sobota, 4 lutego 2017

Remigiusz Mróz – „Świt, który nie nadejdzie”

Były pięściarz, Ernest Wilmański, przybywa do Warszawy by uciec przed dotychczasowym życiem i zacząć nowe, lepsze, z czystą kartą. Niestety spokojny żywot nie jest mu pisany… Już pierwszego dnia nasz bohater wdaje się w bójkę, która niefortunnie ściągnie na niego uwagę szefa lokalnej organizacji przestępczej. Choć spodziewa się najsurowszej kary, okazuje się być bardziej przydatny żywy niż martwy – musi jedynie podjąć wierną współpracę. Cóż, to tyle w kwestii uciekania od przeszłości…

Świt, który nie nadejdzie to powieść przypadków. Przypadkiem Wilmański pierwszego dnia spuszcza komuś łomot, przypadkiem organizacja, do której trafi, będzie chciała zająć się akurat tą działką, na której się zna, przypadkiem wejdzie w paradę dawnym przełożonym i przypadkiem przeżyje niejeden bardzo ciężki kryzys. Jeśli nie lubicie tego typu rozwiązań, proponuję zmienić kanał, bo tutaj mamy ich mnóstwo. Od razu mówię też, że mnie one nie przeszkadzają – uważam, że są gatunki, w których sprawdzają się doskonale, a wszelkiego typu powieści kryminalno-sensacyjne należą właśnie do tego grona. Lubię tych wszystkich literackich i filmowych superbohaterów (nie koniecznie pozytywnych), którym tak wiele się udaje i którzy tak dobrze odnajdują się we wszystkich trudnych sytuacjach. Akcja napędzana jest kosztem prawdopodobieństwa życiowego i po prostu należy się z tym pogodzić.

Zanim sięgnęłam po tę książkę, przeczytałam sporo recenzji. Choć były skrajnie różne, na ich podstawie wiedziałam jedno: ta opowieść ma bardzo dobry klimat. Dzięki udanemu mariażowi plastycznych opisów półświatka przedwojennej warszawy oraz języka z epoki, autorowi udało się uzyskać bardzo dobry efekt. Jeszcze nie tak dawno pisałam, jak trudno jest umiejętnie wystylizować język powieści; Mrozowi udało się to perfekcyjnie. Mamy tutaj specyficzne konstrukcje zdań, cały szereg archaizmów oraz elementy gwary warszawskiej. No i wulgaryzmy – choć z reguły mi przeszkadzają, tym razem wypadły wyjątkowo autentycznie, dzięki czemu są właściwie niezauważalne. Praktycznie od pierwszej strony czuje się, że to książka o brudnych sprawkach, a nie żadna lekka historyjka.

Podoba mi się również sytuacja społeczna, która stanowi dla książki ważne, mocne tło. Opisywanie wydarzenia zbiegają się w czasie z uformowaniem pierwszych oddziałów policji kobiecej, co zostało skrzętnie wykorzystane przez autora. Przede wszystkim dzięki temu wydarzeniu udało się wprowadzić do fabuły bohaterkę, która w pewnym sensie stanowi przeciwieństwo Wilmańskiego i zapewnia bardzo przyjemny kontrast. Po drugie, dzięki innej postaci kobiecej świetnie zostały ukazane zależności między światem przestępczym a policją i łatwość, z jaką ten pierwszy może wnikać w szeregi stróżów prawa i nimi manipulować. Po trzecie, ciekawie zostały nakreślone oczekiwania wobec policjantek, które stawiała tzw. „góra” – mężczyźni bynajmniej nie mieli zamiaru wpuszczać ich w swoje szeregi na tych samych warunkach…

Nie jest to z pewnością najlepsza książka na świecie – nie jest nawet najlepszą w dorobku Remigiusza Mroza. Mimo wszystko nie żałuję, że mogłam ją przeczytać, bo podczas lektury naprawdę dobrze się bawiłam. Nie w sensie humoru, ale zwyczajnie, tak jak przy każdej książce, po którą sięgam dla rozrywki. 






Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.

14 komentarzy:

  1. Mam chętkę na Mroza, ale chyba zacznę od Kasacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym polecała taki początek przygody z autorem. :)

      Usuń
  2. Przyznam szczerze, że jedynym tytułem Mroza, który mnie intryguje, jest "Behawiorysta", który czeka na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mnie. Nie ciągną mnie inne książki i nawet nie mam ochoty zobaczyć "o co tyle".

      Usuń
    2. Grunt żebyśmy wszyscy czytali to, na co mamy ochotę. :)

      Usuń
  3. Lubię czytać powieści Mroza, ta również czeka na mojej półce, jednak trochę obawiam się, że może mnie rozczarować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, czy Ci się spodoba.

      Usuń
  4. Mnie też się podobała☺

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ta historia w pełni kupiła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam książki tego autora i czytałam "Świt, który nie nadejdzie" ;) Z początku myślałam, ze to nie do końca historia dla mnie. Nie przepadam za opowieściami z mafią w tle, ale, tak jak piszesz, książka ma niesamowity klimat. I tak, zgadzam się z tym, że pełno w niej przypadków. ;) Mimo wszystko ta książka kupiła mnie zakończeniem - takim charakterystycznym i typowym dla powieści Remigiusza Mroza. Wbijającym w fotel, nie do końca zrozumiałym, ale dającym do myślenia na długie dni po skończonej lekturze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się zgadzam, zakończenie - jak zwykle u Mroza - robi robotę. :)

      Usuń
  7. Muszę w końcu sięgnąć po jakąś książkę tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. "cały szereg archaizmów oraz elementy gwary warszawskiej." - chyba to przeraża mnie najbardziej. :) Tylko postawiłam sobie wyzwanie na 2017 - przeczytać wszystkie książki tego autora. Więc pewnie i "Świt, który nie nadejdzie" :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.