poniedziałek, 22 lutego 2016

Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz – „Awaria małżeńska”


Gdy jakiś czas temu w odmętach Internetu pojawił się fragment Awarii małżeńskiej, przepadłam – scena z poszukiwaniem amarantowej puszki całkowicie mnie kupiła swoją prostotą, prawdziwością i humorem. Wiedziałam, że muszę tę książkę mieć i właściwie już wiele tygodni przed premierą przebierałam nogami na myśl, że to już niedługo, już niebawem… Jak się zapewne domyślacie, przez ten czas w mojej głowie pojawiło się wiele wymagań co do tekstu. Czy zostały spełnione? TAK!

Wszystko zaczęło się od kota. To życie małej, puchatej kulki chciał oszczędzić kierowca autobusu wykonując gwałtowny manewr wymijania. Kot potrącony został tak czy siak, wyzionął ducha na miejscu, za to w wyniku manewru poszkodowani zostali obywatele, w tym dwie kobiety, które doznały poważnych złamań i wylądowały w szpitalu, oraz dwaj mężczyźni, których co prawda na miejscu wypadku nie było, ale z racji urazów żon z dnia na dzień zostali – nie bójmy się tego słowa – sierotami. Pozbawieni pomocy partnerek, z dziećmi na głowie, bez jakiegokolwiek wsparcia od tej pory muszą radzić sobie sami. I nagle okazuje się, że rzeczywistość prac domowych nie jest taka prosta… Pranie nie robi się czyste, suche i wyprasowane od machnięcia czarodziejskiej różdżki, nauczyciele mówią do rodziców w dziwnym, nieznanym języku, w dodatku zagadkami, dzieci nie mogą i nie chcą jeść wszystkiego, co podsunie im się pod nos, a do galowego stroju nie pasują różowe rajstopki! Brzmi jak niezły chaos, prawda? I właśnie tak jest.

Awaria małżeńska to zbiór scen z życia, które mogłyby przydarzyć się w wielu polskich domach. Choć opowieść jest naprawdę mocno przerysowana, to jej fragmenty są tak zwyczajne, znane i bliskie, że naprawdę trudno się z nimi nie zgodzić; w zestawie tworzą mieszankę przesadną i miejscami absurdalną, ale każdy z osobna brzmi naprawdę wiarygodnie i prawdopodobnie. Obserwujemy zatem ojców, którzy próbują okiełznać domowy chaos – dogadać się z dziećmi, utrzymać ład i porządek, załatwić wszystkie ważne sprawy – podczas gdy ich żony mogą służyć im jedynie telefoniczną poradą, co z resztą również czynią niezbyt chętnie. Trudno temu zaprzeczyć – panom w Awarii… się obrywa, miejscami dosyć mocno, jednak naprawdę spodziewałam się, że będzie w tym względzie znacznie gorzej.

Jak nietrudno się domyślić, wielką siłą opowieści jest humor i styl. Nie czytałam dotąd książek żadnej z autorek, nie jestem więc w stanie stwierdzić, która odpowiada za jaką część tekstu, ale wiem jedno – obie wykonały świetną robotę, która dała niesamowity efekt. Opowieść jest trafna, dobrze ujęta i wciągająca, sceny przedstawione są z ironią, lekko złośliwie, ale zawsze w dobrze dobrany sposób. Książkę czyta się szybko, bardzo przyjemnie i niejednokrotnie przychodzi nam walczyć ze spojrzeniami ludzi dookoła, jeśli czynimy to w miejscu publicznym – podczas lektury nie sposób powstrzymać się od śmiechu.

Po Awarii małżeńskiej spodziewałam się świetnej rozrywki i właśnie to otrzymałam. Podczas lektury bawiłam się świetnie i myślę, że podobnie zareaguje wiele kobiet, zwłaszcza tych, które rzadko spotykają w swoim otoczeniu sprawiedliwy podział domowych obowiązków. Mimo tego, że sporo tu ironii i nieźle obrywa się panom za ich brak zaangażowania na co dzień, myślę, że z opowieści płyną dwa bardzo ważne morały. Pierwszy dotyczy tego, że mężczyźni dla własnego dobra powinni przynajmniej w jakimś stopniu angażować się w prowadzenie domu (choćby po to, by nie zginąć w awaryjnej sytuacji); drugi natomiast mówi, że my, kobiety, powinnyśmy im na to pozwalać. Często bowiem wina leży również po naszej stronie, bo same dusimy w zarodku wszelkie pomocowe odruchy, by kilka chwil później narzekać, jak wiele jest na naszej głowie; tymczasem żadna z nas nie musi być perfekcyjna, a dom nie-idealnie też całkiem nieźle funkcjonuje.


8 komentarzy:

  1. Planuję przeczytać.Liczę na dobrą rozrywkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się nie zawiedziesz. ;)

      Usuń
  2. Świetna książka i bardzo udany duet pisarski :) Nieźle się uśmiałam w trakcie czytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak ja! Niektóre sceny były po prostu cudowne. :D

      Usuń
  3. Ale się uśmiałam przy tej lekturze. Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja w żadnej księgarni nie mogę trafić na tą książkę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio? ;o Ja swoją zamawiałam przez internet, ale nie wiem, jak to stacjonarnie wygląda...

      Usuń
  5. Planuję przeczytać tę książkę. Sam opis od razu mnie zachęcił :)
    ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.