Przywiązanie do zasady "najpierw książka – potem film", potrafi być bardzo problematyczne, zwłaszcza jeśli o istnieniu tej pierwszej dowiadujemy się z trailera, który miga nam przed oczami gdzieś w kinie. Kolejny raz w tym roku miałam okazję zmierzyć się z taką sytuacją: musiałam szybko zorganizować sobie egzemplarz książki, żeby pochłonąć go jeszcze przed seansem. W przypadku American Assassin nie wyszło mi to na zdrowie... Do momentu pójścia do kina przeczytałam dokładnie połowę – zbyt mało, żeby czuć satysfakcję, a jednocześnie zbyt dużo, żeby w pełni cieszyć się umiarkowanej jakości ekranizacją.
Ale dajmy temu spokój, ten tekst nie ma być przecież porównaniem książki z filmem. Skupmy się na słowie pisanym.
Mitch Rapp byłby idealnym kandydatem do służb specjalnych: wysportowany, silny, wszechstronnie uzdolniony, inteligentny, dokładny, a do tego fenomenalnie ukierunkowany na cel. Problem w tym, że sprawa, o którą ma walczyć, jest dla niego silnie personalna. Kilka lat temu narzeczona Mitcha zginęła jako jedna z ofiar katastrofy samolotu; katastrofy, co trzeba dodać i podkreślić, spowodowanej przez organizację terrorystyczną. Od tej pory jedynym celem bohatera jest dokonanie zemsty, co jest jego ogromną siłą, a jednocześnie największą słabością.
Cykl o Mitchu Rappie należy do najpopularniejszych serii powieści sensacyjnych i został bardzo dobrze przyjęty na świecie już wiele lat temu. Do tej pory ukazało się 11 części, 8 z nich zostało wydane w Polsce. Nie dziwię się twórcom filmu, że zdecydowali się sięgnąć po tę historię – wszelkie prawa naturalne kazałyby sądzić, że wartka akcja lepiej sprawdzi się na ekranie, wśród efektów specjalnych, pościgów i widowiskowych wybuchów. Tym razem jednak – i jestem tym totalnie zaskoczona – wersja książkowa odpowiada mi milion razy bardziej.
Amerykański zabójca nie jest typową powieścią sensacyjną, albo może to Vince Flynn nie jest typowym autorem gatunku; przede wszystkim w książce znajdziemy całą masę szczegółowych i bardzo trafnych opisów. Autor pochyla się nad psychiką postaci i misternie ją konstruuje – w życiu bohaterów nic nie dzieje się bez przyczyny, a ich charaktery są mocne, dobrze zaprezentowane. Osoby kluczowe dla fabuły są ze sobą ściśle powiązane, a siatka zależności jest bardzo dokładnie utkana. To coś więcej niż prosta, jednowymiarowa strzelanka, do której przyzwyczaiło mnie amerykańskie kino akcji (i książki sensacyjne, choć tych nie czytałam zbyt wielu) – tutaj naprawdę jest nad czym się pochylić i czym zainteresować.
Zachwycam się zwłaszcza kreacją głównego bohatera – Mitch, jak wspomniałam, jest osobą wykraczającą poza normy, zwłaszcza jeśli chodzi o inteligencję (zarówno pod względem analizy, jak i reakcji). Jest niepokorny, nie podporządkowuje się, co czyni go bardzo interesującą postacią. Dzięki wnikliwemu opisowi mamy okazję prześledzić, co dzieje się w jego głowie i jakie czynniki wpływają na poszczególne decyzje – to, co dla jego przełożonych jest szaleństwem i czystą niesubordynacją, dla bohatera i czytelników ma wymiar bardzo sensownego planu. Dzięki temu sympatyzowanie z Mitchem nie sprawia nam trudności, nawet jeśli przekracza on wszelkie normy: zarówno te moralne, jak i biurokratyczne.
Warto podkreślić, że na bogatym opisie absolutnie nie cierpi akcja – powieść, mimo że obszerna, jest dynamiczna i bardzo płynna w odbiorze. Tam, gdzie wydarzenia zwalniają, autor stosuje całą masę zabiegów, które nie pozwalają na nudę: wplata pojedyncze, ciekawe sceny lub wprowadza przeskoki czasowe. Sam temat również jest aktualny i interesujący: walka z terroryzmem wciąż rozpala umysły ludzi na całym świecie i pewnie będzie tak jeszcze przez wiele lat.
Podsumowując krótko cały ten wywód muszę powiedzieć, że fajnie jest trafić na powieść-reprezentantkę danego gatunku, która jest napisana po prostu dobrze i ciekawie. Do tej pory byłam święcie przekonana, że sensacja jako taka znacznie lepiej sprawdzi się na wielkim ekranie, bo możliwości są inne i łatwiej jest zaakcentować pewne jej cechy charakterystyczne. Nie brałam pod uwagę, że siła historii może leżeć w czymś innym – naprawdę dobrze przygotowanych postaciach i samej fabule, która jest interesująca od początku do końca. Cieszę się, że miałam okazję poznać obie wersje tej historii, bo gdyby nie film, prawdopodobnie nigdy nie sięgnęłabym po książkę. A teraz będę wypatrywała kolejnych tomów!