czwartek, 15 czerwca 2017

Porządkowanie biblioteczki – czy to boli?


Przez wiele lat nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo rozrosła się moja biblioteczka – część książek trzymałam w domu rodziców, część na stancji i choć w obu miejscach zbiór nie mieścił się na regałach, przymykałam oczy i nie myślałam, jak to wszystko wygląda. Dopiero zeszłoroczna przeprowadzka i zebranie wszystkich tomów w jednym miejscu uświadomiło mi, że mamy tu pewien problem: problem przesytu. 

Pewnie wiele z Was powie, że nie ma czegoś takiego jak za dużo książek i całkowicie to rozumiem – sama jeszcze do niedawna właśnie tak patrzyłam na swoją biblioteczkę. Cieszyłam się jej wielkością i marzyłam o tym, jak pięknie będzie wyglądała ściana książek w moim wymarzonym, przyszłym domu. Wyobrażałam sobie cudowne zdjęcia, które będę mogła zrobić na jej tle i cieszyłam się na myśl o przeczytaniu wszystkich tych tomów. I tu dochodzimy do sedna całego problemu, bo w którymś momencie zdałam sobie sprawę z jednej, prostej prawdy: nigdy nie przeczytam WSZYSTKICH tych książek, choćbym nie wiem jak się starała.

Nie chodzi tutaj o prosty rachunek matematyczny. Jestem młoda, umysł mam sprawny, czytam dużo i naprawdę lubię to robić, więc uporałabym się z taką ilością książek, jaką mam na swoich półkach. Problem tkwi w tym, że tak naprawdę wcale tego nie chcę. Przez wiele lat kupowaliśmy książki przypadkowe, na które nie mieliśmy ochoty, a były po prostu tanie/przecenione i względnie zbliżone do czytanych przez nas gatunków. Dopiero gdy zebrałam je wszystkie do kupy i zobaczyłam, że nie tylko nie mieszczą się na naszych czterech regałach, ale też jak wielu zupełnie nie kojarzę, zdałam sobie sprawę, że przeczytanie ich wszystkich absolutnie nie wchodzi w grę. Powiedzmy to sobie otwarcie: szkoda mi czasu i energii na powieści, na które nie mam ochoty. Zbyt wiele nowości mnie kusi, zbyt wielu autorów cenię, żeby odpuszczać ich odkrywanie na rzecz przymusu i wyrzutów sumienia.

Wymarzyłam sobie biblioteczkę, w której będą znane mi tytuły – niekoniecznie wszystkie przeczytane, ale takie, które mam w planach i o których wiem, dlaczego się tutaj znalazły. Takie, które mogę chętnie polecić znajomym lub przynajmniej powiedzieć o nich kilka słów. Takie, na które będę patrzyła z dumą i radością. 

Na początku wydawało mi się, że to cel niemożliwy do zrealizowania, ale osiągnięcie go zajęło mi mniej czasu, niż się spodziewałam. Na pierwszy ogień poszły wszystkie zakupy przypadkowe: egzemplarze kupione na promocjach za kilka złotych wyłącznie ze względu na cenę. Ten etap, jako początkowy, był dla mnie najtrudniejszy, ale okazał się katalizatorem dla dalszych działań. W kolejnych tygodniach pozbyłam się skrupułów i sentymentów dla egzemplarzy recenzenckich i innych powieści, które już czytałam, ale wspominam bardzo, bardzo źle – one również w większości znalazły nowy dom i mam nadzieję, że komuś innemu spodobają się bardziej niż mnie. Bo taka jest rola książki: ma być czytana, a nie stawiana na półce dla ozdoby. 

Zdjęcie z początku posta przedstawia obecny stan naszej biblioteczki: jak widać książek wciąż nam nie brakuje, a i minimalizmu na regale nie uświadczycie, bo praktycznie wszędzie tomy stoją w dwóch rzędach. A jednak swoją część księgozbioru zredukowałam niemal o połowę i chociaż na początku bałam się wyrzutów sumienia i kaca moralnego, nic takiego mnie nie spotkało. Wręcz przeciwnie – lepiej się czuję patrząc codziennie na książki, które lubię i chcę czytać. Cieszę się tym bardziej, że za porządkami poszła zmiana nawyków, dzięki której nie mam już skrupułów w stosunku do przeczytanych pozycji – jeśli książka, którą właśnie skończyłam, nie przypadła mi do gustu lub uważam, że wracanie do niej nie ma sensu (jak w przypadku niektórych poradników), niemal od razu ląduje na stosiku „do sprzedania” i znajduje nowy dom. Odpowiedź na pytanie z tytułu posta jest zatem oczywista, przynajmniej dla mnie: nie, porządki nie bolą, jeśli faktycznie ich chcemy i uważamy, że mogą przynieść coś pozytywnego.


A jaki jest Twój stosunek do książek? Gromadzisz je i marzysz o ogromnej biblioteczce, czy może odwrotnie – pozbywasz się wszystkich, które nie są tymi „najlepszymi”? Chętnie poznam Wasze zdanie i liczę na ciekawą dyskusję w komentarzach!