Choć z reguły siadam do pisania opinii zaraz po zakończeniu lektury (a czasem nawet jeszcze w trakcie kreślę poszczególne akapity, aby żadna myśl mi nie uciekła), tym razem musiałam dać sobie trochę czasu na ochłonięcie i zebranie się do kupy. Na szczęście już jestem, już się zebrałam. I chcę więcej – takich właśnie dojrzałych powieści o kobietach i dla kobiet.
Czterdzieści lat na karku, całkowite poświęcenie dla rodziny, a w zamian brak wdzięczności od wiecznie nieobecnego męża i zbuntowanej nastoletniej córki – tak z pewnością prezentuje się codzienność niejednej kobiety, w tym Ewy, głównej bohaterki powieści. Wydawać by się mogło: jest źle, ale stabilnie, więc w gruncie rzeczy nie ma na co narzekać, czasem jednak potrzeba czegoś więcej. Ewa dojrzewa powoli do wprowadzenia w swój świat pewnych zmian i chciałaby robić to stopniowo, los ma jednak dla niej zupełnie inne plany: w jednej chwili wali się jej małżeństwo, w dodatku dokładnie w momencie pewnej dramatycznej decyzji córki, czyli wtedy, gdy dziewczyna wymaga największej i najbardziej stabilnej rodzicielskiej opieki. Czy Ewie uda się pogodzić to, co odkrywa w sobie, z potrzebami, jakie mają inni członkowie jej rodziny? Czy odnajdzie w tym wszystkim swoją własną, szczęśliwą drogę?
Dylemat, przed jakim staje główna bohaterka powieści, jest moim zdaniem zawsze aktualny. Nawet jeśli odjąć od tematu dość specyficzną i skrajną sytuację córki, Ewa funkcjonuje w trudny i niestety bardzo powszechny sposób. Swoją codzienność dzieli pomiędzy męża i dziecko, od wielu lat ukrywając własne potrzeby, które dopiero teraz stopniowo dochodzą do głosu. Wreszcie kobieta zaczyna dostrzegać samą siebie i pozwala sobie na to, aby budować coś własnego. Ma swoje drobne tajemnice i zajęcia, które sprawiają jej przyjemność, a o których nie wie nikt z domowników. Stopniowo kształtuje swoją tożsamość i odrębność.
Nie jest to jednak typowa książka o dojrzewaniu, czy też raczej zmianach zachodzących u kobiety w średnim wieku. W wielu podobnych opowieściach mamy do czynienia ze schematem: pojawia się zdarzenie, które wyzwala w kobiecie coś, o czym dotąd nie miała pojęcia i zapoczątkowuje jej wewnętrzny rozwój, który przebiega bardzo spektakularnie. Ewa ma jednak pecha: oprócz tego, że coś zmienia się w niej samej, również otoczenie musi zostać przeorganizowane, co nie pozwala na postawę "teraz liczę się tylko i wyłącznie ja". Związek, którego bohaterka nie miała w planach "ruszać" nagle okazuje się być zupełnie inny, niż sądziła, a sytuacja jej córki sprawia, że kobieta jest jej potrzebna znacznie bardziej niż dotychczas. Dzięki tym elementom opowieść o Ewie nabiera nowego wymiaru, jakim jest poszukiwanie przez kobietę takiego miejsca w życiu, w którym będzie mogła realizować swoje potrzeby, będąc jednocześnie wsparciem dla tych, którzy są jej najbliżsi. Takie mniej rewolucyjne podejście do problemu wydaje mi się znacznie bardziej autentyczne.
Temat podjęty przez Agnieszkę Olejnik jest powszechny, jednak opowieść absolutnie nie jest typowa czy też nudna. Książkę czyta się bardzo szybko, strony właściwie przewracają się same i nie czujemy znużenia, mimo że tematyka z pozoru nie należy do porywających. Ważną rolę odgrywa w tym wszystkim sposób, w jaki autorka kreuje swoje postaci, a także jak ujmuje ich przeżycia: z jednej strony z dużą wrażliwością, z drugiej zaś – bardzo autentycznie. Wciąż nie jestem w stanie stwierdzić, na czym to dokładnie polega, ale niektórzy pisarze opowiadają o emocjach tak, że czytelnik automatycznie kojarzy je ze swoimi doświadczeniami i współodczuwa. Dokładnie coś takiego ma miejsce w przypadku Szczęścia na wagę, co jest moim zdaniem ważnym elementem dobrej powieści obyczajowej.
Kolejny raz powiem, że za sprawą książki Agnieszki Olejnik spotkało mnie zaskoczenie, jednak nie chodzi o poziom, czy też o samą treść. Jestem po prostu pod wrażeniem, jak wszechstronną pisarką okazuje się być autorka: po hipnotyzującej Nieobecnej, która balansowała na granicy prawdopodobieństwa, ale za to niesamowicie przyciągała czytelnika, tym razem otrzymaliśmy powieść bardzo mocno osadzoną w rzeczywistości. Realną do bólu, chciało by się rzec, zwłaszcza że poziom opisu emocji i relacji jest w Szczęściu na wagę naprawdę niesamowity – ja najzwyczajniej w świecie się przy niej rozpłakałam. Tak jak wspomniałam na początku, moim zdaniem książka realizuje w całości założenia dobrej literatury kobiecej i życzyłabym sobie, aby więcej takich tekstów pisano i wydawano. Wam oczywiście serdecznie polecam.
Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.