Nigdy nie widziałam żadnego z filmów o Wolverinie. Nie pasjonuję się uniwersum X-menów, zarówno filmowym, jak i komiksowym. Do kina wybrałam się właściwie tylko ze względu na Sylwka i spodziewałam się raczej zwykłego filmu o superbohaterach, no, może w nieco mroczniejszym klimacie. Jak bardzo się myliłam… Powiem krótko: od dawna nie byłam w kinie na czymś tak dobrym. Po napisach końcowych nie wiedziałam, co powiedzieć. Przez kolejne dni usiłowałam stworzyć zwyczajową notkę na Facebooka, ale nie byłam w stanie skrócić tego, co mam do powiedzenia. Ostatecznie ze wszystkich moich przemyśleń powstał ten właśnie wpis.
Pierwszą rzeczą, która mnie zaskoczyła, jest ciężki i przygnębiający klimat opowieści. Głównym punktem całej historii jest nieludzkie okrucieństwo zadawane dzieciom, ale to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. Obserwujemy, jak kształtuje się osobowość X-23, a każde kolejne doświadczenie dziewczynki jest bardziej traumatyczne od poprzedniego. Do tego dodać należy bardzo wiele gorzkich wniosków, do których na każdym kroku dochodzą bohaterowie oraz ogólną brutalność poszczególnych scen. Uniwersum, z którego wywodzi się cała historia, jest w oczywisty sposób fantastyczne poprzez istnienie samoczynnych mutacji genetycznych i, co za tym idzie, specjalnych zdolności, a jednak Loganowi znacznie bliżej do prawdopodobnego życiowo science-fiction niż całkowicie fikcyjnej opowieści. Dążenia zarówno „złej”, jak i „dobrej” strony są bardzo naturalne i bliskie temu, co możemy spotkać w naszym świecie, a temat babrania się w ludzkim genotypie w celu uzyskania superbroni wydaje mi się tak realny, jak prawdopodobny.
Choć według zwiastunów i opisów Logan zdawał się być w znacznej mierze historią X-23, dla mnie jest to przede wszystkim domknięcie losów dwóch bardzo ważnych postaci uniwersum X-men: Wolverine’a oraz Profesora Xaviera. Obaj bohaterowie są w filmie zaprezentowani jako zmęczeni życiem i swoimi doświadczeniami, ich niezwykłe moce zdają się być pokonywane przez wiek. Smutno jest patrzeć na ich odchodzenie, zwłaszcza że jest ono zaprezentowane tak naturalnie i zwyczanie. To trochę tak, jakby twórcy filmu chcieli nam pokazać, że niezależnie jak wielki mamy umysł i jak silne ciało, każdy z nas jest podporządkowany prawom przemijania. Z drugiej strony niezwykle przyjemnie było patrzeć na relację obu bohaterów, gdzie Xavier jest typowym marudnym i uciążliwym starcem, a Logan opiekuje się nim tak, jak własne dzieci zajmują się swoimi odchodzącymi rodzicami, mimo że im samym często brakuje sił i cierpliwości. Mnóstwo jest tu humoru, uszczypliwości, ale też niezwykle autentycznych emocji i reakcji, które mnie osobiście bardzo mocno chwyciły za serce.
Jeśli chodzi o słabe strony filmu, moim zdaniem jest tylko jedna – luki fabularne. Rozumiem, że to jedna z alternatywnych osi czasu świata mutantów i pewnie jej twórcy sami do końca nie nakreślili szczegółów, ale mimo wszystko brak informacji jest momentami doskwierający. Tym niemniej Logan sam w sobie stanowi opowieść na tyle kompletną i angażującą, że nie ma powodów, by w jakikolwiek sposób się do niego zniechęcać.
Poszłam na film o superbohaterach, a trafiłam na bardzo dobry, autentyczny i przejmujący dramat – całkiem dobry deal. Z tego co widziałam, nie byłam jedyną osobą na sali, której zabrakło słów i chyba całkiem sporo z nas nie było przygotowanych na to, co nas czeka. Warto było się wybrać, bezapelacyjnie. Coś tak czuję, że to będzie jeden z najlepszych filmów, jakie będzie mi dane poznać w tym roku.