niedziela, 8 grudnia 2019

Katarzyna Kłosińska, Michał Rusinek – „Dobra zmiana” [przedpremierowo]

Kiedy wypatrzyłam tę książkę w zapowiedziach, miałam co do niej bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony staram się jak tylko mogę unikać tematów związanych z polityką – w myśl zasady, że źródła nerwów należy ograniczać do minimum, trzymam się z daleka od tego, co rozpala serca i umysły rodaków. Z drugiej zaś, mam niezwykle dużo sympatii dla pana Michała Rusinka i jego polonistycznych opowieści; jego nazwisko na okładce zawsze sugeruje mi, że dowiem się czegoś ciekawego, a przy okazji będę miała okazję nieco się pośmiać. Uznałam więc, że tym razem lekko nagnę przyjęte zasady i sprawdzę, co też autorzy mają do powiedzenia o języku rodzimej polityki. 

Od razu muszę powiedzieć, że książka jest zupełnie inna niż sobie wyobrażałam. Chyba miałam nadzieję na jakąś formę rozmowy między autorami albo luźniejszy tekst, który będzie efektem ich współpracy. Tymczasem Dobra zmiana to coś na kształt słownika, leksykonu znanych pojęć i powiedzeń z polskiego politycznego podwórka. Pół biedy, gdyby poszczególne definicje/opisy były w jakiś sposób dowcipne czy błyskotliwe; niestety w zdecydowanej większości przypadków to po prostu wyjaśnienia kiedy i w jakich okolicznościach dane sformułowanie zostało użyte i dlaczego zyskało tak dużą sławę, że pamiętamy o nim do dziś. Znajdziemy tam również naukowe w formie i treści dywagacje nad etymologią i wszelkimi odniesieniami, z jakimi wiążą się te pojęcia, a także szeroką bibliografię, z której korzystali autorzy podczas swoich badań. 

Kilkukrotnie miałam już styczność z podobną formą w tekstach prof. Bralczyka (500 zdań polskich, 1000 słów) i niestety nie jestem jej wielką fanką. Wspominałam o tym już przy okazji Dzieci czasu Eduarda Galeano: jak już siadam do książki, to czytam ją ciągiem przez godzinę, dwie, trzy. Sięganie po jakąś pozycję tylko po to, żeby przeczytać dwie strony, a potem odłożyć ją na kolejny dzień jest dla mnie kompletnie bez sensu. Z drugiej strony, gdy czytam wszystkie te leksykalne pozycje ciągiem, czuję się, jakbym pochłaniała encyklopedię – jeden fragment zupełnie nie łączy się z innym, a natłok wiedzy sprawia, że przestaję cokolwiek kojarzyć. 

Wychodzi na to, że przez własną nieuwagę chwyciłam za książkę, która nie miała prawa spełnić moich oczekiwań. Skusiło mnie nazwisko autora, którego bardzo lubię za humor i lekkie pióro, nie doczytałam jednak dość poważnych informacji z opisu okładkowego, że książka to "wynik wnikliwych obserwacji i badań prowadzonych przez Katarzynę Kłosińską i Michała Rusinka w latach 2015-2019 układający się w słownik języka władzy tego okresu". 

Dla kogo zatem nada się Dobra zmiana? Ciężko mi to jednoznacznie określić. Pod względem językowym książka jest dość wymagająca – czyta się ją jak podręcznik czy leksykon pełen specjalistycznego słownictwa, zdecydowanie nie jest to beletrystyka. Sama forma również nie pomaga w płynnej i przyjemnej lekturze. W moim odczuciu nie jest to pozycja dla każdego, kto interesuje się polityką, bo wielu z nas po prostu przez tę książkę nie przebrnie. Ale jeśli macie polonistyczne ciągoty i interesuje Was bardziej naukowe podejście do języka polityki, sięgajcie śmiało – znajdziecie tu konkretną wiedzę popartą badaniami.







Za egzemplarz książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Znak.
Premiera 11 grudnia!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarze są dla nas źródłem siły do prowadzenia bloga i wielkiej radości, dlatego też będziemy wdzięczni za każdy pozostawiony przez Was ślad.