Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Grochola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Grochola. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2016

Katarzyna Grochola – „Ja wam pokażę!”, „A nie mówiłam!”

Jakiś czas temu pisałam Wam o nowej kolekcji książek Katarzyny Grocholi. Na początek na rynek weszły dwa tomy, a w nich cztery książki, czyli cały cykl Żaby i Anioły, najsłynniejsza chyba opowieść autorki. Tym razem miałam okazję nie tylko wrócić do znanej historii, ale też w końcu poznać jej zakończenie – jak dotąd miałam za sobą tylko trzy części i z wielką radością przyjęłam możliwość poznania ostatniej.

W drugiej połowie cyklu Judyta jawi się jako kobieta do bólu stereotypowa – jej zachowania są kompletnie przerysowane, wręcz karykaturalne. Bohaterka nigdy nie mówi, o co jej chodzi, ma kosmiczne wręcz humory, absolutnie wszystkim się zamartwia, a umiejętność szukania dziury w całym wyniosła wręcz do rangi sztuki. Na szczęście (i to zdecydowanie ratuje te książki), autorka zdecydowała się zrównoważyć zachowanie postaci dystansem i humorem. Widać wyraźnie, że to wszystko nie jest na serio, że to tylko ważna i użyteczna kalka; dzięki zabawnym elementom wiemy, że działania autorki w konstrukcji postaci są po prostu celowe.

Co ciekawe, jest to cykl który nie traci wraz z kolejnymi tomami. Oczywiście, jeśli już na początku się Wam nie spodoba, następne części prawdopodobnie tylko Was zdenerwują, jednak wiele osób, które lubią tę opowieść, wskazuje, że z każdą odsłoną jest coraz lepiej. Sama zauważyłam wyraźną poprawę warsztatu autorki, a także coraz lepiej wypadającą fabułę. Gdybym miała wybierać, moją ulubioną częścią jest zdecydowanie ta ostatnia – nie ma tu popularnego syndromu ostatniego tomu, czyli łączenia wątków na łeb na szyję; to po prostu należyte zakończenie całej tej opowieści.

Myślę, że cykl Żaby i anioły można polecić kobietom w każdym wieku, a na pewno takim, które lubią opowieści lekkie, łatwe i przyjemne. Wiem, że wielu z Was nie przypadł on do gustu, jednak mnie akurat odpowiada – zarówno humor, jak i styl Katarzyny Grocholi jest dla mnie przyjemny w odbiorze i pozwala mi na odprężenie i relaks, którego szukam w takiej właśnie literaturze. Poza tym nie ukrywam, że darzę tę opowieść sentymentem – zarówno książki, jak i filmy, to dla mnie symbole poznawania współczesnej, kobiecej literatury i może też dlatego tak wiele jestem w stanie tej opowieści wybaczyć. Lubię powiesci, które niczego nie udają i nie aspirują do miana arcydzieł – tu mamy po prostu czytadło, które ma za zadanie umilić nam jeden-dwa wieczory. W tym zakresie sprawdza się doskonale.






Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.

piątek, 8 stycznia 2016

Katarzyna Grochola – „Nigdy w życiu!”, „Serce na temblaku”

Jako nastolatka nie miałam szczególnie wysublimowanego gustu – właściwie czytałam głównie powieści dla młodzieży oraz popularną literaturę kobiecą. Poznałam wtedy wiele książek, do których dziś raczej bym nie wróciła, ale znajdzie się również kilka takich, o których wciąż myślę z sentymentem. Do drugiej puli należą powieści Katarzyny Grocholi, których poznałam kilka, ze szczególnym naciskiem na cykl Żaby i anioły otwierany najszerzej znaną powieścią autorki, czyli Nigdy w życiu!. Choć czytałam te książki co najmniej dwukrotnie, wciąż nie miałam swoich egzemplarzy, do którego mogłabym wracać, gdy najdzie mnie odpowiedni nastrój. Na szczęście z pomocą przyszło Wydawnictwo Literackie, które pod koniec zeszłego roku zdecydowało się na wznowienie tekstów Katarzyny Grocholi w nowym wydaniu – są to potężne tomiszcza, w których książki są „pakowane” po dwie. Na pierwszy ogień poszedł właśnie wspomniany przeze mnie cykl, a ja skrzętnie skorzystałam z okazji, aby ponownie po niego sięgnąć.

Nie będę udawała, że jest to książka w jakikolwiek sposób odkrywcza czy nowatorska; schemat, który jest w niej wykorzystany, pojawia się w wielu innych opowieściach. I oto mamy tutaj kobietę w wieku dojrzałym, od której odszedł niepoważny mąż; pozostawioną samą sobą i na domiar złego wychowującą córkę będącą w samym środku niewdzięcznego okresu buntu. Trzeba powiedzieć uczciwie, że fabuła książki jest dość prosta i przewidywalna niczym w klasycznej komedii romantycznej – ona nie chce znać mężczyzn, a gdy decyduje się poradzić sobie sama, na horyzoncie pojawia się prawdziwy Książę z Bajki, z którym wszystko wydaje się lepsze. Nie obywa się bez komplikacji, ale generalnie wszystko dąży nieubłaganie do szczęśliwego i cukierkowego happy endu. Tak jest i tego nie przeskoczymy, jednak z jakichś powodów zarówno książki, jak i filmy utrzymane w podobnym tonie cieszą się niesłabnącą popularnością nie tylko wśród niespełnionych gospodyń domowych, ale też pozostałych kobiet – praktycznie w każdym wieku i o każdym poziomie wykształcenia.

Mówi się, że Nigdy w życiu to lektura na jeden wieczór i ja się z tym zgadzam – książkę czyta się naprawdę szybko, bardzo lekko i przyjemnie. Z racji tego, że mamy do czynienia z pakietem, rozrywki starczy nam na dwa wieczory lub jeden leniwy dzień. Można powiedzieć, że to mało, jednak dla mnie jest to ilość idealna – przy większej jednorazowej dawce można by się lekko zmęczyć. Jeśli chodzi o poziom samej książki – jest on naprawdę dobry. Styl autorki jest przyjemny w odbiorze, a jego charakterystycznym elementem jest humor. Znajdziemy tu sporo celnych uwag, zabawnych komentarzy, a także przerysowanych i obśmianych stereotypów.

Cóż więcej mogę powiedzieć – nie jest to historia rozbudowana i ambitna, ale czyta się ją naprawdę bardzo lekko. Mnie styl Grocholi odpowiada w stu procentach i, choć bałam się ponownego spotkania z tymi książkami, z radością zauważyłam, że przez lata moje spojrzenie się nie zmieniło. Odbiór tej prozy będzie bardzo subiektywny, bo równie wielu jest jej krytyków, co zwolenników, jeśli jednak szukacie książki, która niczego nie udaje, a zapewnia nieco lekkiej i przyjemnej rozrywki, to śmiało mogę Wam polecić teksty Katarzyny Grocholi. To opowieści-odskocznie, przy których można się pośmiać i zrelaksować, choć oczywiście nic ponadto. Celne, ironiczne i do bólu babskie – to chyba najtrafniejsze określenia, jakich można użyć wobec dwóch pierwszych części Żab i aniołów; teraz czeka mnie spotkanie z kolejnymi.






Za możliwość poznania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Literackiemu.