niedziela, 6 marca 2016

Michael Dobbs – „Ostatnie rozdanie”

Ostatnio sporo w moim życiu House of Cards – lektura trzeciej części książki zbiegła się w czasie z premierą czwartego sezonu serialu, a w oczekiwaniu na polską wersję językową nie omieszkałam obejrzeć kilku wcześniejszych odcinków (trochę z nudy, a trochę dla potowarzyszenia Sylwkowi, który jest w tym względzie nieco w tyle). Naprawdę polubiłam tę historię i choć na początku nie sądziłam, że będę w stanie się nią zainteresować, teraz jestem pewna, że to coś trafionego w punkt, idealnie wpasowanego w mój gust. Polityczne rozgrywki naprawdę mnie emocjonują, a w opowieść wciągnęłam się całkowicie.

Im dalej brniemy w tę historię, tym bardziej rozmija się wersja filmowa oraz książka – Ostatnie rozdanie nie ma już praktycznie nic wspólnego z wydarzeniami, które mają miejsce w serialu. Po wszystkich zawirowaniach politycznych Francis nadal dzielnie sprawuje swój urząd; ma już 65 lat, a za kilka miesięcy pobije rekord Margaret Thatcher w stażu na stanowisku premiera. Wciąż ma wielu zwolenników, choć oponenci podnoszą coraz to nowe argumenty związane z jego zaawansowanym wiekiem i skostniałym sposobem rządzenia. On sam nadal ma jednak dość sił, by rządzić twardą ręką i stosować agresywną politykę, nie tylko w kraju, ale i za granicą. Do czego jest w stanie się posunąć, aby zapewnić sobie miejsce na kartach historii?

Francis, któremu towarzyszymy podczas lektury ostatniej powieści z cyklu, jest zupełnie innym człowiekiem, niż ten, którego poznaliśmy na początku – z wiekiem przybyło mu słabości, a ich obserwowanie jest dość dziwne dla czytelnika, który przywykł do mocnego, niezłomnego charakteru bohatera. Wciąż mamy do czynienia z mężczyzną charyzmatycznym i pewnym siebie, jednak coraz częściej zdarzają mu się potknięcia czy chwile zawahania. Wiek daje o sobie znać, gdy premier zapomina słów i uciekających myśli, a do prywatnej sfery jego życia wkradają się przemyślenia dotyczące śmierci i tego, co pozostawi po sobie jako człowiek nie mający dzieci. To właśnie ten przebiegający powoli proces jest najciekawszy – osobiście z wielkim zainteresowaniem obserwowałam kolejne rysy pojawiające się na tym nieskazitelnym dotąd obrazie.

Jeśli mam być szczera, po bardzo słabym drugim tomie naprawdę mocno wahałam się, czy w ogóle sięgać po kolejną odsłonę trylogii; Ograć króla porządnie mnie wymęczyło i nie widziałam zbyt wielu szans na to, że autor podźwignie się na tyle, aby stworzyć naprawdę dobrą kontynuację. W ostatecznym rozrachunku cieszę się, że jednak zdecydowałam się na czytanie, bo jeśli wziąć pod uwagę wszystkie elementy tej książki, jak dla mnie jest to zdecydowanie najlepsza część cyklu. Tym razem od początku do końca byłam mocno zainteresowana; zarówno temat główny, jak i wszystkie elementy polityczne były odpowiednio wyważone, a książkę czytało się po prostu świetnie. Warto wspomnieć o zakończeniu – po zamknięciu książki byłam naprawdę zaskoczona, ale muszę przyznać, że jest to finał godny postaci takiej jak Francis Urquhart.






Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.


Gra o władzę  |  Ograć króla  |  Ostatnie rozdanie