środa, 13 lipca 2016

„Wyprawa Asów”

Nie będę się wypowiadała na temat swojego sposobu poznawania tego cyklu – dość powiedzieć, że zaczęłam od drugiej odsłony, a ostatnio o mało nie zorientowałam się, że pominęłam trzecią część, zanim zabrałam się do czytania kolejnej. Na szczęście wykazałam się przytomnością umysłu, nabyłam Szalejących Dżokerów, uzupełniłam luki w wiedzy dotyczącej wydarzeń i niemal od razu rozpoczęłam czytanie pozycji właściwej. Już wiem, co i jak. Już się ogarnęłam.

Wyprawa Asów to czwarta odsłona cyklu, który opisuje alternatywną rzeczywistość. Grupa autorów pod wodzą Georga RR. Martina kreuje świat, w którym zarażona kosmicznym wirusem ludzkość ulega reorganizacji i podziałowi – w wyniku mutacji niektóre jednostki otrzymały nadludzkie moce, zaś inne zostały umysłowo i fizycznie zdeformowane. Cykl podzielony jest na triady, a opisywana powieść stanowi otwarcie drugiej z nich. Po tragicznych wydarzeniach z tomu trzeciego następuje znaczna roszada wśród głównych bohaterów i zmiana w zakresie głównej osi wydarzeń. Światowa Organizacja Zdrowia postanawia wysłać w podróż dookoła świata grupę ekspertów różnych profesji i o różnym stopniu zmian, aby skontrolować, jak ludzkość radzi sobie z wirusem w poszczególnych częściach świata.

W pierwszym zetknięciu z lekturą niesamowicie się ucieszyłam z powrotu do formuły zbioru przeplatających się opowiadań. W takim układzie każdy z autorów ma swoją część historii, którą tworzy osobno, a czytelnik jasno widzi podział i jest w stanie ocenić różnice. Nie zaburza to w żaden sposób płynności, historię poznaje się nie gorzej niż w przypadku każdej powieści opisywanej z perspektywy więcej niż jednej postaci. W porównaniu z jednolitym tekstem, jaki zafundowali nam autorzy w tomie trzecim, była to niesamowicie miła odmiana i zdążyłam się ucieszyć, że ktoś tu poszedł po rozum do głowy. Niestety, posłowie ostudziło mój zapał – wszystko wskazuje na to, że będzie to stała formuła dla każdej triady i już niebawem znów przyjdzie nam się mierzyć z tomem o niezbyt udanej konstrukcji.

Jeśli chodzi o treść książki, mnie osobiście bardzo się podobała. Już sam główny motyw związany z podróżą stanowi niewyczerpane wręcz źródło możliwości fabularnych i uważam, że został wykorzystany nie najgorzej. Do tej pory czytelnicy mieli okazję obserwować jedynie zachowanie Amerykanów po tym, jak wirus zaatakował ziemię – w tej części świata nastąpiły głębokie podziały, uwydatnione stosunkiem ludzi do Asów (których się czci) oraz Dżokerów (poniżanych i odtrącanych przez społeczeństwo). Logicznym jest jednak fakt, że w innych kulturach ta sprawa może wyglądać zupełnie inaczej. Do tej pory mogliśmy jedynie snuć domysły, tym razem mamy okazję zobaczyć to na własne oczy. Docieramy do krain, w których Dżokerzy są uznawani za bóstwa (im mocniej zdeformowani, tym lepiej), a w swojej podróży odkrywamy, jak wiele niezwykłych umiejętności nie zostało dotąd dostrzeżonych i opisanych.

Powieść, mimo znacznej objętości, czytało się naprawdę dobrze i sprawnie (znacznie lepiej niż poprzednią część). Opis poszczególnych miejsc był przyjemnie równoważony przez wiele bardzo dynamicznych scen, a sama treść okazała się naprawdę ciekawa. Podoba mi się kierunek, w którym zmierza opowieść, choć kiedy patrzę na to, ile jego części już powstało (sam główny cykl ma ich już 12, a do tego cała masa dodatkowych i późniejszych…), dopadają mnie wątpliwości, czy aby na pewno da się utrzymać poziom przez tak wiele tomów. Póki co świat Dzikiej Karty wydaje się naprawdę ciekawy, a jego możliwości wręcz niewyczerpane. Pozostaje tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń.






Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję serdecznie wydawnictwu Zysk i S-ka.



Dzikie karty  |  Wieża Asów  |  Szalejący Dżokerzy  |  Wyprawa Asów

9 komentarzy:

  1. Martin to świetny pisarz! Aktualnie czytam 'Grę o Tron' - do lektury zachęcił mnie serial ;) Jestem na drugim tomie i urzekł mnie jego styl pisania ^-^

    Zapraszam na swojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi zdecydowanie podobałaby się bardziej, gdyby nie nadużywanie pewnego motywu, przez który tą ksiązkę możnaby zatytułować raczej "Wyprawa kutAsów".

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie sięgnę po pierwszy tom :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Martina pewnie jak większość osób znam tylko z cyklu "Pieśń Lodu i Ognia". Na pewno jest bardzo dobrym pisarzem, jednakże moim zdaniem każda kolejna część jest gorsza, dlatego nie wiem, czego oczekiwać po tak olbrzymiej serii... Niemniej jest to całkiem inna historia, więc może zapoznam się z pierwszym tomem.
    Pozdrawiam :)
    http://lustrzananadzieja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam Martina tylko dzięki ,,Pieśni Lodu i Ognia" i bardzo chciałabym się w końcu zabrać za inne jego dzieła. ;)
    Pozdrawiam,
    GeekBooks

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro to Martin, to chętnie przeczytam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętajcie wszyscy, że to nie Martin jest autorem tej książki, a jedynie jej redaktorem. Cykl "Dzikie karty" jest dziełem całej rzeszy mniej lub bardziej znanych twórców, a w przypadku pierwszej, drugiej i właśnie czwartej książki są oni wymienieni z imienia i nazwiska przed tworzonymi przez siebie rozdziałami. Martin odpowiada za spajające całość łączniki i czuwa nad spójnością opowieści. :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.