Jednym z moich postanowień na ten rok (a raczej na przełom roku, bo powzięłam je i zaczęłam realizować jakoś w listopadzie) jest regularna nauka angielskiego. W ostatnim czasie coraz dotkliwiej odczuwam braki, które wyniosłam jeszcze ze szkoły – podczas gry moi rówieśnicy odkrywali języki obce w sposób naturalny, słuchając muzyki i oglądają filmiki na Youtubie, ja wolałam zajmować się zupełnie innymi rzeczami, po polsku oczywiście. Jeśli mogę powiedzieć, że czegoś żałuję, to właśnie tego – że w okresie szkolnym, kiedy mogłam na bieżąco integrować nowo poznane słówka z teorią wykładaną mi na lekcjach, nie skorzystałam z okazji. Teraz jest mi znacznie trudniej te braki ponadrabiać...
Próbowałam już wielu metod: fiszki znudziły mi się stosunkowo szybko przez konieczność powtarzania w kółko tych wyrazów, które za nic nie chcą mi wejść do głowy; z kolei oglądanie filmów po angielsku nie przynosiło mi (w subiektywnym odczuciu, oczywiście) żadnych rezultatów. Najlepiej byłoby zapewne pójść na kurs, ale powiem wprost: nie mam na niego czasu. Mój ośmiogodzinny dzień pracy z dojazdami zajmuje mi około dwunastu godzin dziennie, co nie pozwala na zbyt wiele możliwości. Potrzebuję zatem metody elastycznej, ciekawej i – przede wszystkim –mobilnej, abym mogła efektywnie wykorzystywać każdą wolną chwilę.
Książki do nauki angielskiego od wydawnictwa Ze Słownikiem zwróciły moją uwagę już jakiś czas temu - perspektywa czytania po angielsku, która do tej pory była dla mnie całkowicie nieosiągalna, wydała się nagle przyjemnie prawdopodobna. Długo zastanawiałam się, czy taka metoda nauki będzie dla mnie odpowiednia i w końcu postanowiłam dać jej szansę. Na sam początek wybrałam sobie książki z dwóch różnych poziomów trudności – Alicję w Krainie Czarów (A2/B1) oraz Przygody Sherlocka Holmesa (B1/B2). Założyłam od razu, że druga z książek będzie stanowiła dla mnie spore wyzwanie, ale uznałam, że dobrze będzie móc je porównać i na tej podstawie stwierdzić, jak wysoko mogę sobie stawiać poprzeczkę.
Muszę przyznać, że bardzo podoba mi się budowa tych książek, a tym samym forma nauki, jaka jest nam proponowana. Generalnie każda strona tekstu podzielona jest na dwie części: właściwą treść oraz znajdujący się z boku słowniczek. Bałam się nieco ogromu słów do zapamiętania, ale taki problem właściwie nie istnieje. Osoby pracujące nad poszczególnymi pozycjami bardzo mądrze podeszły do tematu: wyszczególnione i wyjaśnione są tylko pojedyncze, najtrudniejsze słówka w tekście. W ten sposób łatwiej nam odnaleźć wzrokiem hasło, którego szukamy. Mam wrażenie, że dzięki takiej metodzie uczymy się rozumieć, co czytamy, zamiast automatycznie tworzyć w głowie dokładne tłumaczenia; po prostu patrzymy na tekst i staramy się zrozumieć go całościowo.
Co ważne - przetłumaczone są nie tylko słówka, które w tekście wyróżniono pogrubieniem. Na samym końcu znajdziemy słowniczek wszystkich wyrazów użytych w całej książce. Muszę przyznać, że to coś wspaniałego, co z resztą niejednokrotnie uratowało mi tyłek podczas czytania. Dzięki takiemu rozwiązaniu mamy wszystko pod ręką – nie musimy mieć przy sobie słownika, ani nawet telefonu z dostępem do internetu. Sprawdzanie idzie szybko, sprawnie, a walor edukacyjny związany z poszukiwaniem rozwiązania pozostaje!
Jedynym, co moim zdaniem stanowi drobną wadę projektu, w każdym razie z perspektywy nauki języka, jest dobór niektórych tytułów – wydawnictwo korzysta z tych książek, których prawa autorskie wygasły i można swobodnie je przedrukowywać, jest to zatem szeroko pojęta "klasyka". Z jednej strony to duży plus - sama nie czytałam jeszcze wielu z tych pozycji (dobra, prawie wszystkich) i chętnie je nadrobię. Niestety należy pamiętać, że język, jakim są pisane, często różni się od współczesnego. O ile Alicja... jest książką napisaną w miarę zwyczajnie i łatwo ją przyswoić, o tyle Przygody Sherlocka Holmesa nawet w polskiej wersji potrafią stanowić wyzwanie. Aż się boję, co czeka mnie w Draculi, na którego ostrzę sobie, nomen omen, ząbki – wydawnictwo sklasyfikowało go na poziom B2/C1, co jest co najmniej niepokojące...
Choć do całego projektu nastawiałam się pozytywnie, nie spodziewałam się, że ta metoda nauki aż tak mi się spodoba. Jestem bardzo miło zaskoczona, jak przyjemnie czytało się książkę po angielsku, nawet jeśli czasem musiałam kartkować strony, żeby znaleźć słówko, którego potrzebuję. Wydaje mi się, że to świetna metoda zwłaszcza dla nas, książkoholików – ktoś poradził mi ostatnio, żebym znalazła sposób na naukę połączoną z pasją i chyba właśnie mi się udało!
Na koniec mam do Was jeszcze jedno pytanie – czy znacie może jakieś gotowe systemy do nauki języka w domu? Nie chodzi mi o komputerowe aplikacje, tylko różnego typu rozpiski metod i tego, jak je odpowiednio łączyć, coś w stylu programu nauczania. Sama szukam i nie mogę znaleźć niczego sprawdzonego...
Za możliwość poznania tej metody nauki dziękuję serdecznie wydawnictwu Ze Słownikiem!