Z twórczością Catherynne M. Valente miałem już do czynienia już jakiś czas temu, przy okazji lektury Opowieści sieroty. Przygoda z nimi nie była lekka: przeczytanie obu tomów wymagało ode mnie nie tylko niemałych nakładów czasu, ale też sporego wysiłku intelektualnego. Było jednak warto - baśniowość świata wykreowanego przez autorkę urzekła mnie, a bogactwo przesłań i nawiązań do ludowych podań była wręcz oszałamiająca. Wiedziałem, że prędzej czy później sięgnę po następne dzieło Valente i tak też się właśnie stało; Palimsest to powieść, która choć pod wieloma względami jest podobna do Opowieści sieroty, a jednak w ogólnym rozrachunku jest książka całkowicie inną.
Palimpsest - miasto, które jest tak nierealne, że aż prawdziwe. Zawieszone pomiędzy jawą a snem, nie mające swojego miejsca na ziemi, a jednak trwale z nią związane. Kto raz do niego trafił, nie będzie potrafił już bez niego żyć; zostać w nim jednak na zawsze nie jest łatwo. Ci, którzy mieli okazję znaleźć się w tym mieście, noszą na ciele znamię wyglądające jak dziwna mapa; by ponownie odwiedzić Palimsest, muszą w prawdziwym świecie znaleźć osobą, której skóra również została naznaczona w podobny sposób. Cztery, wydawałoby się przypadkowe, osoby po raz pierwszy pojawiają się w tym mieście i od tego czasu ich losy zostały splecione w jedność. Każde z nich szuka w Palimseście czegoś innego, jednak najpierw muszą odnaleźć się wzajemnie, co nie jest prostym zadaniem.
Choć fabuła książki jest jej istotnym elementem, tym, co zdecydowanie dominuje w powieści, jest jej język. Każde zdanie, ba, każde słowo ukazuje kunszt literacki autorki. Czytając Palimpsest ma się wrażenie, że to tekst w każdym calu poetycki - bogactwo językowe wręcz wypływa z kart książki, a baśniowe metafory i nietypowe, a jednak do granic możliwości trafne porównania pojawiają się na każdym kroku (choć niektóre z nich mi nieco nie pasowały do całokształtu powieści i dość mocno przypominały elementy znane z Opowieści sieroty - tak jakby autorce zabrakło nowych pomysłów..). Opisy są wielowymiarowe, odnoszące się nie tylko do samych wydarzeń, ale też do wszelkich wrażeń zmysłowych, plastycznie kreując je w umyśle czytelnika. Nie jest to oczywiście coś, co ułatwia przyswojenie lektury - trzeba się mocno skupić, by dojrzeć piękno wszystkich użytych środków stylistycznych i jednocześnie nie stracić rozeznania w fabule, warto jednak wysilić swój umysł.
Catherynne M. Valente stworzyła czwórkę protagonistów, z których żaden nie jest ważniejszy od pozostałych. Losy każdego opisane są w sposób zupełny, a fragmenty naprzemiennie opisują wydarzenia dotyczące poszczególnych postaci, zarówno te mające miejsce w Palimpseście, jak i w naszym świecie. Widać to nawet w podziale na rozdziały i części, które symetrycznie odnoszą się zarówno do bohaterów, jak i do obu rzeczywistości. Narracja w trzeciej osobie daje szeroki ogląd na całą sytuację, warto jednak zaznaczyć, że we fragmentach opisujących tytułowe miasto przybiera ona czasem cechy opisów pierwszoosobowych - aczkolwiek tożsamość narratora pozostaje tajemnicą niemal do samego końca.
Pomimo tych wszystkich pozytywów nie mogę jednak powiedzieć, że lektura mnie usatysfakcjonowała. Poświęciłem jej niemało czasu, skupiając się na odbiorze płynącego z niej przekazu, niestety nie mogę stwierdzić, że zrozumiałem przesłanie. Tak naprawdę mam jedynie różne teorie, idee, żadna z nich nie jest jednak w pełni klarowna. Być może autorka w metaforyczny sposób chciała pokazać, że im bardziej od czegoś w życiu uciekamy, tym z większym prawdopodobieństwem na to trafimy. A może ogólną refleksją jest tutaj koncepcja, że czasem wystarczy przestać o coś walczyć, by to uzyskać? Patrząc pod kątem tytułu można też odnieść wrażenie, że czasem trzeba wymazać dotychczasowe życie i napisać w jego miejsce nowe. Biorąc zaś pod uwagę inne znaczenie słowa ‘palimpsest’ - może chodzi o to wszystko jednocześnie? Mógłbym wskazać dziesiątki możliwych interpretacji tekstu, żadna jednak nie wydaje mi się tą właściwą, a nie sądzę, żeby ponowna lektura książki rzuciła na to wszytko lepsze światło. Nie powiem, czuję przez to pewnego rodzaju niespełnienie..
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczta Wyobraźni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uczta Wyobraźni. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 marca 2015
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Jeff Noon - "TV Ciał0"
Na promocję Wydawnictwa MAG czekaliśmy, odkąd pojawiły się pierwsze
zapowiedzi styczniowych premier. Kilka książek zdecydowanie mnie
zainteresowało, tym bardziej, że Uczta Wyobraźni jest marką z renomą, gwarantującą
otrzymanie dobrej literatury, w dodatku pięknie wydanej. Jedna z książek które
wybrałam zabrała mnie w krótką (bo jedynie 190-stronicową), acz mocną i
niezwykłą podróż do futurystycznego świata, który tak naprawdę już niebawem
może stać się udziałem każdego z nas.
W książce Jeffa Noona nie podróżujemy daleko – przynajmniej w
sensie geograficznym. Odwiedzamy Anglię przyszłości, świat w którym
digitalizacja jest zjawiskiem powszechnym, wręcz nieodłącznym elementem życia
codziennego. Mamy tu do czynienia z rozbudowaną do granic możliwości sytuacją,
której zalążki widzimy już dziś – ludzie nie rozstają się ze sprzętem służącym
zarówno komunikacji, jak i stałemu pozostawaniu w strumieniu informacji.
Wypadnięcie z obiegu choć na chwilę oznacza niemalże kres istnienia, wszystko
należy zatem utrwalać i udostępniać, odzierając własne życie z resztek
prywatności. Tu nie ma miejsca na codzienność i prawdę. Wszystko rozgrywa się w
wirtualnej rzeczywistości, którą władze tylko udoskonalają, wprowadzając nowe
sposoby nadawania, od których właściwie nie sposób się uwolnić.
W takim właśnie świecie żyje Nola Blue, wschodząca gwiazda
muzyki pop. Po udanym występie w jednym z popularnych talent show i przejściu
przez ośrodek, który miał za zadanie odrzeć ją ze wspomnień i dawnego wizerunku,
stała się artystką. Jednak – o, ironio! – artystką, której nie wolno stworzyć
nic własnego. Gdy jej kariera przeżywa regres, dopadają ją dziwne dolegliwości.
Okazuje się, że za sprawą nowego sposobu przekazu niektóre osoby – w tym Nola
Blue – stają się pewnego rodzaju odbiornikami. Każdy element skóry piosenkarki
staje się ekranem, tworzącym przedziwną mieszankę obrazów najróżniejszej maści,
dostępnych w eterze. Z czasem dziewczyna uczy się panować nad przekazem, a
spotkania z ludźmi i obserwowanie ich reakcji pozwalają jej odkryć prawdę o społecznej
sytuacji.
Społeczeństwo w świecie Jeffa Noona nie prezentuje się
najlepiej. Mimo że ludzie mają właściwie władzę nad eterem i tym, co się w nim
znajduje, nie panują nad sytuacją. Wybierają wirtualną rzeczywistość i
pozwalają rządzić prostym instynktom, zamiast kreować coś pożytecznego.
Przykładem może być drugi z głównych wątków książki, okrutny reality show
Kopuła Rozkoszy, w którym co roku jeden z ochotników zamykany jest samotnie w spartańskich
warunkach specjalnie skonstruowanego miejsca, mającego za zadanie przetwarzać
wszelkie impulsy nerwowe z jego mózgu na obrazy. Wszelkie impulsy, co oznacza,
że każda myśl, każde wspomnienie i każdy sen uczestnika są natychmiast przetwarzane
i bez cenzury pokazywane milionom widzów w czasie rzeczywistym. Fakt, iż żaden
z uczestników nie wytrzymał pod kopułą dłużej niż 5 tygodni, a większość z nich
przypłaciła swój udział w show ciężkimi problemami psychicznymi, tylko nakręca
sprawę. Żądni sensacji i silnych wrażeń widzowie gotowi są niemalże bez przerwy
śledzić swój ulubiony program. Jak hieny rzucają się na serwowane im obrazy,
oczekując tylko jednego – dotarcia uczestnika do granicy własnych możliwości.
Jak to zwykle z „Ucztą Wyobraźni” bywa, tekst sam w sobie
jest na najwyższym poziomie. Bogactwo treści, wyobraźnia autora i niezwykły
język to zdecydowanie dodatkowe atuty książki. Czasem można zagubić się w
potoku myśli, ale absolutnie nie jest to wada, wszystko to potęguje jedynie
wrażenie chaosu, którym jest opisywany świat. Całość może być przestrogą dla
dzisiejszych ludzi – wszak wielu spośród nas nie wyobraża sobie już śniadania
bez informacji, posiłku bez Instagrama, a weekendu bez taniej rozrywki
igrających na emocjach talent show. Jak długo będziemy pozwalali sobie na takie
zachowania, nasze życie będzie pożywką dla wirtualnej rzeczywistości i
stopniowo będzie się do niej przenosiło.
niedziela, 3 marca 2013
Catherynne M. Valente - "Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy"
Fabuła powieści skonstruowana jest w dość nietypowy sposób:
główny wątek, kontynuowany później w drugim tomie, opowiada o tajemniczej dziewczynie z tatuażami
na powiekach i wokół oczu, która zamieszkuje w ogrodzie pałacu należącego do
sułtana. Nikt nie wie skąd się tam wzięła, a wśród ludzi krążyły opowieści, iż
jest ona demonem - dlatego też wszyscy jej unikali, jednocześnie nie wyganiając
jej z ogrodu. Dziewczynka zaprzyjaźnia się jednak z młodym synem sułtana i
opowiada mu niesamowite historie, które zapisane zostały pod postacią tatuaży
na jej obliczu.
Historii tych jest cztery, w każdym tomie teoretycznie po
dwie. Teoretycznie, bo w każdej z nich bohaterowie przedstawiają swoje własne
opowieści z nowymi postaciami, które to także mają coś do przedstawienia.
Powstaje zatem swoista, złożona z wielu historii ‘matrioszka’, w której to z
każdą stroną docieramy do kolejnych słownych ‘lalek’, przedstawianych przez
różnych narratorów.
Pierwsza z opowieści nosi tytuł „Księga stepu” i opisuje
historię młodego księcia, który ucieka z pałacu swojego ojca. Podczas wędrówki przez
las, kierowany głodem, zakrada się do samotnego gospodarstwa i uśmierca jedną
ze znajdujących się na podwórzu gęsi. Zostaje jednak przyłapany i zaatakowany przez
mieszkająca tam kobietę, wiedźmę. Książę, w ramach odkupienia zgadza się jej
służyć, co okazuje się być początkiem jego wielkiej przygody, w której spotyka
baśniowe stwory oraz poznaje historię swojej rodziny.
Druga z
historii, „Księga morza”, opowiada o sierocie, dziewczynce o białych włosach.
Po śmierci rodziców została sama w obcym, nadmorskim mieście, gdzie w celu
przetrwania imała się każdej pracy, byle tylko przetrwać. Pewnego dnia,
pracująca z nią tkaczka sieci opowiada jej o konflikcie między Al-a-Nur,
siedzibą Dwunastu Wież, z których każda reprezentuje inną religię, a kalifem,
który chciał zdobyć legendarne miasto. Niepozorna kobieta wspomina czasy, kiedy
opuściła rodzinny dom i zamieszkała w jednej ze wspomnianych Wież.
O ile pierwsza opowieść stanowi spójną, zamkniętą całość, w
drugiej historii jest nieco inaczej. Liczne poboczne wątki z „Księgi stepu”
tutaj znajdują swoje zakończenie, a uważny czytelnik może znaleźć wiele drobnym
powiązań między obiema połowami książki.
Poza samą treścią warto też zwrócić uwagę na sposób jej
przedstawienia. Liczne, bardzo obrazowe metafory i kwiecisty język znajdują
zastosowanie w tej książce, nadając jej baśniowy charakter. Nie jest to jednak
język prosty, i choć z każdym zdaniem człowiek się do niego przyzwyczaja, to
jednak na samym początku konstrukcja książki może zniechęcić. Ja sam, gdy po
dość spontanicznym zakupie usiadłem z książką na kanapie, już po pierwszej
stronie się poddałem – książki, z którymi zazwyczaj się spotykałem nie
przyzwyczaiły mnie do czegoś takiego. Dopiero za drugim razem udało mi się
przebrnąć przez pierwsze strony, po czym nie mogłem oderwać się do samego
końca.
Podsumowując: „Opowieści Sieroty. W ogrodzie nocy” to
znakomita przygoda. Ciekawy świat, niesamowite historie i multum barwnych
postaci, a to wszystko ubrane w przepiękną formę. Nie jest to jednak książka
dla wszystkich: język może niektóre osoby odstraszyć, zaś wspominana wcześniej
‘matrioszka” jest strukturą nietypową, która nie każdemu przypadnie do gustu.
Moim zdaniem pierwszy
tom „Opowieści sieroty” to literatura znakomita i mam zamiar jak najprędzej
sięgnąć po drugą część. Z czystym sumieniem daję tej książce subiektywne 9/10.
Czemu nie maksymalna ocena? Po pierwsze, konstrukcja jednej opowieści wewnątrz
drugiej, która jest elementem trzeciej, ma pewną wadę: czasem zastosowana jest
ona pięcio- czy sześciokrotnie, przez co fabuła znacznie odbiega od głównego
wątku, a czytelnik może zapomnieć czego dotyczy główna historia. Po drugie,
sposób prowadzenia narracji jest jednolity przez całą powieść, co, choć nie
wydaje się z pozoru wadą, w tym wypadku takową jest – pierwszoosobowych
narratorów jest co najmniej kilkunastu, ciężko jednak wskazać wyraźną różnicę
między prezentowanym przez nich sposobem opowiadania. Nie są to jednak rzeczy,
które znacząco obniżałyby ocenę książki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




