Kiedy usłyszałam, że w najnowszej powieści części sagi Miłość – namiętność – pożądanie starsze pokolenie ustępuje pola młodszemu, bardzo się ucieszyłam. To, co wyprawiał Robert Orłowski w poprzednich tomach, musiało w którymś momencie zostać może nie tyle zakończone, co w pewnym stopniu ukrócone, chociażby z racji jego wieku. Poza tym młodzi również mają sporo do powiedzenia – byłam pewna, że wyobraźnia autorki nie pozostawi ich życia spokojnym i nudnym. Cóż, przynajmniej w tym jednym względzie się nie pomyliłam…
Historia pewnej zazdrości oparta jest o dwie osie fabularne: „czas antenowy” podzielony jest równo między dzieci Orłowskich, Izę i Krzyśka. Wątki rozwijają się równolegle, ale niemal w ogóle się ze sobą nie łączą; w moim odczuciu są także dość nierówne. Jeden mnie fascynował, drugi irytował; w jednym zachwycałam się spójnością, w drugim co chwilę coś mi zgrzytało.
Zacznijmy od pozytywów, czyli tej części książki, która poświęcona jest Krzyśkowi. Syn Orłowskich staje przed bardzo ciężkim zadaniem: musi zbudować patchworkową rodzinę, w dodatku gdy jedno z dzieci jest do tego bardzo niechętne. Z jednej strony ma na głowie ojca, który chce o wszystkim decydować, z drugiej rywalizujące ze sobą kobiety, matki jego synów. Ten wątek wywołał u mnie bardzo dużo emocji – momentami miałam ochotę nawrzeszczeć na bohaterów, że są idiotami i że sami są sobie winni. Poczytuję to jako zaletę, bo tylko dobrze poprowadzone, autentyczne historie wywołują u mnie taką reakcję. Wydaje mi się, że zachowanie bohaterów zostało przedstawione bardzo trafnie i logicznie – ich wcześniejsze decyzje mają jasny wpływ na dalszy przebieg wydarzeń.
Z kolei wątek Izy to zmiana o 180 stopni. Wchodząca w dorosłość Orłowska pakuje się w romans z (dalekim, ale zawsze) kuzynem i robi głupotę za głupotą. Tutaj wszystko wydawało mi się przesadzone, niespójne, a do tego koszmarnie irytujące. Przegapiłam moment, kiedy Iza stała się wyrachowana i cyniczna, a przy tym tak bardzo niedojrzała, by popełniać błędy, które zupełnie nie współgrają z jej rzekomą inteligencją. Z perspektywy czasu jestem w stanie wyodrębnić kilka motywów jej postępowania, a oceniana na chłodno nie wydaje się tak niespójna, jednak wciąż uważam, że opowieść o niej została w książce zaprezentowana zbyt szybko i powierzchownie, przez co bardzo dużo straciła.
Gdzieś między tymi dwoma osiami fabuły przewija się główny bohater cyklu, Robert Orłowski, który próbuje oszukać czas, a przez to staje się jeszcze bardziej nieznośny. Chce mieć kontrolę nad wszystkim i wszystkimi, a gdy ją traci, wpada w gniew i otwarcie deklaruje dezaprobatę, przez co odpowiada za większość konfliktów w rodzinie. Robert ewidentnie ma problem: z tym, że jego dzieci dorosły i nie życzą sobie, by układał im życie w najdrobniejszych szczegółach. Mimo skrajności zachowań to on pozostaje najciekawszą i najlepiej skonstruowaną postacią całej serii.
Chociaż bardzo chciałam zobaczyć w akcji młodsze pokolenie Orłowskich, nie jestem do końca zadowolona z przebiegu spraw i trochę boję się, co autorka zgotuje bohaterom w ewentualnych kolejnych częściach cyklu. Dobrze, że mam przed sobą lekturę trzech pierwszych tomów – potraktuję to jako prequel i chętnie wrócę do ulubionych bohaterów.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Prozami.