Jakkolwiek źle to zabrzmi, można chyba powiedzieć, że wśród tematów literackich mocno ciekawi mnie szeroko pojęta patologia. Przemoc, nadużycia, agresja – jeśli któryś z tych elementów występuje w powieści, ma ona szansę mnie zainteresować, natomiast jeśli dodatkowo przekłada się to na psychologiczną motywację postaci, prawdopodobnie książka trafi do grona moich ulubionych. Nic więc dziwnego, że skusiłam się na Wypadki małżeńskie – powieść, która nie tylko porusza problem przemocy domowej, ale też została napisana przez kogoś, kto miał z ofiarami takowej bezpośrednią styczność. Mając w pamięci choćby świetne, oparte na faktach, książki Cathy Glass, poprzeczkę postawiłam naprawdę wysoko. Nie jestem pewna, czy to była dobra taktyka…
Wypadki małżeńskie opowiadają historię Bena i Maddy – ustatkowanego małżeństwa z trójką dzieci i jasnym podziałem obowiązków. Bez tego ostatniego nie dałoby się funkcjonować, ponieważ mężczyzna ma problemy z kontrolą emocji: zdarzają mu się wybuchy, których jego otoczenie panicznie się boi. Rodzinny ład jest bardzo kruchy, a pewnego dnia zostaje całkowicie rozbity, gdy małżeństwo bierze udział w wypadku komunikacyjnym, w wyniku którego Maddy zapada w śpiączkę. Ben będzie musiał zmierzyć się z ogromem odpowiedzialności, poczuciem winy i skalą własnych problemów, które miały i nadal mają bezpośredni wpływ na jego najbliższych.
Początek lektury był dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Spodziewałam się kolejnej opowieści opartej na schemacie kat-ofiara, tymczasem autorka już od pierwszych stron pokazała, że będzie chodziło o coś więcej. Nie ma tutaj jednoznacznej oceny, napiętnowania i jednostronnej agresji: oboje bohaterów jest świadomych swoich reakcji i dostrzega własną rolę w sytuacji w domu. Ta refleksyjność postaci mocno mnie zaskoczyła, ale też sprawiła, że bardzo pozytywnie oceniłam sferę psychologiczną. W książkach dotyczących przemocy często mamy do czynienia ze stereotypami i sztywnymi bohaterami, którzy realizują z góry założony schemat; tutaj znajdziemy postaci z krwi i kości. Przed czytelnikiem zostaje odkryta cała sieć zależności i powiązań – mamy wystarczające dane, by zastanowić się, w jaki sposób doszło do opisanej sytuacji i czy można jej było w jakiś sposób uniknąć. Przemoc została ukazana jako zjawisko złożone i nie biorące się znikąd. Podoba mi się również to, w jaki sposób autorka ujęła przemiany całej rodziny ze szczególnym naciskiem na córkę, u której cała tragedia zbiegła się w czasie z okresem najsilniejszego buntu.
Niestety mimo dobrej kreacji postaci, książka mnie nie zachwyciła. Największą wadą jest moim zdaniem fakt, że powieść została napisana bardzo nierówno. Akcja chwilami utrzymuje naprawdę dobre tempo, innym razem z kolei zwalnia tak bardzo, że zaczynamy się nudzić. Nie wiem, czy autorka oparła swoją opowieść na faktach, jak mocno je sfabularyzowała i jak duże miało to znaczenie dla całej akcji, ale jedno mogę powiedzieć na pewno: powieści brakuje płynnej dynamiki. Refleksje są nam podane dość ciężko, a w fabule zdarzają się niepotrzebne przestoje, których spokojnie mogłoby nie być. Gdy coś się dzieje – dzieje się szybko, to fakt, jednak chwilę potem następuje czas, gdy znów zaczynamy się męczyć. Nie jestem pewna, czy ten element będzie przeszkadzał każdemu, ale dla mnie był naprawdę trudny do zaakceptowania.
Jeszcze przed rozpoczęciem lektury miałam w głowie sporo wymagań, które dodatkowo podbił świetny początek książki. Niestety, od jakiegoś czasu źle znoszę lektury, przez które trzeba brnąć, a tak właśnie wyglądała moja przygoda z Wypadkami małżeńskimi. Z pewnością nie można odmówić autorce wiedzy i doświadczenia – te elementy widać w sposobie, w jaki wykreowała swoich bohaterów i w siatce zależności, którą dla nich stworzyła. Powieść wypada zaskakująco autentycznie, niestety nie jest tak wciągająca i emocjonująca, jakbym tego chciała. Może Wam spodoba się bardziej?
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu MUZA SA.