środa, 7 stycznia 2015

Salla Simukka - "Białe jak śnieg"

Pierwsza część przygód Lumikki Andersson interesowała mnie jeszcze jako zapowiedź wydawnicza, potem jednak zapomniałam o niej na dobrych kilka miesięcy. Historia, owszem, wydawała się interesująca, nie przewidziałam jednak, że trylogia w takim stopniu zawładnie moim sercem, skutecznie wciągając w swoją fabułę; chciałam więcej i więcej. Dzięki Sylwkowi drugi tom trafił w moje ręce niemal bezpośrednio po lekturze pierwszego, a ja pochłonęłam go niemal od razu. I choć do lektury zasiadałam z głową pełną oczekiwań, absolutnie się nie zawiodłam – kolejny raz bawiłam się świetnie i jestem absolutnie pewna, że podobnie będzie w przypadku trzeciej części.

Po wydarzeniach z pierwszego tomu Lumikki postanawia odpocząć – udaje się w samotną podróż do Europy Środkowej by spędzić kilka dni w Pradze i nacieszyć się latem. Dziewczyna kolejny raz poprzysięga sobie trzymanie się z dala od kłopotów i tajemnic innych ludzi, jednak te znajdują bohaterkę same – podczas zwiedzania zaczepia ją dziewczyna, która twierdzi że… jest jej siostrą! Lumikki nie podejrzewa, że wchodząc w bliższą relację z nieznajomą znów wpakuje się w kłopoty; tym razem przyjdzie jej zmierzyć się z siłami religijnej sekty.

W porównaniu z pierwszym tomem historia jest znacznie bardziej prawdopodobna i nie przypomina aż tak bardzo ciągu nierealnych zdarzeń rodem z kreskówki. Owszem, bohaterce wszystko udaje się w sposób niemal magiczny, a los zawsze ma dla niej na podorędziu jakiś zestaw podejrzenie szczęśliwych zbiegów okoliczności, ale wszystko to jest dopuszczalne w tego typu powieściach. Tematyka sekty ze względu na swoje osadzenie w rzeczywistości wymusza większą autentyczność i jest ona zachowana – prawidłowo oddane są mechanizmy rządzące podobną organizacją oraz jej atmosfera. Dzięki takiej konstrukcji czytelnik przeżywa dużo silniejsze emocje! Podobnie jak w poprzedniej części akcja w pewnej chwili zaczyna gnać do przodu i nie odpuszcza aż do ostatniej strony.

Wciąż jestem pod wrażeniem kreacji głównej bohaterki. Kończąc Czerwone jak krew bałam się, że w kolejnym tomie zabraknie ciekawych aspektów przeszłości i osobowości Lumikki, które czytelnik mógłby z pasją odkrywać. Nic bardziej mylnego! Jak się okazuje, niedopowiedzeń było znacznie więcej, niż się spodziewałam, a ich stopniowe ujawnianie znów biegnie obok głównej osi zdarzeń, wspaniale ją urozmaicając. Poznajemy co nieco z przeszłości dziewczyny, ale żadna informacja nie jest nam podana tak po prostu – to raczej urywki, migawki, fragmenty wspomnień, wdzierające się do świadomości bohaterki i poddawane przez nią analizie. Nie są to może opowieści tak głęboko warunkujące jej osobowość, jak to było w przypadku zdarzeń ujawnionych w tomie pierwszym, ale mimo wszystko pozwalają nieco lepiej poznać Lumikki. Dodatkowo autorka i tym razem pozostawia czytelnika z niedopowiedzeniami, na rozwiązanie których musimy czekać do premiery następnego tomu.

Na koniec drobna uwaga – na początku miałam żal do autorki za wykorzystanie motywu kolorystycznego z Królewny Śnieżki, a tym bardziej poprzestawianie kolejności opisywanych barw – jakoś mi to przeszkadzało, bo sądziłam, że zabieg jest pustym chwytem, zapewniającym ładne brzmienie  tytułów. Jestem zaskoczona faktem, że kolory naprawdę mają związek z fabułą i widzę, że ich przestawienie jest celowe. Poza tym już martwię się, co okaże się głównym motywem w trzecim tomie, skoro jego tematem przewodnim jest czerń…