Muszę przyznać, że premiera tej książki jakoś kompletnie mi umknęła. Zupełnie nie dostrzegłam, że taki tekst, o bądź co bądź interesującym mnie temacie, w ogóle pojawił się na rynku i tym samym nie miałam szansy przyjrzeć mu się bliżej. Dopiero niedawno usłyszałam o tym tytule, a fakt, że wspomniała o nim jedna ze znanych polskich feministek, od razu zwrócił moją uwagę. Postanowiłam sprawdzić, co też Sylwia Kubryńska ma do przekazania swoim czytelnikom.
Książka jest zapisem życia przeciętnej kobiety, Polki, która staje naprzeciw standardowym codziennym wyzwaniom. Od dziecka karmiona jest stereotypami, a niesprawiedliwość, jakiej doświadcza, odbija się szerokim echem na jej funkcjonowaniu. Bohaterka mierzy się ze zwyczajnymi dylematami – przeżywa pierwszą miłość, rozczarowania, poszukuje tożsamości, zostaje matką… Z jednej strony to postać uniwersalna, z drugiej zaś – naznaczona kilkoma bardzo indywidualnymi doświadczeniami, których nie da się przenieść na ogół społeczeństwa. Gdzieś w tle wydarzeń odnajdziemy Polskę okresu przemian i odbicie myślenia charakterystycznego dla tamtych lat, choć niejednokrotnie wcale nie czujemy się obco w prezentowanym świecie.
Kiedy brałam do ręki tę książkę, spodziewałam się mocnej i kontrowersyjnej opowieści z wyraźnym dodatkiem ideologicznym. Wrażenie to spotęgował wstęp – zestawienie cytatu z poradnika dobrej żony (The Good Wife’s Guide) z 1955 roku z tezą, że jedyne zmiany, jakie dokonały się w świecie kobiet od tego czasu, to większa liczba obowiązków. Tym bardziej zdziwił mnie fakt, jak bardzo wyważona i zwyczajna jest opisywana przez Kubryńską historia. Mimo kilku mocniejszych żartów tak naprawdę mamy tu do czynienia z feminizmem w wersji light – lekkim, i choć chwilami gorzkim, to nadal bardzo przyjemnym w odbiorze. Dostaje się tu obu płciom (może nie po równo, ale zawsze), a głównym celem krytyki autorki zdają się być przekonania panujące w społeczeństwie i związane z nimi naciski.
Podczas lektury powieści odnalazłam w niej dwie główne myśli. Pierwsza, związana ze wspomnianym wstępem, dotyczy tego, jak trudno jest w dzisiejszych czasach być kobietą idealną. Nie dość, że do obowiązków związanych z domem i dziećmi doszły te (ciężko wywalczone) dotyczące kariery zawodowej, to jeszcze ze wszystkich stron jesteśmy poddawane przeróżnym naciskom. Mamy się kształcić i pracować, skoro już mamy tę wspaniałą możliwość, starsze pokolenia namawiają nas do zdobywania wiedzy i uniezależniania się od mężczyzn, a te z nas, które decydują się pozostać w swoich czterech ścianach, zrazu okrzykiwane są kurami domowymi. Z drugiej strony, gdy jako matki próbujemy godzić życie rodzinne i zawodowe, jesteśmy rozliczane z każdego zachowania i poddawane ciągłej krytyce, bo czasu poświęcanego dzieciom zawsze jest za mało. W tym momencie docieramy do drugiej myśli, która najbardziej widoczna jest w zakończeniu – wnioskiem jest płynące z książki przekonanie, że winno się odrzucić wszelkie oczekiwania i zawsze pozostawać sobą.
Niestety, pomiędzy tymi dwiema zacnymi myślami znajduje się całkiem sporo tekstu, który nie zawsze dał radę jakoś niesamowicie mnie porwać. Chwilami lekko się nudziłam, a w kilku miejscach zabrakło mi literackiego pazura. Może to wynik niedawnego kontaktu z mocnym piórem Marie-Morgane Le Moël, ale Kubryńska wydała mi się w swoim pisaniu nierówna – raz zachwycająca, a chwilę później nie do końca wciągająca. Nie zmienia to jednak faktu, że tekst sam w sobie przypadł mi do gustu i na pewno odnalazłam w nim wiele ciekawych, prawdziwych i bardzo trafnych myśli. Ze względu na lekkość może to być opowieść zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet, jeśli tylko są gotowi do spojrzenia z dystansem na panującą wokół sytuację.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Czwarta Strona.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą publicystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą publicystyka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 stycznia 2016
piątek, 2 października 2015
Agnieszka Osiecka – "Czytadła. Gawędy o lekturach"
Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja na obserwowanych blogach najchętniej czytam te teksty, które dotyczą książek i tematów najlepiej mi znanych. Od razu jestem bardziej zainteresowana, gdy wiem, że mogę się wypowiedzieć czy wejść w dyskusję. Nie oznacza to oczywiście, że nie czerpię z blogów inspiracji; wręcz przeciwnie – zdarza mi się często, że zainteresuje mnie coś nowego, nie zawsze jednak mam na taki rozwój czas i ochotę. Są jednak takie blogi, na których z radością czytam absolutnie każdy tekst, nieważne jaka będzie jego tematyka; po prostu jest w stylu autora coś, co jest w stanie zainteresować i pozwala czerpać radość z czytania niezależnie od poruszanych spraw.
Skąd ten przydługi wstęp? Otóż Czytadła kojarzą mi się z takim właśnie cudnym blogiem literackim, na którego zagląda się zawsze, a przyjemność z obcowania z nim nie słabnie. Jak wskazuje tytuł, nie są to recenzje, lecz gawędy; opowieści nie krytyka, a pasjonata – to znacząca i wyraźnie widoczna różnica. W zbiorze otrzymujemy ponad 60 krótkich opowieści które Osiecka pisała do magazynu Ex Libris. Opisywane są teksty różne – tomiki wierszy i proza, literatura popularna i wysoka; słowem: wszystko, co wpada w ręce przeciętnego czytelnika. Niektóre z pewnością znamy, po inne zapragniemy sięgnąć po lekturze gawędy, natomiast inne nie są i nigdy nie będą w stanie nas zainteresować. Nie ma to tak naprawdę żadnego znaczenia, bo istotą tego zbioru zdaje się być kontakt nie z analizą dzieł, a refleksjami autorki, te zaś stoją zawsze na najwyższym poziomie. Agnieszka Osiecka, choć nie szczędzi uwag i nie pozostaje obojętna na błędy, zawsze wytyka je z gracją i we wspaniałym stylu; poza tym równie często opowiada o tym, co ją zachwyca.
Perfekcyjny i niesamowicie przyjemny w odbiorze jest styl autorki. Osiecka bawi się słowem, drwi z frazesów i oklepanych formuł gramatycznych dając im nowe tchnienie i pozwalając odżyć w zupełnie innym znaczeniu. Pisze lekko, twórczo, momentami zabawnie, a przede wszystkim – wymykając się wszelkim schematom. Z jednej strony pozwala myślom płynąć w kierunkach, które nigdy nie przyszły nam do głowy, z drugiej zaś trzyma to wszystko w ryzach krótkiej formuły kilkustronicowej opowieści. To wszystko zbiega się w dobrą całość, jednak jest jeszcze jeden element, dla mnie najważniejszy – urzekająca inteligencja w analizie i ironia, jaką podszyte jest wiele wypowiedzi autorki. W tym zakresie Osiecka pozostaje dla mnie wzorem niedoścignionym.
Jak dotąd znałam autorkę z jej wierszy i piosenek – to jedna z niewielu poetek, której twórczość lubię, rozumiem (na tyle, na ile jest to możliwe) i doceniam. Zetknięcia z jej prozą nie mogłam się doczekać i muszę przyznać, że jest jeszcze lepiej, niż to sobie wyobrażałam. Urzekająca zabawa słowem i lekkość pióra robią niesamowite wrażenie i sprawiają, że po Czytadła nie tylko sięga się z przyjemnością, ale i chętnie do nich wraca. Sądzę, że nie trzeba nawet lubić literatury, by czerpać przyjemność z lektury tych tekstów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





