieramy do finału. Strony właściwie same przemykają nam przed oczami i niesamowicie łatwo wpadamy w wir wydarzeń. Prezentowana zagadka jest spójna, ciekawa i naprawdę mocno pogmatwana, dzięki czemu kolejne jej elementy odkrywamy z przyjemnością. Prawdę mówiąc stwierdzam ze smutkiem, że książka kończy się zbyt szybko – oczywiście prezentowana historia jest domknięta i nie pozostawia niedosytu, ale mimo wszystko ciężko było się z nią rozstać. Dodatkowym plusem konstrukcji jest fakt, że autorka nie podaje nam przepisów w trakcie trwania fabuły – wiele razy spotkałam się z takim zabiegiem w powieściach i zawsze był on tylko niepotrzebnym spowalniaczem. Tutaj wszystkie receptury znajdziemy na końcu, z dokładnymi wskazówkami co do wykonania.

Cudowne jest to, że przy całym dopracowaniu treści, wciąż mamy wyraźny klimat. A właściwie dwa klimaty – jeden związany ze zbrodnią, a drugi z gotowaniem. Nie wiem, jak mogłabym to opisać za pomocą słów, ale gdy rozpoczynają się fragmenty dotyczące kuchni, niemal możemy poczuć zapach potraw, którymi rozkoszują się bohaterowie. Opisy autorki są bardzo sugestywne i trafne, co pozwala nam na pełniejsze odczuwanie. Co ciekawe, podobnie ma się sprawa z płaszczyzną emocjonalną, bo napięcie budowane jest perfekcyjnie, a relacje między bohaterami wydają się naprawdę autentyczne.

Cieszę się, że miałam okazję poznać tę książkę, a jeszcze bardziej – że jest ona częścią cyklu. Będę czekała z niecierpliwością na kolejne tomy, a wszystkim zainteresowanym naprawdę polecam tę lekturę. Jest lekka, niezobowiązująca i klimatyczna, co dla mnie stanowi połączenie idealne.





Za udostępnienie e-booka do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwarte.
Premiera 20 lipca!