sobota, 20 kwietnia 2013

George Orwell - "Folwark zwierzęcy"

Ciężko napisać recenzję książki, która swoje pierwsze wydanie miała niemal 70 lat temu. Przez ten czas w opiniach na jej temat napisano wszystko, co się dało,  nie jestem więc w stanie dodać  niczego nowego. Pozostaje mi tylko podtrzymać to, co w innych recenzjach pojawia się najczęściej: „Folwark zwierzęcy” jest dziełem wybitnym.

George Orwell w mistrzowski sposób przedstawił zdobycie władzy przez komunistów w Rosji, zręcznie podając to pod postacią swoistej bajki, gdzie główną rolę grają zwierzęta. Stary knur o imieniu Major tuż przed swoją śmiercią zebrał przy sobie zwierzęcych mieszkańców „Folwarku Dworskiego” aby opowiedzieć im o swoim śnie, w którym wszystkie zwierzęta były równe i wyzwolone spod władzy ludzi. Wskazuje on zgromadzonym konieczność buntu przeciwko tyranii i daje pierwsze podstawy ideologii zwanej animalizmem. Po śmierci Majora jego dzieło kontynuują inne świnie, ze Snowballem i Napoleonem (reprezentującymi Trockiego i Stalina) na czele. Doprowadzają oni do buntu przeciwko ludziom i wygnania właściciela folwarku, po czym biorą na siebie „ciężkie brzemię” jakim jest organizacja pracy w gospodarstwie.  Mimo początkowej odmiany, zwierzętom pod ich przywództwem żyje się jednak coraz gorzej…

Powieść Orwella jest ze wszech miar wyjątkowa – autorowi udało się nie tylko krótko i treściwie opisać rozwój komunizmu w ZSRR, ale też obnażyć prawdę kryjącą się w samej ideologii komunizmu. Na dodatek ubrał to wszystko w bardzo obrazową i przyjemną w lekturze formę. Jest to zatem książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić każdemu. Dziesięć punktów na dziesięć możliwych, na pewno jeszcze nie raz wrócę do tej pozycji.

Stephen King - "Gra Geralda"

Początki z ‘Grą Geralda’ były trudne. Najpierw długie oczekiwanie na dostępność w sklepie, potem fascynacja opisem (tak, w tej kolejności), zdecydowanie współgrającym z moimi zainteresowaniami. Wreszcie moment otrzymania książki i niemal natychmiastowe rzucenie się na nią. Wszystkie codzienne sprawy zostały w tyle – ani uczelniana codzienność, ani przeróbka torby, ani nawet zaczęty jakiś czas temu ‘Kandydat z piekła’ Mastertona nie mogły się równać z kolejną-książką-mistrza-Kinga-w-dodatku-zawierającą-perwersyjny-seks! Niestety, w miarę kolejnych stron euforia ta stopniowo zanikała. Po pięćdziesięciu zaczęłam rozglądać się dookoła w poszukiwaniu zajęcia, po stu natomiast – gotowa byłam odłożyć książkę na lepsze jutro, które miało nigdy nie nadejść. Na szczęście – i mówię to w pełni świadoma tych słów – zrobiłam sobie małą przerwę na czytanie recenzji i to, co w nich znalazłam w pewien sposób mnie uratowało.

Podkreślaną przez wielu (również przeze mnie) prawdą jest fakt, że książkę czyta się źle, przynajmniej na początku. Osobiście nie polubiłam Jessie Burlingame, a jej opór przed napływającymi wspomnieniami i myślami wcale nie ułatwiał mi pozbycia się tego negatywnego wrażenia. Dopiero w miarę narastającego obłędu głównej bohaterki - przykutej do łóżka, coraz bardziej wycieńczonej – a zarazem większej samoświadomości z jej strony, jej opowieść staje się ciekawsza. 

Można powiedzieć, że książka rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Pierwszą, obejmującą niemal cały tekst, jest wspomniana już sfera psychologiczna, oparta o zataczający coraz szersze kręgi obłęd. Jessie, pozostawiona sama sobie, bezbronna, pogrążona w mroku, staje się coraz bardziej podatna na bodźce zewnętrzne, oraz głosy, które słyszy od dzieciństwa. W miarę upływu czasu poddaje się ich namowom, powracając do dawno wypartych wspomnień i traumatycznych przeżyć. Stopniowo na nowo powraca do dawnych zdarzeń i analizuje je, niemal stale w formie polemiki. Po raz pierwszy od lat konfrontuje się z tym, co odległe, umysłem dorosłej kobiety ocenia to, co mylnie zaklasyfikowała w dzieciństwie. 

Wraz z narastającym napięciem, dla Jessie upłynnia się granica między rzeczywistością, a wytworami jej umysłu. Akceptuje głosy, poddaje się wizjom napływającym, gdy traci przytomność, a to, co w jej mniemaniu dzieje się w pokoju domku letniskowego napawa ją coraz większym przerażeniem. Na szczęście dla bohaterki – działa ono motywująco.

Jak już wspomniałam, w książce można wyodrębnić jeszcze drugi ważny aspekt, a jest nim zakończenie, które, przynajmniej w moim przypadku, w dużej mierze odpowiada za ocenę. Z oczywistych względów nie będę wdawała się w szczegóły, ale powiem, że dla wytrwałych czytelników, którym udało się dotrzeć do końca książki, Stephen King przygotował małą niespodziankę. 

Przechodząc powoli do oceny końcowej – w książce nie ma scen perwersyjnego seksu, za to bardzo dobrze pokazany jest opór, towarzyszący stopniowemu odkrywaniu dawno wypartych zdarzeń. Mimo początkowych trudności książkę z czasem czyta się coraz lepiej, a pod koniec zdarzenia w domku letniskowym nabierają rzeczywistego tempa. Tak jak wspomniałam – w moim przypadku za rewelacyjną ósemkę odpowiada głównie zakończenie, które pięknie spaja tekst i sprawia, że nie pozostajemy z uczuciem niedosytu, jak to w przypadku niektórych książek bywa.

niedziela, 3 marca 2013

Catherynne M. Valente - "Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy"

Pół roku musiało minąć od zakupu książki do jej ukończenia. Sześć miesięcy, przez które „Opowieści Sieroty. W ogrodzie nocy” leżały na półce, ponieważ stale spychałem je na koniec listy zatytułowanej „do przeczytania”. Teraz, po dotarciu do ostatniej strony, żałuję, że tylko z własnej winy nie zapoznałem się z tą powieścią wcześniej.

Fabuła powieści skonstruowana jest w dość nietypowy sposób: główny wątek, kontynuowany później w drugim tomie,  opowiada o tajemniczej dziewczynie z tatuażami na powiekach i wokół oczu, która zamieszkuje w ogrodzie pałacu należącego do sułtana. Nikt nie wie skąd się tam wzięła, a wśród ludzi krążyły opowieści, iż jest ona demonem - dlatego też wszyscy jej unikali, jednocześnie nie wyganiając jej z ogrodu. Dziewczynka zaprzyjaźnia się jednak z młodym synem sułtana i opowiada mu niesamowite historie, które zapisane zostały pod postacią tatuaży na jej obliczu.

Historii tych jest cztery, w każdym tomie teoretycznie po dwie. Teoretycznie, bo w każdej z nich bohaterowie przedstawiają swoje własne opowieści z nowymi postaciami, które to także mają coś do przedstawienia. Powstaje zatem swoista, złożona z wielu historii ‘matrioszka’, w której to z każdą stroną docieramy do kolejnych słownych ‘lalek’, przedstawianych przez różnych narratorów.

Pierwsza z opowieści nosi tytuł „Księga stepu” i opisuje historię młodego księcia, który ucieka z pałacu swojego ojca. Podczas wędrówki przez las, kierowany głodem, zakrada się do samotnego gospodarstwa i uśmierca jedną ze znajdujących się na podwórzu gęsi. Zostaje jednak przyłapany i zaatakowany przez mieszkająca tam kobietę, wiedźmę. Książę, w ramach odkupienia zgadza się jej służyć, co okazuje się być początkiem jego wielkiej przygody, w której spotyka baśniowe stwory oraz poznaje historię swojej rodziny.

Druga z historii, „Księga morza”, opowiada o sierocie, dziewczynce o białych włosach. Po śmierci rodziców została sama w obcym, nadmorskim mieście, gdzie w celu przetrwania imała się każdej pracy, byle tylko przetrwać. Pewnego dnia, pracująca z nią tkaczka sieci opowiada jej o konflikcie między Al-a-Nur, siedzibą Dwunastu Wież, z których każda reprezentuje inną religię, a kalifem, który chciał zdobyć legendarne miasto. Niepozorna kobieta wspomina czasy, kiedy opuściła rodzinny dom i zamieszkała w jednej ze wspomnianych Wież.
O ile pierwsza opowieść stanowi spójną, zamkniętą całość, w drugiej historii jest nieco inaczej. Liczne poboczne wątki z „Księgi stepu” tutaj znajdują swoje zakończenie, a uważny czytelnik może znaleźć wiele drobnym powiązań między obiema połowami książki.

Poza samą treścią warto też zwrócić uwagę na sposób jej przedstawienia. Liczne, bardzo obrazowe metafory i kwiecisty język znajdują zastosowanie w tej książce, nadając jej baśniowy charakter. Nie jest to jednak język prosty, i choć z każdym zdaniem człowiek się do niego przyzwyczaja, to jednak na samym początku konstrukcja książki może zniechęcić. Ja sam, gdy po dość spontanicznym zakupie usiadłem z książką na kanapie, już po pierwszej stronie się poddałem – książki, z którymi zazwyczaj się spotykałem nie przyzwyczaiły mnie do czegoś takiego. Dopiero za drugim razem udało mi się przebrnąć przez pierwsze strony, po czym nie mogłem oderwać się do samego końca.

Podsumowując: „Opowieści Sieroty. W ogrodzie nocy” to znakomita przygoda. Ciekawy świat, niesamowite historie i multum barwnych postaci, a to wszystko ubrane w przepiękną formę. Nie jest to jednak książka dla wszystkich: język może niektóre osoby odstraszyć, zaś wspominana wcześniej ‘matrioszka” jest strukturą nietypową, która nie każdemu przypadnie do gustu. 

Moim zdaniem pierwszy tom „Opowieści sieroty” to literatura znakomita i mam zamiar jak najprędzej sięgnąć po drugą część. Z czystym sumieniem daję tej książce subiektywne 9/10. Czemu nie maksymalna ocena? Po pierwsze, konstrukcja jednej opowieści wewnątrz drugiej, która jest elementem trzeciej, ma pewną wadę: czasem zastosowana jest ona pięcio- czy sześciokrotnie, przez co fabuła znacznie odbiega od głównego wątku, a czytelnik może zapomnieć czego dotyczy główna historia. Po drugie, sposób prowadzenia narracji jest jednolity przez całą powieść, co, choć nie wydaje się z pozoru wadą, w tym wypadku takową jest – pierwszoosobowych narratorów jest co najmniej kilkunastu, ciężko jednak wskazać wyraźną różnicę między prezentowanym przez nich sposobem opowiadania. Nie są to jednak rzeczy, które znacząco obniżałyby ocenę książki.