Długo zastanawiałam się, czy w ogóle chcę sięgnąć po drugi tom serii W kręgach władzy. Tak naprawdę poprzednia część była moim zdaniem... poprawna. Przyzwoita, ale bez większego entuzjazmu, w dodatku okraszona porównaniami do House of Cards, z którym, poza politycznym tematem, nie ma zupełnie nic wspólnego. Z drugiej strony sama konstrukcja opowieści i pomysł, jaki miał na nią autor, pozytywnie mnie zaskoczyła. Można więc powiedzieć, że ostatecznie po Większość bezwzględną sięgnęłam wiedziona ciekawością, co też Remigiusz Mróz zafunduje nam tym razem.
Największym zarzutem, jaki miałam w stosunku do pierwszej części cyklu, były nijakie, mało charakterne postaci, które nie były w stanie zyskać mojej sympatii ani nawet wzbudzić antypatii. Do bezwzględnej walki o władzę pasują mi bohaterowie silni, zdeterminowani i budujący mocną pozycję, tutaj natomiast takich osób zabrakło. Drugi tom nie naprawia tej sytuacji, z resztą dziwne byłoby, gdyby główni bohaterowie nagle, bez większego powodu zmienili się o 180 stopni. Seyda jak była zmanipulowana, tak jest nadal i choć co jakiś czas wykonuje pewne niepokorne gesty, nie jest w stanie wyrwać się z sytuacji, która ją ogranicza. Z kolei Hauer, jakkolwiek świetnie radzi sobie z problemami, nadal pozbawiony jest "tego czegoś", co decyduje o sile. Być może to kwestia tego, że nie przekracza pewnych granic – właściwie można by go za to pochwalić, ale z perspektywy kreowania postaci nie jest to chyba najlepsze rozwiązanie.
Jeśli chodzi o stronę fabularną, powieść w gruncie rzeczy mi się podobała – plan politycznej intrygi, który opracował Remigiusz Mróz był dla mnie spójny, jasny i ciekawy. Wciąż jestem zachwycona tym, że również w polskich realiach można odnaleźć paradoksy konstytucyjne, które pozwalają na interesujące rozwiązania; jakkolwiek to brzmi, w takich chwilach cieszę się, że nasz system prawny nie jest absolutnie szczelny. Poza tym wszystko jak to u Mroza – czyta się szybko, łatwo i przyjemnie, bo styl jest lekki, a opowieść zdaje się płynąć sama, nie wymagając z naszej strony żadnego wysiłku.
Największym zaskoczeniem był dla mnie finał. Nie mogę powiedzieć dokładnie, o co chodzi, żeby uniknąć spoilerów, ale autor zdecydował się na rozwiązanie, które bardzo rzadko występuje w literaturze popularnej. To mocne zakończenie drugiej części, bardzo w stylu Remigiusza Mroza. W moim odczuciu stanowi najmocniejszy punkt historii.
Czy sięgnę po ostatnią część trylogii W kręgach władzy? Prawdopodobnie tak. Biorąc pod uwagę, że jestem już w 2/3, a książki czyta mi się w gruncie rzeczy dobrze, pewnie będę chciała poznać zakończenie tej historii. Niezmiennie jestem też ciekawa rozwiązań konstytucyjnych, jakie tym razem znajdzie Remigiusz Mróz. To chyba brzmi jak całkiem dobra motywacja, prawda?
Wotum nieufności || Większość bezwzględna || Władza absolutna